Ułatwić umieranie lub przeżywanie żałoby? To niemożliwe

- Po śmierci bliskiej osoby nie da się nie cierpieć. Jeśli śmierci się spodziewamy, możemy porozmawiać, podziękować, pożegnać się, jeśli otworzymy się na to ważne i głębokie doświadczenie. Jeśli ktoś umiera nagle to nie jest możliwe. Ale niezależnie o tego, ile rozmów przeprowadzimy z osobą umierającą, ile czasu przy niej spędzimy – i tak jej brak będziemy odczuwać boleśnie - mówi Małgorzata Wawrzyniak, psycholog, certyfikowany psychotraumatolog.

Katarzyna Pruszkowska: Czy istnieje coś takiego jak patologicznie przeżywanie żałoby? Na czym polega?

Reklama

Małgorzata Wawrzyniak: - Żałoba jest reakcją na stratę cenionych wartości, np. na śmierć bliskiej osoby. Właściwie przeżyta prowadzi do zaakceptowania nowej sytuacji, do odnalezienia sensu życia i ponownej otwartości na relacje z innymi ludźmi. Jak każdy kryzys, może stanowić szansę na osobisty rozwój. Proces ten może utrudniać unikanie odczuwania intensywnego cierpienia, bólu, smutku, lęk blokujący własne emocje.

- Tłumienie uczuć oznacza patologizację  przebiegu procesu żałoby (żałoba powikłana), czyli np. jej zablokowanie - osoba doświadczająca straty odcina się od bólu poprzez różne aktywności, używki; jest jak zamrożona i skoncentrowana na tym, by nie dopuścić do siebie uczuć.

Iwona Kuźlik: - Warto dodać, że żałoba nie musi być związana ze śmiercią, ale ze stratą istotnej relacji (rozstaniem, rozwodem, zakończeniem ważnej przyjaźni),  z bankructwem, utratą pracy, domu czy zdrowia. Osoby, których dotyka strata, przechodzą przez wszystkie charakterystyczne dla niej fazy - żegnają się z tym czego/kogo już nie ma a oswajają się z nowym i innym niż do tej pory życiem.

Prawidłowe przeżywanie żałoby składa się z faz?

I.K.: - Tak. Mogą one przebiegać w następującej kolejności: zaprzeczanie, szok (z tym etapem spotykamy się tuż po dowiedzeniu się, że bliska nam osoba nie żyje), dezorganizacja zachowania (tu najczęściej pojawiają się trudności w sprostaniu codzienności), złość, bunt, następnie smutek, poczucie winy, depresja. Wreszcie - pogodzenie się ze stratą.

- Czas trwania faz jest sprawą bardzo indywidualną. Nie można uważać, że każdy z nas będzie przeżywał je tak samo długo  i tak samo intensywnie. To zależy od rodzaju straty i od cech indywidualnych człowieka. Weźmy na przykład utratę pracy. Dla pani Ani to może być błahostka, powie "znajdę następną" i już. A dla pani Eli to może być znacznie trudniejsze: bo jest przed emeryturą, samotna. Strata będzie taka sama, ale znaczenie jej i reakcje na nią - różne. Fazy następują jedna po drugiej, ale może być tak, że jedną przeżyjemy szybciej, a po pewnym czasie do niej wrócimy. Tutaj nie ma reguł. Nie ma też ram określających ściśle czas ich trwania. Nasze doświadczenie w pracy z osobami w żałobie wskazuje, że jedna osoba przeżywa żałobę przez rok, a inna - 3 lata. Wcale nie dlatego, że robi to niepoprawnie, to nie znaczy, że mamy do czynienia ze wspomnianym patologicznym przebiegiem żałoby.

M.W.: - Fazy, o których mówimy, zostały zdefiniowane  przez Elisabeth Kübler-Ross, która towarzyszyła osobom umierającym.  Po informacji o stracie, np. śmierci bliskiej osoby pojawia się szok, niedowierzanie. W pierwszych dniach po śmierci bliscy zajmują się organizacja pogrzebu, załatwianiem formalności, działają jakby automatycznie, odcinają się emocjonalnie, są odrętwieni. W tym czasie osoby usiłują zaprzeczać, negować fakty, bronią się przed zbyt bolesną rzeczywistością. Często mówią, że to nie mogło się stać, że czują obecność zmarłej osoby - nie dopuszczają jeszcze myśli, że jej już nie ma.

Niezależnie od tego, czy ktoś zmarł po długiej chorobie czy zginał w wypadku?

I.K.: - To nie ma znaczenia, takie zaprzeczanie dotyka i ludzi, którzy towarzyszyli bliskim w chorobie, i tych, których bliscy odeszli niespodziewanie, np. zginęli w wypadku samochodowym. To cierpienie dotyka wszystkich. Często przychodzą do nas osoby konfrontujące się z własną chorobą lub towarzyszące umierającym i pytają, jak mogą przygotować się na śmierć i zminimalizować to cierpienie.

- Mówię im wtedy, że mogą się pożegnać, przegadać stare sprawy, przeprosić się, spisać testament, towarzyszyć sobie, spędzić jeszcze uważnie i dobrze czas. Poza dobrym, możliwie pełnym życiem w danej sytuacji - nic nie można zrobić, by ułatwić umieranie lub przeżywanie żałoby. Na to tak naprawdę nie można się przygotować. 

M.W.: - Po śmierci bliskiej osoby nie da się nie cierpieć. Jeśli śmierci się spodziewamy, możemy porozmawiać, podziękować, pożegnać się, jeśli otworzymy się na to ważne i głębokie doświadczenie. Jeśli ktoś umiera nagle to nie jest możliwe. Ale niezależnie o tego, ile rozmów przeprowadzimy z osobą umierającą, ile czasu przy niej spędzimy - i tak jej brak będziemy odczuwać boleśnie.

I.K.: - Warto zdobyć się na szczera rozmowę, bez maskowania uczuć. Powiedzieć:  "jest mi przykro, że odchodzisz, kocham cię, nie wiem jak mój świat będzie wyglądał, kiedy ciebie w nim zabraknie". Druga strona może opowiedzieć o tym, że nie chce umierać, chciałaby jeszcze żyć, boi się śmierci. Takie rozmowy, takie nazywanie tego, co się dzieje, po imieniu są bardzo dobre, chociaż nie łatwe. To bardzo zbliża i pomaga.

Dowiedz się więcej na temat: żałoba

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje