Po co ten detoks?

Styczeń to miesiąc, kiedy zapominamy o wszystkim, co wiemy na temat biologii, dietetyce - przyznaje lekarz Max Pemberton. Skuszeni styczniowym dietetycznym szaleństwem popadamy z jednego dietetycznego absurdu w kolejny.

Wraz z końcem miesiąca, kończą się również dietetyczne porywy, dajemy się skusić na lampkę wina, pyszny deser czy talerz spaghetti. To jak zauważa lekarz Max Pemberton czas podsumowań, czy ostatnie tygodnie przyniosły jakieś korzyści.

Reklama

Jak przyznaje specjalista, styczeń upłynął pod znakiem wegetarianizmu czy nawet weganizmu, który dla wielu stał się sposobem na tzw. "oczyszczenie" organizmu.
"Przyznam szczerze, że straciłem rachubę w liczbie celebrytów, moich znajomych i pacjentów, którzy przyznawali, że przeszli na stałe lub tymczasowo na wegetarianizm.

Ten sposób odżywiania w przekonaniu wielu stał się nową formą "oczyszczania organizmu". Jednak wciąż pokutuje błędne przekonanie, że dietetyczne grzeszki dnia poprzedniego można jakoś zatuszować tymczasową zmianą stylu życia. Czym to skutkuje? Kiedy już odpokutujesz swoje, uznasz, że udało ci się osiągnąć zamierzony cel wracasz do starych nawyków" - wyjaśnia Max Pemberton.

Lekarz zastanawia się, co jest kuszącego w głodówkach, czy tak zwanym oczyszczaniu organizmu, które ostatecznie i tak kończy się porażką. Zasada jest prosta: jedzmy z umiarem, włączmy do naszej diety więcej warzyw i owoców, zmniejszmy ilość soli, tłuszczu i cukru - to jest istota zdrowej diety, podkreśla Pemberton.

"Istnieją dwa główne nurty czy też systemy tzw. detoksu - pierwszy jak np. tymczasowy weganizm, polega na wykluczeniu z jadłospisu produktów, które potencjalnie w nadmiarze mogą nam szkodzić lub, które obwiniamy za nadwagę. Inny system to sięganie po środki - tabletki, herbatki, koktajle, które mają oczyścić nasz organizm z toksyn.

W przypadku pierwszej metody, kilka tygodni wyrzeczeń, unikania niezdrowych produktów jest bez znaczenia, jeśli przez kolejnych kilkanaście tygodni będziemy wierni starym nawykom. Co do drugiej metody nie istnieją żadne dowody naukowe, które potwierdzają działanie wspomnianych środków" - podkreśla ekspert.

I stawia pytanie o to, czym są wspomniane toksyny, których wszelkimi sposobami musimy się pozbyć z naszego organizmu? To nic innego jak "odpady" wynikające z metabolizmu. W takim przypadku nasz organizm jest tak "zaprogramowany", aby się ich pozbywać, nie potrzebuje do tego żadnych wspomagaczy.

Specjalista przyznaje, że jeśli za naszym kilkutygodniowym "detoksem" nie pójdą żadne długofalowe zmiany stylu życia, od razu możemy wyrzucić do kosza postanowienie noworoczne o diecie i przygotować sobie solidną porcję spaghetti.

"O ile środki, które mają oczyścić nasz organizm budzą mój sprzeciw, o tyle wegetarianizm czy weganizm nie. Sam kiedyś byłem wegetarianinem. Sprzeciwiam się jedynie wrzucaniu tego stylu życia do szufladki z napisem oczyszczanie organizmu, i podpinanie do niego jakichś modnych sloganów. Takie podejście opiera się na fundamentalnym niezrozumieniu mechanizmu ludzkiego ciała" - dodaje ekspert.

Dowiedz się więcej na temat: detoks | dieta | weganizm | wegetarianizm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje