Uwaga, duch na drodze

Po długim, trudnym dyżurze postanowiłem się zrelaksować przed snem. Zbliżała się północ, kiepska pora na spacery. Zdecydowałem się więc na przejażdżkę samochodem.

Autko miałem nowe, nie luksusowe, ale całkiem przyzwoite. Mieszkam poza miastem; tuż za moim osiedlem biegnie leśna szosa - niezła na taki wypad.

Reklama

Spokojnie wyjechałem na drogę. Otworzyłem okna, by wpuścić ciepłe, nocne powietrze. Droga była pusta, jechałem bez pośpiechu, bo czas mnie nie gonił. Minąłem zakręt, gdy nagle - bez żadnych sygnałów, bez złych przeczuć - poczułem, jak moje auto podskakuje i unosi się w powietrze... Jakby porwane jakąś potężną siłą. Przez głowę przebiegła mi myśl, że już po mnie. Z obu stron szosy jest las, potężne drzewa rosną tam gęsto. Cudem chyba tylko samochód nie zatrzymał się na jednym z nich. Odrzuciło go kilkanaście metrów do przodu, zanim dachował w przeciwległym rowie...

Nagle zapadła cisza i ciemność. Dotarło do mnie, że chyba jednak żyję. Nic mnie nie bolało, ale nie miałem pojęcia, jak się uwolnić. Myślałem już, że przyjdzie mi tkwić w rozbitym aucie do rana, na szczęście z opresji wybawili mnie kierowcy przejeżdżającego tira...

- Panie, to pan żyje?! - usłyszałem.

- Chyba... tak - odparłem słabo.

- No to dalej, wyciągniemy pana... Ale samochodzik to już na złom, lepiej niech się pan przygotuje na ten widok!...

Fakt, mój śliczny wóz wyglądał jak kupa nieszczęścia. Gdy go ujrzałem, nie mogłem wyjść ze zdumienia, że sam jestem cały. Sądząc z pobieżnej obserwacji, nie miałem nawet draśnięcia.

- Już wezwaliśmy gliny i straż - oznajmił jeden z wybawicieli i podsunął mi paczkę papierosów. - Chce pan zapalić?

Kiwnąłem głową.

- Panie, jak to się stało? - nie wytrzymał jeden. - Coś wybiegło panu na drogę?

- Nie - wzruszyłem ramionami.

- No to co to, do cholery, było?!

- Nie mam pojęcia...

Patrzyli na mnie współczująco, sądząc chyba, że wstrząs pomieszał mi w głowie. Ale ja naprawdę pamiętałem wszystko wyraźnie i... nie miałem bladego pojęcia, co się wydarzyło.

Nie wyjaśnił tego nawet przyjazd policjantów z drogówki. Zbadano mnie alkomatem, ale przecież nie piłem. Sprawdzono ślady hamowania, nawierzchnię.

- Cóż... Wygląda na to, że jechał pan przepisowo, droga jest sucha... - oświadczył policjant. - Nie przysnął pan aby?

- Skąd, dopiero co wyjechałem z domu.

- Z lasu nic nie wybiegło? Zając, lis?...

- Nie - odparłem z przekonaniem.

- No więc... coś mogło być na szosie, jakiś kamień, piach, garb na asfalcie... Z tym że... Nic takiego nie widać.

Dowiedz się więcej na temat: suknie ślubne księżniczki | Grobowiec | ślady | duch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje