Agnieszka Pająk: Jestem wierna metabolicznemu IQ

Agnieszka Pająk - health coach, propagatorka zdrowego stylu życia, członek SlowFood International. Śmieje się, że ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w suplementacji i zdrowym odżywianiu - już jako sześciolatka karmiła swoimi witaminami koty i bacznie obserwowała efekty swoich działań. Właśnie ukazała się jej pierwsza książka "Metaboliczne IQ - twój kod do zdrowia", w której rozprawia się z wieloma mitami i przekonuje Polaków, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić wszystko.

Gabriela Kurcz, Interia: Ciekawa efektów rozwiązałam twój metaboliczny test. Wyrok brzmiał - typ metaboliczny mieszano białkowy i trochę rozjaśniło mi to w głowie. Moja mocno węglowodanowa, wegetariańska dieta chyba zrobiła mi krzywdę?

Reklama

Agnieszka Pająk: Z dużym prawdopodobieństwem tak. Jeżeli dobrze rozwiązałaś test i twoje MIQ jest mieszano białkowe, oznacza to, że twoje menu powinno składać się w 45 proc. z węglowodanów, a w 55 proc. z białek i tłuszczu. Teraz wszystko zależy, jak bardzo restrykcyjnie się odżywiasz i czy dostarczasz białko w innej formie niż to zwierzęce. Przede wszystkim powinnam zapytać jak czujesz się na co dzień ? Czy miewasz spadki energii, bóle głowy, jakieś inne dolegliwości ? Czy żywisz się wege z potrzeby organizmu czy z powodów ideologicznych? Jeżeli jesz dużo węglowodanów, a masz typ mieszano białkowy, twój organizm spala jest zbyt szybko i nie może osiągnąć równowagi. Czy tak jest?

Zdecydowanie! Nie mówiąc już o tym, że wystarczy mniejsza dawka aktywności fizycznej, by waga szybko i nieubłaganie poszła w górę. Naprawdę wystarczy jeden test, 48 pytań, by poznać przepis na poprawę jakości swojego życia z bonusem w postaci szczupłej sylwetki?

- Dokładnie tak! Nie trzeba robić testu DNA za kilka tysięcy, żeby odkryć swój kod do zdrowia. Jest sporo osób, które nie obserwują swojego organizmu i trudno im odpowiedzieć na pytania, wtedy mogą wybrać opcję dwa i przeprowadzić weekendowy test metaboliczny. Skoki wagi w twoim typie przy nadmiarze węglowodanów to nic nadzwyczajnego. Jedząc odpowiednią ilość zdrowego tłuszczu i białka nawet przy niewielkiej aktywności fizycznej nie będziesz tyła, a na pewno nie w takim tempie jak katując się na siłowni i pakując węglami. Nie ma nic gorszego niż wysiłek na pusty żołądek lub po np. musli z miodem. Skoki cukru we krwi doprowadzą do hiperglikemii, żeby następnie spaść do granic możliwości. W efekcie będziesz wykończona i jeszcze odłożysz tkankę tłuszczową na czarną godzinę.

Wniosek nasuwa się więc sam. Zamiast po omacku krążyć pomiędzy kolejnymi dietami cud i eksperymentować na własnym organizmie, wystarczy dokładnie się w niego słuchać. Wierzysz, że każdy z nas potrafi to zrobić?

- Myślę, że nie. Wiele osób, a właściwie większość, nie obserwuje swojego organizmu na co dzień, a to naprawdę mądra maszyna. To, co jej dajemy, dostajemy w zamian. Często też oszukujemy sami siebie lub wydaje nam się, że coś jest zdrowe, bo jest modne. I rozwiązując test bazujemy na przekonaniach, a nie na instynkcie. Jednak każdy może się tego nauczyć.

Właśnie taki cel przyświecał ci, gdy postanowiłaś napisać książkę? Bo obalasz w niej kilka popularnych mitów!

- Celem było zebranie w jednym miejscu wszystkich cennych informacji, które ułatwią nam życie. Dziś mamy tyle czynników, które wpływają na nas niekorzystnie, że walka o zdrowie i dobre samopoczucie przypomina ring bokserski. Przetworzona żywność - zadaje nam cios, podnosimy się na nowo i tak w kółko. Zanieczyszczone powietrze, woda, stres to kolejne czynniki, które nie ułatwiają nam drogi do zdrowia. Mało tego - zapominamy, że zdrowie to nie tylko brak choroby, ale zdolność do wykonywania wielu czynności i pozostawanie w równowadze fizycznej, psychicznej, duchowej i społecznej. Ile znasz osób, które się kwalifikują? Porozmawiajmy o mitach zatem - o jakich mówisz?

Pierwszy obalasz już na samym początku pisząc, że "metabolizm każdego z nas ma swoje cechy indywidualne i choć być może damy radę wszystkich tym samym wykarmić, z pewnością nie damy rady wszystkich tym samym odżywić". Mogę więc pić owocowe koktajle zajadając je superfoods i wciąż mieć niedobory?

- Niekoniecznie niedobory, ale problemy zdecydowanie tak! Większość osób żyjących w krajach wysokorozwiniętych ma nieszczelne jelita, a przez to chroniczne lub nawracające stany zapalne, które krążą w organizmie. A to ból głowy, a to mięśni, zmęczenie, wysypki... Wszystko ma swój początek w jelitach. Tak wiec, jedząc same owoce i warzywa na surowo, do tego zimne, zwłaszcza w sezonie jesiennym dowalamy sobie jeszcze bardziej. Wychładzamy organizm, do tego podrażniamy śluzówkę przewodu pokarmowego. Ponadto obecnie produkty spożywcze mają zaledwie 10 % wartości odżywczych, które miały sto lat temu. Na pewno typ białkowy znosi taki sposób żywienia zdecydowanie najgorzej. Więc mając tyle zaburzeń i niewłaściwie pracujący układ trawienia nie jest w stanie absorbować cennych mikroelementów z pożywienia i nawet superfoods nie załatwią sprawy.

Wspomniałaś przed chwilą o nieszczelnych jelitach. Jakiś czas temu internet zalała fala artykułów i komentarzy dietetyków dementujących fakt, jakoby istniało coś takiego jak zespół nieszczelnego jelita i był on jedynie wymysłem medycyny niekonwencjonalnej. Rozumiem, że ten mit też obalasz?

- Oczywiście, że tak! W mojej książce wymieniam badania zagranicznych ośrodków medycyny akademickiej, które potwierdzają nawet to, że początek chorób neurologicznych, takich jak Alzheimer i Parkinson, ma swoje źródło w jelitach, a dopiero potem, po nawet kilku dekadach pojawiają się objawy neurologiczne i oczywista staje się degeneracja komórek mózgu. Jelita to nasz pierwszy mózg, a żyjące w nich mikroby to nasz trzeci dodatkowy mózg i to od nich zależy to, jak funkcjonujemy zarówno fizycznie jak i psychicznie. W końcu jest ich więcej w nas, niż nas samych, gdyż w człowieku żyje więcej mikroorganizmów, niż sam ma swoich komórek. 

Mówisz o tym z taką pasją, że zanim wrócimy do książki, muszę spytać o twoje początki. W którym momencie poczułaś, że promowanie zdrowego stylu życia, właściwej suplementacji, życia w zgodzie z filozofią slow food, jest tym, czym chcesz się zająć na poważnie?

- To w sumie pytanie niełatwe, gdyż ta historia jest długa i zawiła. Pierwsze próby podjęłam w wieku sześciu lat, kiedy swoje suplementy, otrzymywane od mamy, oddawałam dzikim kotom i sprawdzałam, czy wystarczająco szybko się regenerują. Dorastałam w środowisku naukowym w stacji PAN, więc nauka, natura, woda i grono profesorskie było dla mnie jak oddychanie. Później był okres buntu - każdy wciąż pytał, czy będę jak mamusia, a ja w rozpaczy podczas jednego z jej turnusów przez siedem dni zjadłam skrzynkę ciastek, tort czekoladowy i wypiłam skrzynkę coca coli - czułam się fatalnie, ale postawiłam na swoim :)

- Miłość do jedzenia jako takiego, kultury spożywania posiłków i wysoko gatunkowych produktów ogarnęła mnie na studiach we Włoszech - wtedy pokochałam jedzenie i gotowanie. Każdy kumpel przekazywał inne przepisy, doświadczenia, regionalne tajemnice, jednak wszystkich łączyła miłość do jedzenia i produktów wysokiej jakości. Później rozpoczęła się moja 11-letnia współpraca z DrGrace i tak skończyłam współtworząc międzynarodowy projekt z Markiem Mackdonaldem - znanym w USA dietetykiem, autorem bestsellerów New York Times'a i przewodniczącym rady cukrzyków oraz twórcą Venice Nutrition. Nawet nie wiem, kiedy to się stało - nie było takiej decyzji - kolejne informacje, doświadczenia, osoby spotykane na mojej drodze pchały mnie do przodu i teraz jestem tu jako redaktor SLOWFOODlife - portalu stworzonego od zera przeze mnie. Cieszy mnie to, że jestem niezależna i nie muszę pisać/mówić tego, za co mi płacą ... czasem bawią mnie osoby uważające się za ekspertów z 40-letnim stażem, mające 38 lat, które opisują jak to urodziły się wręcz w sklepie ekologicznym i zawsze były piękne i zdrowe - otóż oświadczam, że tu, gdzie jestem, doprowadziła mnie długa i kręta droga, i od razu odpowiem, że mama nie napisała mojej książki.

Nie przyszłoby mi to nawet do głowy, ale mimo, że miałaś okresy buntu chyba ostatecznie przyznasz, że jej dokonania i wiedza były dla ciebie inspiracją?

- Zdecydowanie tak - DrGrace jest moją inspiracją, partnerem w biznesie i wielu projektach, najlepszą przyjaciółką, a na końcu mamą. Nasza relacja ewoluowała przez lata, aż doszła do modelu relacji prawie idealnej. Odnosząc się do buntu, nie mam jednak na myśli jej, a ludzi, którzy wciąż porównują, pytają, drążą temat lub wręcz myślą, że to ona stoi za moimi pomysłami czy sukcesami. Mimo, że działamy razem i w jednej branży, to jednak robimy zupełnie inne rzeczy, uzupełniając się wzajemnie. Nawet w książce znajduje się kilka niewielkich fragmentów autorstwa DrGrace. Tak więc bunt mam już za sobą i nikt już nie pyta, czy będę taka jak mama.

Spodziewałaś się takiego sukcesu swojej książki? 

- Nie, nie spodziewałam się! Kilka dni po premierze przez tydzień książka była w pierwszej 10-tce TOP kategorii Kuchnia/diety, a obecnie jest wciąż w TOP 100 mimo, że codziennie w Empiku pojawiają się dziesiątki książek o tej tematyce. Ogromnie miło jest wiedzieć, że twoja praca ma sens dla innych. Dostaję niesamowity feedback od ludzi - najczęściej słyszę lub czytam, że piszę o rzeczach trudnych w prosty i zrozumiały sposób. Jednak książka - jak wiele innych - nie jest o niczym. Mam już plan na kolejne! Podczas rozmów w kilku wydawnictwach słyszałam, że książki o tej tematyce dopiero pojawią się w USA, a w Polsce za kilka lat. Czasem dobrze być prekursorem, choć na pewno nie pokocha mnie cały przemysł spożywczy ani gastronomia - oczywiście te firmy, które mają wiele do ukrycia.

- Marzę o restauracjach, które podzielą potrawy w swoim menu na typy metaboliczne. Chcę pokazać ludziom, że zdrowie wcale nie musi być drogą usłaną katorgami, wyrzeczeniami i liśćmi sałaty. Jestem też wdzięczna osobom, które chętnie przeczytały książkę i ją rekomendowały - Barbara i Jerzy Stuhr, Andrzej Polan, Ewa Staniszewska z Wietrzne Radio Chicago i oczywiście - tu jestem już nudna - Dr Grażyna Pająk. Wiem, że ta książka jest rozwiązaniem problemów dla wielu osób i kodem do ich zdrowia. Oczywiście wiele osób boi się opuścić strefę komfortu, a tego wymagają zmiany - nawet te minimalne. Ale czy nie warto cieszyć się zdrowiem i pełnią sił zamiast kończyć z kolejnym efektem jo-jo czy depresją po stosowaniu drakońskiej diety?

Warto! Promocja książki to też spotkania z ludźmi, rozmowy... O co najczęściej pytają cię czytelnicy?

Tak a propos spotkań już teraz zapraszam wszystkich chętnych, którzy chcą mnie poznać, zadać pytanie lub podpisać książkę, na Targi Książki w Krakowie 29.10 o godzinie 14:30. O co pytają ? Co zrobić, jeśli nie potrafią odpowiedzieć na pytania w teście, bo np. nie obserwują swojego organizmu, żyją trochę automatycznie i nawet na chwilę nie zatrzymują się, aby zastanowić się, dlaczego coś nie gra lub jak mogliby poprawić swoje zdrowie. Pytają o to, jaką wodę wybrać, jakie tłuszcze, które produkty są najlepsze. Nie wolno mi niestety otwarcie mówić, których marek unikać, dlatego też stworzyłam showfood.pl - showroom z jedzeniem, gdzie wyselekcjonowane będą tylko i wyłącznie produkty sprawdzone, niekoniecznie wszystkie certyfikowane bio, ale z dobrym składem - będzie to też pierwsza platforma, gdzie nie znajdziesz absolutnie nic, co zawiera pszenicę lub jej pochodne. Często ludzie dziękują też, że pomogłam im zrozumieć, że np. ich relacja i zdrowie psychiczne wiszą na włosku z powodu żywienia się wbrew swojej naturze, czyli niezgodnie z metabolicznym IQ - to miłe, kiedy ktoś mówi, że uratowałaś mu życie.

No właśnie, twoja książka to nie tylko test i dokładna charakterystyka każdego metabolicznego typu, ale również przepisy i dużo gotowych rad. Przekonujesz, że dieta pozbawiona pszenicy, tłuszczów trans i zbędnego cukru może uratować nam życie. Polacy jednak każdego dnia zasypywani są wzajemnie wykluczającymi się receptami na zdrowe i długie życie. Jak przekonujesz ich, by zastosowali twoje?

- Nie przekonuję. Daję im wybór oparty na latach doświadczeń, które prowadzę na sobie i nie tylko. Składają się na to informacje zbierane ponad dekadę i obserwacje. Świat wciąż się zmienia i teorie na temat żywienia również. Problem jest taki, że każdy dietetyk ma swoją teorię żywienia i następnie próbuje przekonać innych, że to jedyny słuszny wybór. Natomiast typy metaboliczne określają nas tak samo jak linie papilarne i ja nie mówię nikomu, czy ma być wege, paleo czy coś jeszcze. Podaję informacje, na podstawie, których można określić, jakie paliwo jest najbardziej korzystne dla naszego organizmu.

- Śledzę trendy na świecie i analizuję globalne newsy, następnie wyciskam z tego to, co najlepsze. Dlatego też zasady żywienia podzieliłam na cztery poziomy, bo nie każdy musi albo chce być pro. Zdecydowanie niezależnie od wybranego poziomu zawsze najważniejszym punktem odżywiania jest MIQ i woda, którą pijemy. Później dochodzi eliminacja najbardziej szkodliwych grup produktów, która pozwala nam osiągnąć maksimum potencjału, ale nikt nie zaczyna jazdy samochodem od rajdu Dakar, tak więc na początek proponuję Simple Slow, a jeśli ktoś ma na tyle odwagi, może rzucić się od razu na poziom Pro - nigdy nie jest za późno, aby zmienić wszystko. Wciąż uzupełniam swoją wiedzę, jednak jestem wierna metabolicznemu IQ i nie robię w swoich teoriach rewolucji, a jedynie ciągłe aktualizacje. Przecież nasz smartphone non stop prosi o aktualizację czyż nie ?

Myślisz, że Polacy zrozumieli już, że zdrowie zaczyna się w jelitach, a dobre samopoczucie leży na talerzu?

- Myślę, że jakaś malutka część tak, jednak ponad 80 proc. wciąż wierzy w to, że zdrowie leży w aptece, leki są dobre na wszystko i słowo lekarza święte. Łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na kogoś za swoje zdrowie, niż wziąć sprawy w swoje ręce - to wymaga pracy i skupienia się na swoim organizmie. Być może dzięki reklamom TV ludzie wiedzą, że 70 proc. odporności pochodzi z brzucha, ale jednocześnie 95 proc. studentów, którzy rozwiązywali test przygotowany przeze mnie uważa, że błonnik zawierają jogurty i maślanki - nie warzywa i owoce. Zamieszanie jest ogromne, każda reklama mówi co innego. Mało tego, coraz więcej znanych osób, które teoretycznie postrzegane są jako zdrowe, uprawiające sport, reklamuje produkty, które są totalnie przetworzonym gniotem. Jednak pieniądze robią swoje...

- Na pewno jest coraz więcej małych producentów żywności, lokalnych targów i bio bazarów, ale wciąż trzeba być czujnym. To wciąż rosnący trend, dlatego rynek zdrowia to łakomy kąsek zarówno dla gigantów, jak i dla mniej uczciwych producentów. Już w swojej pracy magisterskiej pisałam o tym, że branża zdrowia i wellness rozwija się w takim tempie, iż przebije nawet sektor IT - a to było sporo lat temu. Polacy coraz częściej jadają poza domem, zarówno z powodu braku czasu, ale też aby socjalizować się na mieście. Niestety nadal pokutują mityczne teorie o tym, że to tłuszcz tuczy, że należy liczyć kalorie, że pełne ziarno to samo zdrowie, a każde mięso szkodzi. Nie tylko laik, ale nawet pasjonat zdrowego stylu życia, może się pogubić w tych wszystkich opiniach.

Najnowszą książką udowodniłaś, że nie boisz się przecierać szlaków. O czym będzie kolejna?

- Nie boję się - chociaż płynięcie pod prąd nie jest łatwym zadaniem. Jeszcze zanim książka pojawiła się na rynku, poznałam na Sycylii pewną panią profesor, która przypomniała mi, że przecież każda osoba propagująca nowatorskie podejście i nowe tezy zarówno w nauce, sztuce i innych dziedzinach miała pod górkę. Tego się trzymam z nadzieją, że w końcu przebiję ten szklany sufit. Cieszy mnie każda zakupiona książka i nawet najmniejsza wiadomość zwrotna od ludzi, u których coś zmieniło się na lepsze.

- Kolejne książki? Twój Dziennik Zdrowia jest już gotowy. Tak więc kolejna pozycja to Gluten IQ - chcę rozprawić się z ziarnami i przedstawić wszelkie informacje tak, aby laik zrozumiał, o co chodzi z tym glutenem - a w obliczu Monszatana ("W krolestwie Monszatana" - książka Marcina Rotkiewicza - przyp. red.), który krąży w wydawniczym świecie, będzie to kolejna pozycja kontra główny nurt! Mogę sobie na to pozwolić, gdyż przez lata ciężkiej pracy i wyrzeczeń wypracowałam sobie wolność - nie jestem zależna od reklamodawców, sponsorów i innych osób, dzięki temu mogę pisać to, co chcę i uważam za istotne, a nie to, za co mi płacą. Później będzie Shopping IQ - dokładny przewodnik po świecie zakupów, a po czwartej pozycji dam czytelnikom i wydawcom ochłonąć i udam się na długi urlop - który zapewne skończy się pisaniem wspomnień z podróży. Póki co zapraszam na Targi Książki do Krakowa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje