Szacunek należy się każdemu

- Ja już zrozumiałam, że ci, którzy mnie krytykują, leczą w ten sposób własne kompleksy. Ranią innych, obrażają, czerpią z tego jakąś satysfakcję. Nie rozumiem tego, bo ja mam inne poglądy. Mianowicie takie, że każdemu należy się szacunek - mówi modelka Julia Fortuńska.

Katarzyna Pruszkowska: Skąd pomysł na bycie modelką?

Reklama

Julia Fortuńska: - Marzyłam o tym od dawna, jeszcze w liceum. Zauważyłam wtedy, w zagranicznych magazynach i telewizji, że nie tylko szczupłe kobiety mogą być piękne, że te większe też. Ja sama miałam wtedy większy rozmiar, ale nie przejmowałam się tym: patrzyłam w lustro i podobałam się sobie. Pomyślałam więc o tym, że chciałabym mieć sesję zdjęciową, być może pracować jako modelka. Wysłałam wtedy kilka zgłoszeń do różnych agencji, ale żadna mi nie opowiedziała. Na rok zapomniałam o tych marzeniach, aż w końcu wysłałam amatorskie zdjęcia do agencji Nobody's Perfect. I zostałam przyjęta. Co dowodzi, że zawsze warto próbować, nawet, jak na początku jest trudno.

Ta pierwsza sesja utwierdziła cię w przekonaniu, że chcesz zająć się modellingiem?

- Tak, usłyszałam, że jestem fotogeniczna. To był bardzo zwariowany czas: w jednym tygodniu dowiedziałam się, że zostałam przyjęta i miałam swoją pierwszą profesjonalną sesję. To było w kwietniu tego roku. Od tamtej pory trochę się już zmieniło: nabrałam doświadczenia w pracy z obiektywem, schudłam.

Schudłaś?

- Tak, 20 kilogramów. Pierwsze 10 zgubiłam niemal niepostrzeżenie: stanęłam któregoś dnia na wadze i byłam w szoku, bo nie stosowałam żadnej diety. Potem pomyślałam sobie, że skoro poszło 10 kg, wykorzystam to i schudnę więcej. To nie dlatego, że miałam kompleksy. Ale... Zauważyłam, że mniej jest zleceń dla dziewczyn takich jak ja, które nie noszą rozmiaru 40. Najwięcej pracy mają modelki w rozmiarze 38, 40, 42, a ja, przed odchudzaniem, miałam 48. Moje ciało nie wyglądało wtedy dobrze, proporcje były zaburzone. Jestem wysoka, co jest moim atutem, ale wzrost to nie wszystko. Poza tym, pozowanie to moja pasja, coś, co sprawia mi dużo radości. Skoro pracuję ciałem, muszę o to ciało dbać, to moim zdaniem naturalne. Chciałam, żeby moje zdjęcia były coraz lepsze, żebym ja była coraz lepsza.

- Wiem, że nigdy nie schudnę do rozmiaru 36, jestem innej budowy. Ale myślę o 40-42. Nie podporządkuję życia i zdrowia dla "kariery", ale kiedy teraz patrzę na dawne zdjęcia, myślę, że dziś wyglądam lepiej.

Pierwsza sesja była trudna?

- Podobno wszystko, co robimy pierwszy raz, jest trudne. Ale ja byłam podekscytowana, bo spełniły się moje marzenia. Jasne, że krępowałam się, nie wiedziałam przecież jak się dobrze ustawić, jak pozować. Ale pomógł mi fotograf i dziś, po kilku sesjach, czuję się przed obiektywem o wiele pewniej.

Co pomyślałaś, kiedy zobaczyłaś pierwsze zdjęcie?

- Szczerze? "Łał, ale ładne!". Oczywiście teraz wiem, że to moje pierwsze zdjęcie nie było najlepsze, teraz mam wiele lepszych. Ale i tak uważam, że było piękne, bo pierwsze. Bo zobaczyłam, że ja na nim jestem piękna. Że mam fotogeniczną twarz. Wiem, że wtedy miałam trudną do fotografowania sylwetkę, ale twarz zawsze była moim atutem.

Jak na twoje zdjęcia zareagowali znajomi, rodzina?

- Część bardzo dobrze. Choć były i nieprzyjemne sytuacje. Kiedyś, w jakimś wywiadzie, podpisano mnie "Julia z Warszawy". A ja jestem z Lublińca, małej miejscowości leżącej między Opolem a Częstochową. I kiedy wywiad się ukazał, usłyszałam "o, wielka gwiazda, Julia z Warszawy". A ja po prostu powiedziałam w rozmowie skąd przyjechałam - w Warszawie studiuję. Ale nie zamierzam się przejmować takimi błahostkami, zdaniem innych. W większości spotykam się z bardzo miłymi reakcjami. Jedno z moich zdjęć zostało wyróżnione na pewnej stronie, bardzo dużo osób napisało mi, że wyglądam ładnie, że to ładne zdjęcie.

- Oczywiście zdarzają się i przykre sytuacje. Po tym, jak wspomniane zdjęcie zostało docenione, jedna dziewczyna zaczęła mi pisać bardzo brzydkie wiadomości, takie, że w końcu musiał interweniować moderator. Pisał do mnie także jej chłopak, że jestem warchlakiem i inne tego typu rzeczy. Ale w końcu napisałam jej, że albo skończy z takim zachowaniem, albo zawiadomię policję. Ona nic już więcej nie napisała, a jej chłopak mnie przeprosił.

Kiedy zamieszczałaś zdjęcia nie bałaś się krytyki?

- Nie, skoro ja się sobie na tych zdjęciach podobam, nie mam oporów, żeby je publikować. Ja się nie boję krytyki, konstruktywną lubię. Owszem, czasem jest mi przykro, ale nie boję się. Cieszyłam się z tych zdjęć i cieszyłam się jeszcze bardziej, kiedy spotykałam się z miłymi reakcjami.

Jakie zdjęcia lubisz najbardziej?

- Najczęściej robimy zdjęcia portretowe, bo moja sylwetka jest trudniejsza do sfotografowania niż twarz. Mam nadzieję, że to się zmieni. Ja lubię zdjęcia nietypowe, nie klasycznie ładne, takie można bardzo łatwo zrobić. Ale trudne, wymagające poświęcenia i modelki, i fotografa. Mam też za sobą śmieszne historie. Jeden pan napisał do mnie, chciał robić mi zdjęcia. Wahałam się, więc postanowił mnie przekonać i opisał jakie to miałyby być zdjęcia. Otóż, chciał mi płacić 100 zł za godzinę sesji, której bohaterami miały być moje... brudne stopy. Do dziś bawi mnie ta historia. Oczywiście się nie zgodziłam [śmiech]. Miałam też już akty, choć to nie było łatwe. Nie mam kompleksów, ale uważam, że nie mam najładniejszego ciała do zdjęć nago. Chociaż fotograf, który robił mi akty, powiedział, że np. rozstępy, których ja się wstydziłam, ma niemal każda kobieta, także bardzo szczupłe dziewczyny. Podobnie jak cellulit.

Czy zrobienie aktów w czymś ci pomogło?

- Tak, oczywiście. Stałam się bardziej otwarta, chętniej eksperymentuję z minami, pozycjami. Nie boję się nowych pomysłów, oryginalnych. To nie były zresztą wulgarne akty. Te, które opublikowałam, pokazują moją nagość, ale bez szczegółów. To właśnie jedno z tych zdjęć tak bardzo spodobało się na wspomnianej stronie.

 Nie wstydziłaś się rozebrać?

- Jasne, że się wstydziłam, każdy by się wstydził. Ale jak już się rozbiorę i ułożę, przestaję myśleć o tym, że jestem naga. Myślę o zdjęciach, żeby były ładne, profesjonalne, żebym była z nich zadowolona. Nauczyłam się też, że tak naprawdę nie ma powodów do wstydu: każda kobieta i każdy mężczyzn w gruncie rzeczy wyglądają tak samo.

Wygląda na to, że ty nie masz żadnych kompleksów...

- To nie tak, miałam, miałam ich dużo. Ale poradziłam sobie z nimi jeszcze zanim zostałam modelką. Słyszałam, że jestem gruba, że brzydka. Zresztą byłam taka. W gimnazjum uważałam, że jestem bardzo brzydka: gruba, bez piersi, z pulchną twarzą i pryszczami. Prawie nikt się do mnie nie odzywał. To jest bardzo ciężkie dla każdego dziecka, nastolatka. Ale potem zdarzyło się w moim życiu coś ważnego, coś bardzo mocnego. I zrozumiałam, że wygląd nie jest najważniejszy. Że można go zmienić. Że są inne rzeczy, którymi czasem trzeba się przejmować.

- Teraz staram się nad sobą pracować, chudnę, dbam o siebie. Podoba mi się moja determinacja i moja zawziętość. Staram się zapomnieć, co było kiedyś. To momentami było straszne. Ataki otoczenia, wyzywanie, że gruba, tłusta. Zresztą, każdego można wyzwać: za wzrost, wagę, pryszcze. Ale nie wolno się tym przejmować. Ja już zrozumiałam, że ci, którzy mnie krytykują, leczą w ten sposób własne kompleksy. Ranią innych, obrażają, czerpią z tego jakąś satysfakcję. Nie rozumiem tego, bo ja mam inne poglądy. Mianowicie takie, że każdemu należy się szacunek.

Dowiedz się więcej na temat: Monika Pietrasińska | zdjęcia | foto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje