Trudne dzieciństwo: Zobacz, jakie daje korzyści

Czujesz żal do losu za niełatwy start w dorosłość? Winisz go za niepowodzenia, które cię spotkały? Skoro nie da się cofnąć czasu, spróbuj spojrzeć na to inaczej. Dzięki ciężkim początkom posiadasz umiejętności, które warto wykorzystać.

Czy wiesz, że większość ludzi sukcesu ma za sobą ciężkie dzieciństwo? Ale osoby te pytane, czy zrezygnowałyby z niego, gdyby mogły wymazać przeszłość, wcale nie odpowiadają twierdząco... Najczęściej powtarza się opinia, że problemy pozwoliły im wcześnie rozpoznać swoje mocne strony, podbudować hart ducha i nauczyć się walczyć z przeciwnościami. Czasem to, co najpierw jest jedynie barierą i przeszkodą, staje się niezłą szkołą przetrwania.

O moje plany nikt nie pytał

Reklama

Historia Renaty: Zastanawiam się, czy kiedykolwiek naprawdę byłam dzieckiem. Takim, które wie, że obok czuwają rodzice, więc nie przydarzy mu się nic złego. Beztrosko bawiącym się cały dzień bez wyrzutów sumienia, że robi coś niewłaściwego. Kiedy przeglądam najwcześniejsze zdjęcia z dzieciństwa, widzę siebie w ramionach uśmiechniętej mamy, tatę pochylonego nad wózkiem. Pewnie byłam ich oczkiem w głowie przez całe sześć lat. Do czasu urodzenia Piotrusia.

Ubierz się, zjedz!

Nie potrafiłam wymówić skomplikowanej, obco brzmiącej nazwy uszkodzenia mózgu, która uczyniła z mojego brata roślinę niezdolną do samodzielnego życia. Ale wiedziałam, że nigdy nie będzie chodzić, mówić ani bawić się ze mną na podwórku. Całymi tygodniami leżał w szpitalu, a razem z nim znikała mama. Taty też nie bywało w domu, bo wciąż trzeba było coś przewozić, załatwiać na drugim końcu Polski, wystawać w urzędach. Do mnie zaglądała ciotka albo sąsiadka. Podawały mi obiad, a po upomnieniu, żebym odrobiła lekcje i nigdzie nie wychodziła, wracały do siebie. Tata wślizgiwał się do domu późnym wieczorem. Instynktownie wiedziałam, że nie należy mu przeszkadzać, więc siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. Ale nawet kiedy mnie zagadywał, czułam, że myślami błądzi daleko.

W którymś momencie przestałam próbować zwracać uwagę dorosłych, bo i tak koncentrowali się wyłącznie na Piotrusiu. Czy miał złą, czy dobrą noc, co powiedział lekarz, jak znaleźć dojście do sanatorium. Ja słyszałam tylko: "ubierz się", "zjedz!", "śpij". Z upływem czasu doszło jeszcze: "sprawdź sondę Piotrusia", "leć do apteki", "popraw mu pościel".

Choroba brata odmieniła na zawsze nasz dom. Jego łóżko stanęło w dużym pokoju, bo tylko tam mieściły się lekarstwa, butelki, stojaki do kroplówek, których potrzebował, by funkcjonować. Długo zdumiewało mnie, że ktoś, kto jedynie leży, potrafi do tego stopnia zdominować życie trzech osób. Ale nie miałam do niego o to pretensji, na swój sposób go kochałam. Nie wiedziałam, czy mnie poznaje, ale gdy głaskałam go po policzku, uspokajał się. Nawet na chwilę przestawał jęczeć.

Dom czy szpital

Byłam strasznie samotna. Nikt nas nie odwiedzał, bo rodzice obsesyjnie bali się zarazków, a poza tym nasze mieszkanko, zamienione w szpital, nie nadawało się do przyjmowania gości. Chociaż nikt nie interesował się moimi sprawami, moja obecność w domu z czasem stała się niezbędna. Przy Piotrusiu trzeba było dyżurować non stop, bo potrafił zakrztusić się własną śliną. Po lekcjach szybko biegłam do domu, by zmienić mamę przy jego łóżku. Nie miałam koleżanek. W szkole uchodziłam za dziwaka, a dzieciaki na osiedlu dokuczały mi, naśladując Piotrusia.

Wolałam więc spędzać czas z dorosłymi. Wcześnie nauczyłam się gotować i sprzątać. O swoich potrzebach milczałam. Lekarstwa i rehabilitacja brata pochłaniały każdy grosz, a mama nie mogła przecież pracować. Każdy wydatek był ekstrawagancją. Gdy raz ciotka zabrała mnie latem nad morze, długo wspominałam to wydarzenie. Zazdrościłam koleżankom szkoły tańca, kursów językowych. Od dawna było wiadomo, że pójdę do liceum pielęgniarskiego. To nie był mój wybór, ale nie wiedziałam, czy mam prawo się sprzeciwić. Rodzice powtarzali, że muszę zająć się bratem. O moje plany i marzenia nikt nie pytał.

To nie moja wina

Piotruś odszedł tuż po swoich dwudziestych urodzinach. Studiowałam wtedy rehabilitację, na którą zdałam, pracując i jednocześnie opiekując się nim. Nagle wszystko się skończyło: zarwane noce, uwiązanie paraliżujące moje życie. Czułam ból, lecz i ulgę, że przestał cierpieć. Choć przedtem zastanawiałam się, jakby to było, gdyby go zabrakło, rzeczywistość okazała się inna. Wyobrażałam sobie, że gdy będę mieć mamę i tatę tylko dla siebie, wreszcie się zbliżymy. Ale tak się nie stało. Poczułam nawet większą pustkę, bo nikt już mnie nie potrzebował.

Ale na terapię zdecydowałam się dopiero, kiedy zaszłam w ciążę. Byłam w okropnym stanie, bo wpadłam w paranoję, że mój syn urodzi się taki jak Piotruś. Terapeuta pomógł mi wyjść na prostą. Pozbyłam się wyrzutów sumienia, że nie dość dobrze zajmowałam się bratem, a jego śmierć wynikła z mojego zaniedbania. Bo uświadomił mi najważniejsze. Gdy byłam jeszcze dzieckiem potrzebującym opieki, dorośli obarczyli mnie ciężarem, którego nie mogłam unieść.

Zobacz, w czym masz przewagę

Czasem myślisz, że to przez trudną sytuację w dzieciństwie nie wiedzie ci się tak, jak tego byś chciała. Bo gdyby rodzice nie pili albo byli bardziej opiekuńczy, gdyby w domu nie panowała bieda lub tata nie umarł, twoje życie potoczyłoby się inaczej. Niekiedy rzeczywiście bagaż jest zbyt ciężki do udźwignięcia. Ale jeśli po prostu los nie był dla ciebie łaskawy, pomyśl, że dzięki niełatwym początkom zyskałaś też pewne umiejętności. Przekonaj się, co jest twoim atutem i jak możesz to wykorzystać, żeby teraz lepiej żyć.

Masz rzadki dar obserwacji

Dziecko wychowane w trudnym domu przez większość czasu skupia się na obserwacji otoczenia. Żeby przetrwać, musi wiedzieć, w jakim humorze ojciec wraca do domu i co zdenerwuje matkę. Uczy się, w którym momencie o coś poprosić, a kiedy lepiej zejść opiekunom z oczu. Dlatego w dorosłym życiu są mistrzami w wyczuwaniu atmosfery i nastrojów otoczenia.

Co więcej, niczym emocjonalny sejsmograf, umieją bezbłędnie odczytać relacje międzyludzkie, trafniej też oceniają innych. Ten rodzaj empatii jest ogromnym atutem, ponieważ pozwala na budowanie trwałych związków i przyjaźni. Ułatwia także codzienną komunikację oraz wyczula na nadchodzące zmiany. Gdy więc nauczysz się ufać swojej intuicji i odczytywać niewidzialne sygnały, będziesz w stanie uniknąć wielu nieporozumień, związanych z błędną interpretacją cudzych zachowań.

Doceniasz drobiazgi

Pamięć o skromnych początkach sprawia, że na to, co udało ci się osiągnąć, patrzysz z wdzięcznością. Cieszysz się z małych rzeczy, a każdy dobry dzień jest powodem do radości. Jeżeli trudno ci powstrzymać się od wspominania, wykorzystaj to jak okazję do budujących porównań. Zawsze miło sobie przypomnieć, jak na przykład wyglądał kiedyś twój dom, a jak wygląda teraz. A w dodatku to wszystko zawdzięczasz sobie!

Jesteś odporna na kryzysy

Kto ma większe zdolności do przetrwania życiowych burz niż osoba, która już znajdowała się w opałach? To, co dla innych bywa powodem do rozpaczy, a nawet załamania, dla ciebie jest kaszką z mlekiem. Po pierwsze, masz wprawę w rozwiązywaniu problemów i konfliktów, po drugie, rozumiesz, że nie są końcem świata. Lepiej znosisz też towarzystwo tzw. trudnych ludzi, bo jesteś do nich przyzwyczajona. Świadomość, że nie istnieje nic stałego, która była dla ciebie przekleństwem w dzieciństwie, teraz pracuje na twoją korzyść.

Potrafisz błyskawicznie przystosować się do zmian, a w razie potrzeby zacząć wszystko od nowa. Psychologowie wskazują i na inne plusy: dziecko wyrastające w poczuciu ciągłych zawirowań uczy się rekompensować sobie brak bezpieczeństwa. Robi to m.in. przez rozwijanie pomysłowości i samodzielności w sytuacjach, gdy zdane jest samo na siebie. To pozwala ci zawsze wymyślić opcję awaryjną, gdy plany nie wypalą.

Potrafisz rozpoznać toksycznych ludzi

Osoby, które padły ofiarą emocjonalnej przemocy lub szantażu, wyczuwają skłonności do psychicznej manipulacji u innych ludzi. Dlatego nie dają się wciągnąć w niebezpieczne sytuacje. To przydatne, ponieważ większość oszustów posługuje się wyrafinowanymi technikami (udawanie bliskości, wbijanie w poczucie winy), by osiągnąć swój cel. Za każdym razem dopasowują też sposób działania do charakteru ofiary.

Ponieważ są w stanie zmylić ekspertów (psychologów, sąd), mówi się, że tylko osobiste doświadczenie stanowi "szczepionkę" uodparniającą na działania patologicznych narcyzów i innego typu gnębicieli. Jeśli więc doświadczyłaś w przeszłości podobnej sytuacji, wystarczy, że posłuchasz wewnętrznego "radaru", a człowiek z niecnymi zamiarami będzie u ciebie bez żadnych szans.

Maria Barcz

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje