Problem: Zerwałam trójkąt

Mam problem. Jestem po rozwodzie, miałam kochanka, był żonatym mężczyzną, z żoną nie układa mu się wcale, on pracuje w innym mieście niz żona, oddaleni są od siebie 400 km, widują się raz na miesiąc, pożycia praktycznie nie ma.

Poznaliśmy się ponad rok temu, zaprzyjaźniliśmy się bliżej. Były spotkania, wspólne noce, wspólne wyjazdy. Wszystko robione w wielkiej tajemnicy. Po jakimś czasie żona zaczęła się domyślać, że kogoś ma, były wymówki, głupie pytania. Mój przyjaciel nie odpowiadał na żadne pytanie, wzruszał rękami, zresztą jest bardzo mało mówiącym człowiekiem.

Reklama

Po ponad roku czasu powiedziałam mu, że nie odpowiada mi trójkąt, zerwałam. Obraził się śmiertelnie, wiem że się boi żony, jest tzw. pantoflarzem, sama mu to powiedziałam, dzieci nie mają, nic ich nie trzyma, a on boi i waha się odejść. Mam wspaniały kontakt z jego matką i siostrą. Przyjaźnimy się dość długo. One nie mają praktycznie kontaktu z jego żoną, same się dziwią dlaczego on nie odchodzi, tylko tkwi w tym chorym związku.

Gdy piszę do niego sms-y, tak po prostu w ramach starej przyjaźni, on nie odpowiada. Chciałabym mu pomóc, ale on nie odzywa się, milczy, gada tylko od czasu do czasu z matką, z siostrą też nie za dużo ma kontaktu. Odeszłam, bo nie chciałam kazać robić mu wyboru, czy dobrze zrobiłam???

On pyta ciągle mamy i siostry co ma robią, one nie chcą się wtrącać do małżeństwa, tylko tłumaczą, że skoro wam się nie układa, to na co czekasz, a on ciągle ma wątpliwości. Mnie traktują ja członka rodziny, jest mi z tym trochę głupio. Nawet mnie proszą bym czasem do niego napisała, ja piszę, on nie odpowiada.

Nie wiem co robić, wiem że się na mnie gniewa, że mam kontakt z jego rodziną, ale zaraz po zerwaniu mówił mi, że nie ma nic przeciwko naszym kontaktom. Myślę żeby zakończyć nawet znajomość z jego rodziną, ale oni nie chcą, mówią mi, że mam się nim nie przejmować, tylko żyć swoim życiem. Jest bardzo uparty, jego ma być na górze. Jest mi jakoś nieswojo, nie wiem co robić, czy możecie mi cos poradzić??? Oboje mamy po 43 lata, czyli już po przejściach jesteśmy, ja patrzę na życie realnie, ale on jak widzę trochę dziecinnie. Już nieraz myślałam, że ma z żoną jakieś tajemnice, które ona mogłaby wydać gdyby odszedł od niej, ale od niego niczego nie można się dowiedzieć.

Ile można czekać aż się otworzy dla ludzi??? Szkoda mi życia dla takiego uparciucha. Fakt, mieliśmy wspólne plany, ale on chyba nie jest jeszcze dorosły, boi się wszystkiego. Czy ja mam starego chłopa za rączkę prowadzić??? Nie chciałam mieć nic do czynienia z jego żoną i zerwałam, ja nie chciałam być powodem rozpadu jego małżeństwa, on miał to sam załatwić, a nie mnie brać jako ofiarę. Nie wiem czy mam rację, nie wiem co robić. Proszę o odpowiedź.

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Dowiedz się więcej na temat: żona | problem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje