A my tu Gadu-Gadu...

- Delegacja? Mirek, nie jedź, proszę! - mówiłam, robiąc smutną minę. Mieszkaliśmy razem pół roku, a to miało być nasze pierwsze dłuższe rozstanie, więc przeżywałam je jak taki mały osobisty dramat.

- Już ci mówiłem, że nie mogłem się wykręcić - usłyszałam po raz chyba setny.

Reklama

- Wiem... - odparłam cicho. - Ale ja tak kiepsko znoszę rozłąkę.

- Daj spokój, skarbie... Nie martw się na zapas. Będę dzwonił i gadał z tobą przez internet. Zobaczysz, te dwa tygodnie szybko zlecą - dodał i pocałował mnie na pożegnanie.

Obiecałam sobie, że będę dzielna. I na początku faktycznie się trzymałam. Ale jakoś tak po tygodniu przyszedł pierwszy kryzys, bo Mirek, choć zaklinał się na wszystkie świętości, że będziemy w kontakcie, nie zadzwonił. "A może mu się coś stało?", zadręczałam się w myślach.

Potem nagrałam mojemu facetowi trzy rozpaczliwe wiadomości z prośbą, by oddzwonił tak szybko, jak to możliwe.

Komórka zabrzęczała koło północy.

- Stało się coś? - usłyszałam zaniepokojony głos Mirka. - Nagrałaś mi się.

- Nie, nic... - odparłam. - Po prostu nie zadzwoniłeś i zaczęłam się martwić.

- Jezu, dziewczyno! Wiesz, jakiego stracha mi napędziłaś tymi wiadomościami?

- No... przepraszam - próbowałam się tłumaczyć. - Ale mówiłeś, że zadzwonisz!

- Na spotkaniu byłem. A potem mieliśmy jeszcze firmowy bankiet. Musiałem zostać - wyjaśnił bez cienia skruchy w głosie.

- Co?! - wrzasnęłam do słuchawki. - To ja tu umieram z nerwów, a ty imprezujesz?!

- Kotku - zaczął już miękko. - To był oficjalny bankiet, musiałem zostać.

- Ale komórkę włączyć mogłeś, prawda?!

Tego wieczoru pokłóciliśmy się naprawdę ostro. Skończyło się na tym, że Mirek i tak nie rozumiał, dlaczego mam do niego pretensje. A ja niezmiennie kipiałam złością, bo przecież to takie oczywiste!

Przez następnych kilka dni nasze rozmowy były, mówiąc oględnie, chłodne. Dopiero tuż przed powrotem Mirka przestaliśmy skakać sobie do oczu. I pewnie wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie pewna rozmowa na Gadu-Gadu.

W niedzielę "moje szczęście" pojawiło się na komunikatorze, więc skorzystałam z okazji i napisałam do niego.

Ja: Cześć, Kochany! Kiedy wracasz?

Mirek: Dziś.

Przeczytałam tę odpowiedź i... cóż, trochę się zmartwiłam. Żadnego "kocham cię" albo "witaj, kochanie". Zaczęłam podejrzewać, że coś jest nie tak.

Ja: Skarbie, czy wszystko ok?

Mirek: To znaczy?

Ja: Mam wrażenie, że jesteś zły.

Mój chłopak nie odpisał, więc postanowiłam drążyć temat.

Ja: Skarbie, ja to rozumiem. Nie byłam zbyt miła. Dlatego proszę, powiedz mi wprost, co teraz do mnie czujesz. Tylko tak szczerze. Bez ogródek.

Mirek: Nie kocham cię. Muszę lecieć, pa!

- O Jezu! - jęknęłam.

Kiedy pisałam, że jestem gotowa na każdą informację, nawet nie przypuszczałam, że będę się musiała zmagać z czymś takim!

Spróbowałam mu jeszcze coś napisać, ale nie zdążyłam, bo się wylogował. Zrozpaczona chwyciłam za komórkę i... też nic. Najwyraźniej mu się wyładowała albo zwyczajnie ją wyłączył. "Jak on mógł? I to jeszcze w ten sposób?", zastanawiałam się, głośno szlochając. "Trzeba być naprawdę bez serca, żeby zrywać z dziewczyną przez Gadu-Gadu!"

W pierwszym odruchu postanowiłam wystawić jego walizki za drzwi. Ale potem przypomniałam sobie, że to przecież ja wprowadziłam się do niego, a nie odwrotnie. I znów się rozpłakałam. Wyjęłam torbę z szafy i zaczęłam powoli pakować swoje rzeczy. Zamierzałam zrobić to szybko i sprawnie, żeby opuścić mieszkanie przed powrotem Mirka. Znajdowałam się gdzieś tak na półmetku, gdy usłyszałam, jak otwierają się drzwi.

- Cześć, kochanie! Wróciłem! - zawołał wesoło Mirek, a potem stanął jak wryty. - C... Co tu się dzieje? - zapytał.

- Wyprowadzam się... Po co mam tu mieszkać, skoro już mnie nie kochasz? - odparłam i zaczęłam płakać.

- Że co?! - zdziwił się. - Kochanie, możesz mi powiedzieć, kto ci takich głupot nagadał? Przysięgam, że przefasonuję mu buźkę! - dodał naprawdę wkurzony.

Teraz to ja spojrzałam na niego z wyrazem bezgranicznego zdumienia malującym się na twarzy.

- No jak to kto? - odparłam. - Ty...

Mirek zamrugał.

- Ja?! Ale jak to?

Nie miałam ochoty tłumaczyć mu wszystkiego, więc zwyczajnie chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do komputera.

Mirek usiadł przy biurku i przez chwilę czytał całą naszą rozmowę, a potem zaczął się histerycznie śmiać.

- No i? - zapytałam poruszona. - Wyjaśnisz mi, czemu mnie nie kochasz?

- Ależ kocham cię! I to bardzo - odparł, a potem przytulił mnie do siebie.

Ja jednak nie dałam się udobruchać i odepchnęłam go na długość ramienia.

- Wyjaśnisz mi zatem, co to znaczy?

- Jasne - odparł lekko. - To zwykłe nieporozumienie. Prawda jest taka, że przeczytałem tylko początek twojej wypowiedzi. Ten, gdzie pisałaś: "Mam wrażenie, że wciąż jesteś na mnie zły". Odpisałem wtedy: "Nie, kocham cię", a potem dodałem, że muszę lecieć. Tyle że zapomniałem o przecinku i wyszło: "nie kocham cię" - znów przyciągnął mnie do siebie. Tym razem się nie opierałam. - To był drobny błąd, ale pomyłka niewybaczalna. Przepraszam, najdroższa...

Wtuliłam się w niego i odetchnęłam z ulgą. Tego wieczoru do późnych godzin nocnych "przepraszaliśmy się" w naszej sypialni. Podjęliśmy też jedną niezwykle ważną decyzję: że nigdy, ale to przenigdy, nie będziemy rozmawiać o uczuciach przez Gadu-Gadu...

Jagoda D., 26 lat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje