Jak nasze prababki wychodziły za mąż

W dziewiętnastym wieku scenariusz życia każdej kobiety był taki sam – zostanie żoną i matką było najważniejszym i jedynym jej celem.

Dziewczęta nie wyobrażały sobie innej drogi. Zresztą trudno się dziwić, skoro życie nie rozpościerało wtedy przed nimi żadnych innych dróg. Jedyną karierę jaką mogły zrobić, to wyjść dobrze za mąż; by następnie błyszczeć w towarzystwie majątkiem, nazwiskiem i pozycją swego męża.

Reklama

Kobiety marzyły więc o zawarciu związku tak, jak dzisiaj marzy się o dobrej posadzie, naukowych sukcesach, czy też medialnej popularności. Lęk przed tym, by nie posiwieć w staropanieństwie był ogromny. Tym bardziej, że w tamtych czasach nie tolerowano odmienności, w rezultacie do starych panien i kawalerów odnoszono się z drwiną.

Powszechnie uważano, że są to osoby śmieszne, złośliwe, ze skłonnością do dewocji oraz do wsadzania nosa w nieswoje sprawy. Jednym słowem bezproduktywne zakały społeczeństwa.

Chęć wyjścia za mąż wynikała nie tylko z tradycji, ale była efektem życiowej konieczności. - Wiek dziewiętnasty to czasy, w których kobiety z wyższych sfer nie posiadały jeszcze zawodów. Ich skromna edukacja kończyła się na opanowaniu umiejętności pisania i czytania (prawie ortograficznie), gry na pianinie, sztuki balowej.

Tak więc dobrze zawarte małżeństwo, wysokie stanowisko i majątek męża były jedynym sposobem zabezpieczenia ich przyszłości. Kobieta by przeżyć, musiała wyjść za mąż. Pozycję jej w społeczeństwie doskonale przedstawiła Eliza Orzeszkowa słowami jednej z bohaterek Marty - "Kobieta jest zerem, jeśli mężczyzna nie stanie obok niej jako cyfra dopełniająca. (...) Kobieta musi w jakikolwiek sposób uczepić się mężczyzny, jeśli chce żyć."

Niestety w XIX wieku część małżeństw nadal kojarzona była przez rodziców, bez pytania przyszłej panny młodej o zdanie. A wtedy przygotowania do ślubu i zakupy wyglądały tak, jak na poniższym obrazie.

W malarstwie rosyjskim zachowało się sporo obrazów, przedstawiających młode kobiety wychodzące za mąż za starców. No cóż, nie raz interes ekonomiczny rodziny, chęć wzbogacenia się na majątku przyszłego zięcia, brały górę nad uczuciem i szczęściem dziecka.

Poniżej obraz Sergeia Gribkova pt. "Przed ślubem".

***

Poniżej zdjęcie przestawiające oświadczyny - czy były to oświadczyny z miłości, czy też z wyrachowania, tego już się nie dowiemy.

Poniższy obraz przedstawia małżeństwo z miłości. Córka prosi ojca o błogosławieństwo, pozycja tyłem i gazeta trzymana w ręku świadczą o tym, że chyba nie jest on zbyt uradowany tą chwilą.

Poniżej oglądanie ślubnych prezentów.

Potem wizyta u fotografa.

A później no cóż, zwykła proza życia, czyli wszystko jak dziś.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje