Mam prorocze sny

Ten dar był przekleństwem. Ale dzięki niemu uratowałam życie przyjaciółce.

Czasem zastanawiam się, czy nie jestem jakimś medium albo czymś w tym rodzaju. Odkąd pamiętam, miewam prorocze sny. Nie śnią mi się często. Ale gdy już coś takiego mi się przytrafi, wiem, że wydarzy się coś szczególnego. Pierwszy sen miałam jako mała dziewczynka. Chodziłam jeszcze do przedszkola. Widziałam w tym śnie moją babcię. Jak zwykle siedziałam u niej na kolanach i czesałam moją ulubioną lalkę. Nagle babcia wzięła mnie pod pachy, postawiła na podłodze i wstała.

Reklama

- Idziesz już, babuniu? - zapytałam.

- Tak. - A mogę pójść z tobą? Babcia tylko uśmiechnęła się, pogładziła mnie po głowie i poszła. Jej postać stawała się coraz mniejsza, tak jakby rozpływała się we mgle. Wołałam za nią, chciałam biec, ale nie mogłam. Obudziłam się z płaczem.

- Babciu, babciu!... - zanosiłam się płaczem. Do pokoju przybiegła moja mama. Przytuliła mnie i uspokoiła.

- Nie przejmuj się, Lilu, to tylko zły sen - szeptała. Następnego dnia, gdy odbierała mnie z przedszkola, zauważyłam, że ma bardzo smutną twarz.

- Co się stało, mamusiu? - chciałam się dowiedzieć. Mama westchnęła ciężko.

- Twoja babcia jest w szpitalu i bardzo się o nią martwię - wyjaśniła. Niedługo potem babcia umarła. Pamiętam, że bardzo za nią płakałam, gdy zrozumiałam, że więcej jej nie zobaczę. Sądziłam, że to stało się przeze mnie, a właściwie przez ten sen. Następny taki proroczy sen przyśnił mi się w dziesiąte urodziny. Rodzice kupili mi w prezencie chomika. Bardzo się cieszyłam z tego, że mam własne zwierzątko. Nazwałam chomika Kornel. Opiekowałam się nim codziennie, karmiłam go, pilnowałam, żeby miał świeżą wodę i różne chomicze przysmaki. Czyściłam mu klatkę, bawiłam się z nim. Koleżanki zazdrościły mi takiego fajnego zwierzaka. Pewnej nocy jednak przyśniło mi się, że podchodzę do klatki, a Kornela w niej nie ma. Zaniepokojona, szukam go wszędzie, wołam. Nagle, gdy wchodzę do kuchni, czuję, że nadepnęłam na coś miękkiego. To mój chomik! Obudziłam się zlana potem. Sen był bardzo realny. Po prostu musiałam zapalić światło i sprawdzić, czy Kornelowi nic nie jest. Aż gorąco mi się zrobiło, gdy zobaczyłam, że nie ma go w klatce! Drzwiczki były uchylone... Uciekł!

- Kornel, Kornel! - półgłosem zawołałam mojego pupila, bo nie chciałam obudzić rodziców. Nie było go jednak w moim pokoju. Tknięta złym przeczuciem, poszłam do kuchni. No i, niestety, znalazłam go - w garnku z rosołem, który stał na kuchence. Musiał jakoś wspiąć się i... utopił się.

- To znowu przeze mnie... Przez mój sen... - rozpłakałam się. Mój płacz obudził mamę. Pocieszała mnie, tłumacząc, że nie ma w tym mojej winy.

- Przecież pilnowałam, żeby klatka była zamknięta - rozpaczałam. - Czemu on uciekł? To wszystko moja wina...

- Chomiki czasem tak robią - powiedziała mama. - Jak chcesz, kupimy ci innego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje