Bez nich nie było dobrej zabawy

Jerzy Stuhr zasłynął rolą wodzireja, Stanisław Tym – kaowca. Tacy panowie byli kiedyś duszami imprez i bali.

Panowie od rozrywki, zarówno kaowiec (czyli instruktor kulturalno-oświatowy), jak i jego "balowa" wersja (czyli wodzirej), dbali o to, byśmy nigdy nie odczuwali nudy. Ten drugi starał się, by wszyscy doskonale bawili się na balu, a nogi same rwały się do tańca. Ten pierwszy zaś organizował i prowadził wieczorki integracyjne, zabawy w świetlicy, imprezy sportowe i rekreacyjne dla wczasowiczów, kuracjuszy. Kaowca miał nawet nasz słynny transatlantyk Stefan Batory. Zdarzyło się, że w tej roli - jako tzw. oficer rozrywkowy - zatrudnił się tam sam Tomasz Raczek.

Reklama

To klasa sama w sobie...

Na co dzień w całej Polsce zabawę rozkręcali panowie na zupełnie innym poziomie. Odgrywali jednak w naszym życiu rozrywkowym tak ważną rolę, że poświęcono im wiele scen, a nawet cały film.

Bale prowadził wodzirej. Jerzy Stuhr był w tej roli bezkonkurencyjny jako bezkompromisowy karierowicz idący po trupach do celu, ale i znakomity fachowiec od prowadzenia imprez. Co ciekawe, propozycją udziału w filmie "Wodzirej" aktor początkowo nie był zainteresowany. Prowadząc telewizyjny program rozrywkowy "Spotkanie z balladą", bywał bowiem złośliwie określany przez kolegów po fachu mianem konferansjera, a nie aktora. Ponadto podczas studiów aktorskich faktycznie dorabiał jako wodzirej w krakowskich lokalach, co skrzętnie ukrywał przed profesorami. Gdy jednak przeczytał scenariusz, przekonał się do pomysłu reżysera Feliksa Falka.

Film cieszył się powodzeniem, a Jerzy Stuhr był zachwycony wielkimi fotosami w Krakowie, z których spoglądał na widzów ubrany w złoty smoking. Szybko jednak został sprowadzony na ziemię. Pewna starsza pani uśmiechnęła się do niego w pobliżu plakatu i zapytała: "Czy to przypadkiem nie pan naprawiał u mnie przedwczoraj lodówkę?". Stuhr zrozumiał wówczas, że sława aktora (nie tylko wodzireja) bywa ulotna...

Stanisław Tym wcielił się w kaowca-despotę w filmie Marka Piwowskiego "Rejs". Tak naprawdę ten bohater był... zwykłym pasażerem na gapę, który nie grzeszył wiedzą ani inteligencją. Z miejsca wczuł się jednak w swą rolę: - Znamy się mało... więc może ja bym powiedział parę słów o sobie - najpierw. Urodziłem się... w Małkini, w 1937 roku, w lipcu. Znaczy, w połowie lipca... właściwie w drugiej połowie lipca, właściwie... dokładnie 17 lipca. No... to tyle może o sobie - na początek... Czy są jakieś pytania? - w taki mało oryginalny sposób zagaił do uczestników rejsu po Wiśle.

Jako instruktor był komicznym biurokratą, bezwzględnie egzekwującym program rozrywkowy na statku. W dodatku raził sztucznością, używając partyjno-urzędowego języka. To dało prześmieszny efekt. Podobno operator jednego z kin musiał zatrzymać projektor, bo widzowie dusili się ze śmiechu i potrzebowali przerwy, aby dojść do siebie.

Komedia Marka Piwowskiego pokazywała pracę kaowca w krzywym zwierciadle. A jak było w rzeczywistości? Z jednej strony byli obiektami dowcipów i ironicznych komentarzy. Z drugiej - wieczorki integracyjne i imprezy, jakie organizowali i prowadzili, miały wielu amatorów. Dziś rolę wodzirejów przejęli muzycy - liderzy zespołów przygrywających na imprezach tanecznych i weselnych. Zaś kaowcami są... animatorzy plażowego aerobiku w ciepłych krajach. Trochę żal krajowych fachowców z dawnych lat.

Jerzy Stuhr jako Lutek Danielak

W filmie "Wodzirej" wystąpił w roli ambitnego pracownika wojewódzkiego oddziału "Estrady". Jego bohater umie bawić ludzi, lecz gubi go bezwzględność. Żeby się wybić, chce poprowadzić wielki bal. W tym celu nieczystymi metodami eliminuje kolejnych konkurentów. Traci przez to ludzką godność, przyjaźń i miłość.

Stanisław Tym

Dzięki roli w komedii "Rejs" został najsłynniejszym kaowcem PRL-u. Jego bohater, jak przystało na instruktora kulturalno-oświatowego, organizuje uczestnikom rejsu po Wiśle różne imprezy, np. zajęcia gimnastyczne, quiz czy bal przebierańców. Robi to jednak w sposób sztuczny i urzędowy, jak tępy aparatczyk. Podczas kręcenia jednej ze scen Stanisław Tym tak wczuł się w rolę, że... poturbował aktora Andrzeja Dobosza, który grał filozofa. Przez całe lata go za to przepraszał.

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje