Huszang Asadi: Mojego oprawcę widziałem trzy razy

- W islamie pies uchodzi za zwierzę najbrudniejsze z brudnych, a do tego religijnie nieczyste. Kiedy oprawcy Republiki Islamskiej uda się zamienić oskarżonego w psa, znaczy to, że go złamał i zrobił z niego najbardziej pogardzane ze wszystkich stworzeń. Z jego punktu widzenia od tego momentu oskarżony nie jest już człowiekiem - mówi dziennikarz Huszang Asadi, który spędził kilka lat w irańskim więzieniu, a niedawno wydał książkę, którą napisał m.in. dla swojego oprawcy.

Katarzyna Pruszkowska: Kim jest brat Hamid, adresat 26 listów, w których opisał pan swój kilkuletni pobyt w więzieniach i tortury, którym była tam poddawany?

Reklama

Huszang Asadi: - "Brat Hamid" to pseudonim mojego oprawcy. W rzeczywistości nazywa się Naser Sarmadi-Parsa. W Islamskiej Republice Iranu do wszystkich wierzących zwracają się per "bracie", co jest skrótem myślowym od sformułowania "brat w wierze", "brat w religii". Oficerowie śledczy i oprawcy wybierani są właśnie spośród owych "braci". Muszę tu wyjaśnić, że w systemie bezpieki Islamskiej Republiki nie ma "śledczych" w rozumieniu przyjętym na Zachodzie, czyli ludzi, którzy siedzą naprzeciw człowieka i zadają mu pytania. Wszyscy śledczy i przesłuchujący są zarazem oprawcami, którzy maltretują ludzi - poddają oni podejrzanego torturom psychicznym i fizycznym tak długo, aż w końcu "przyzna" się on do tego, czego śledczym akurat potrzeba (mają oni wczesniej zredagowane "scenariusze" zeznań).

- "Brat Hamid" też był jednym z tych "braci". Mówił, że był studentem, ale rzucił studia, by walczyć z "kontrrewolucją" i został śledczym. Torturował mnie i dziesiątki innych osób. Kilka lat później objął wysokie stanowisko w Ministerstwie Informacji Islamskiej Republiki (tak nazywa się w Islamskiej Republice Iranu agenda zajmująca się wywiadem, szpiegostwem wewnętrznym i zagranicznym -przyp. tłum.), a następnie - ambasadora Islamskiej Republiki w Tadżykistanie. Z tej posady został odwołany wtedy, kiedy jego zdjęcie trafiło do mnie i do opozycyjnych wobec Islamskiej Republiki stacji telewizyjnych. Słyszałem, że teraz szefuje jakiejś dużej irańsko-chińskiej spółce handlowej.

W książce kilkakrotnie wspomina pan o tym, że pisanie listów było dla pana niezmiernie bolesne i przyczyniło się do pogorszenia pańskiego stanu zdrowia tak bardzo, że lekarz i żona odradzali dalszą pracę. Dlaczego pan kontynuował?

- Jeszcze w więzieniu, kiedy mnie torturowali, powtarzałem sobie: "jeśli tylko przeżyję - opiszę te okrutne tortury". W książce znajdzie pani opis zaledwie jednego spośród wielu tysięcy przestępstw, do których doszło w Iranie w latach 1977-1998 zwanych "dekadą przerażenia". W tym dziesięcioleciu reżim Republiki Islamskiej, który obejmując władzę w Iranie, obiecywał wolność, ale zarazem poddawał odmienne ugrupowania polityczne systematycznym represjom. W więzieniach znalazły się tysiące osób: torturowanych i skazanych na śmierć. Dekada zakończyła się masowym mordem na więźniach, który miał miejsce w 1988 roku. Latem tamtego roku, z rozkazu ajatollaha Chomeiniego, stracono 5000 osób. Wiele lat minęło, nim ludzie w Iranie i na świecie usłyszeli o przestępstwach popełnionych w tym okresie (przez reżim - przyp. tłum.). Musiałem podzielić się swoimi doświadczeniami, aby wieść o nich dotarła do opinii publicznej. Uważałem to za swój obowiązek.

Sporą część książki poświęcił pan pobytowi w więzieniu Mosztarak. Może pan krótko wyjaśnić, za co został pan skazany?

- Pracowałem jako dziennikarz prasowy. Przed rewolucją byłem zastępcą redaktora naczelnego gazety "Kejhan", czyli największego tytułu w przedrewolucyjnym Iranie.  Jednocześnie współpracowałem z irańską partią komunistyczą - czyli z Partią Tude (pers. "lud"), która była organizacją podziemną i popierała Związek Sowiecki. W jej szeregach prowadziłem walkę z reżimowi szachowskim. Po zwycięstwie rewolucji mnie i pozostałych pisarzy zatrudnionych w "Kejhanie" objęła czystka rewolucyjna, w wyniku której straciłem pracę. Po jakimś czasie przeniosłem się do gazety "Mardom", centralnego organu naszej partii i zacząłem w niej pracować jako reporter. W ramach represji ugrupowań politycznych w końcu przyszła też kolej na Partię Tude, a wtedy aresztowali mnie oraz pozostałą kadrę partyjną. Poddano mnie tam, podobnie jak pozostałych aresztowanych,  torturom, żeby wymusić na nas wyznanie, że szpiegowaliśmy na rzecz Związku Sowieckiego.

Dlaczego bratu Hamidowi tak bardzo zależało na tym, żeby udowodnić, że jest pan angielskim i radzieckim szpiegiem oraz agentem SAWAK?

- W Islamskiej Republice Iranu przed aresztowaniem jakiejś grupy lub jednostki organa wywiadu zawsze tworzą najpierw "scenariusz wydarzeń" i zatrzymane osoby pod torturami muszą przyznać się do rzeczy w nim przewidzianych. Zgodnie ze scenariuszem napisanym dla Partii Tude, razem z SAWAK-iem, Anglią i Związkiem Sowieckim miała ona planować zamach stanu w Iranie. Był to scenariusz z gruntu nieprawdziwy.

Jak wyglądały pierwsze miesiące spędzone w więzieniu Mosztarak?

- W odpowiedzi na to pytanie można by napisać parę opasłych tomów, ja jednak starałem się w swojej książce ująć rzecz skrótowo. Na początku aresztu przechodziłem pierwszy etap tortur, który obejmował: batożenie, pętanie rąk (jedna wykręcona do tyłu nad barkiem, druga od dołu) oraz deprywację senną  - te tortury trwały całą dobę.

Kiedy był pan prowadzony z celi do pokoju przesłuchań miał pan zasłonięte oczy. Podczas tortur też. Widział pan swojego oprawcę?

- Raz udało mi się zobaczyć brata Hamida przez dziurkę, którą zrobiłem igłą w tekturce, zakrywającej wizjer mojej celi. Kolejny raz zobaczyłem go po mojej próbie samobójczej i ostatni raz - podczas przesłuchania, kiedy przesunęła mi się trochę opaska na oczy.

Podczas tortur Brat Hamid zmuszał pana do szczekania. Dlaczego?

- W islamie pies uchodzi za zwierzę najbrudniejsze z brudnych, a do tego religijnie nieczyste. Kiedy oprawcy Republiki Islamskiej uda się zamienić oskarżonego w psa, znaczy to, że go złamał i zrobił z niego najbardziej pogardzane ze wszystkich stworzeń. Z jego punktu widzenia od tego momentu oskarżony nie jest już człowiekiem. Jest psem. Zgodnie z tym rozumowaniem przed każdą wypowiedzią musi zaszczekać, tj. "dać głos".

W "Listach..." wspomniał pan o torturach, o których nigdy nie słyszałam - więźniom kazano spać w trumnach. Po co?

- Ten rodzaj tortur ma służyć doprowadzeniu więźnia do wewnętrznego załamania. Oprawca chce mu pokazać, że umarł i trafił do trumny. Bardzo wielu więźniów po odbyciu "etapu trumny" straciło rozum.

Po pobycie w Mosztarak został pan przniesiony do więzienia Ewin, gdzie kontynuowano tortury. Napisał pan "kilku ludzi uważa się za proroków, a Malmin ogłosił, że jest Bogiem". Ilu więźniów popadło w obłęd? Co się z nimi stało?

- Bardzo wielu z tych więźniów, którzy postradali zmysły i oszaleli, uważało się za proroków i za Boga. W więzieniu Ewin istniał dla nich specjalny oddział. Większość z nich zmarła w Ewinie. Ci, którzy przeżyli, po wyjściu na wolność trafili do szpitali psychiatrycznych.

Napisał pan, że w Ewin strażnikami byli "oszuści i bandyci". Skąd wzięli się w więźniu?

- To byli fanatycy religijni lub opryszki, których Islamska Republika Iranu wynajęła dla swoich potrzeb.

Podczas pobytu w więzieniu dwukrotnie był pan o krok od śmierci: po próbie samobójczej i anulowaniu wyroku śmierci - egzekucja miała się odbyć 1 sierpnia 1988 roku. Co się stało, że została odwołana?

- Sędziowie "Sądu Śmierci", z których jeden, Mustafa Purmohammadi, pełni obecnie funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Hasana Ruhaniego (aktualny prezydent Iranu - przyp. tłum.), zadawali każdemu z więźniów trzy pytania: Czy uznaje on partię? Czy wierzy w islam i w Chomeiniego? Czy odprawia namaz, czyli rytualne modły? Chciałem żyć, więc w skłamałem, odpowiadałem tak, jak chcieli.

Co było przyczyną masakry z 1988 roku, którą nazwał pan "największym ludobójstwem w historii Iranu", podczas którego modrowano wszystkich: muzułmanów, żydów, kobiety w ciąży, starców, dzieci?

- To ludobójstwo miało służyć wymordowaniu więźniów politycznych. Islamska Republika chciała zlikwidować wszystkich swoich przeciwników.[1]

Co stało się z więźniami, który udało się przeżyć?

- Osoby, które nie zostały wówczas stracone, w styczniu 1989 roku wyszły na wolność. Ja byłem wśród nich. Ale to nie była żadna wolność. W rzeczywistości przenieśli nas do większego więzienia - społeczeństwa. Nie mieliśmy pozwolenia pracy. Na początku raz w tygodniu, a potem raz w miesiącu, musieliśmy stawiać się w specjalnym miejscu podlegający służbom bezpieki. Zakładaliśmy opaski na oczy i odpowiadaliśmy na kwestionariusz, który zawierał dziesiątki pytań, które dotyczyły naszego życia prywatnego i publicznego. Ten proceder ciągnął się przez pięć lat. Potem także byłem regularnie śledzony i poddawany inwigilacji. Podczas drugiej kadencji Mohammada Chatamiego (lata 2001-2005), kiedy od nowa zaczęło się represjonowanie instytucji obywatelskich i bezpośrednie prześladowanie konkretnych osób, wielokrotnie wzywali mnie i moją żonę na przesłuchania, aż w końcu obwieścili nam: "Jesteście tu obcy, zabierajcie się stąd." Tak więc w obliczu ponownego aresztowania i byliśmy koniec końców zmuszeni wyjechać z kraju.

Wywiad przełożyła Ivonna Nowicka. 

[1] Słowo komentarza. Przyjmuje się, że obok podanego celu do tego mordu przyczynił się jeszcze jeden czynnik. Mianowicie planowana w tym okresie przez międzynarodową organizację zajmującą się prawami człowieka i rzeczywiście przez nią przeprowadzona wizytacja irańskich więzień. Chodziło o sprawdzenie, w jakich warunkach przetrzymywani są więźniowie w Iranie. IRI nie chciała, aby wyszło na jaw, po pierwsze, że więzienia są przepełnione - musiała więc je jakoś rozluźnić. A po drugie, że tak wielka liczba ludzie przebywa w więzieniu. Znalezione rozwiązanie: mord na więźniach; przyp. tłum.


Dowiedz się więcej na temat: Huszang Asadi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje