Mendoza i jego powieściowe chuligaństwo

Swoją twórczość określa jako powieściowe chuligaństwo lub literackie pijaństwo. Polscy czytelnicy najpierw pokochali jednego z najwyrazistszych bohaterów jakich stworzył: detektywa-wariata, który ma wyjątkowy talent do wplątywania się w problemy i generowania absurdu, ale Eduardo Mendoza dał się też poznać jako twórca prozy przenikliwej i wyrazistej.

Urodził się 11 stycznia 1943 roku w Barcelonie, w mieszczańskiej rodzinie katalońskiej: ojciec był urzędnikiem podatkowym, a matka gospodynią domową. Ukończył katolicki college i zdobył dyplom prawniczy. W czasie studiów sporo podróżował, często odwiedzał europejskie metropolie, spędził rok na stypendium w Londynie, gdzie czas upływał mu głównie na pisaniu, czytaniu i spacerach.

Reklama

Po ukończeniu studiów pracował jako adwokat i radca prawny, co pozwoliło mu się zapoznać z biurokratycznym i prawniczym żargonem, często parodiowanym w powieściach. W 1973 roku wyjechał do Nowego Jorku jako tłumacz ONZ, gdzie pracował między innymi dla Ronalda Reagana. Zawód tłumacza stał się przepustką do opuszczenia Hiszpanii, która "w tamtej epoce była gorzka, smutna i pełna przemocy".

Obecnie rozwiedziony i żyjący w konkubinacie Mendoza, ma dwóch nastoletnich synów: Ferrana i Aleksandra, którym zaszczepił pasję do literatury.

Na poważnie i z humorem

Twórczość Mendozy rozwijała się dwutorowo: z jednej strony poważne, realistyczne powieści z drugiej humorystyczno-satyryczne historie.

Swoją pierwszą powieść zatytułowaną "Prawda o sprawie Savolty" (La verdad sobre el caso Savolta) wydał w 1975 roku. Akcja powieści toczy się w Katalonii początku XX wieku, a historyczny obraz regionu, społeczne obserwacje i kryminalna intryga splatają się w spójną całość.

Książka doskonale trafiła w historyczny moment. Kilka miesięcy po jej wydaniu zmarł Franco i Hiszpania rozpoczęła proces demokratycznej przemiany - nietypowa dla hiszpańskiej sceny proza Mendozy stała się symbolem politycznych i kulturowych zmian.

Cztery lata później ukazała się druga powieść pisarza: "Sekret hiszpańskiej pensjonarki". Dała ona początek słynnej trylogii o obłąkanym detektywie (w jej skład weszły też "Oliwkowy labirynt" i "Przygoda fryzjera damskiego"). Mendoza wciąż parał się tłumaczeniem symultanicznym, jeżdżąc po Europie, zaś w wolnym czasie pisał. Pracował także jako wykładowca fakultetu tłumaczenia i przekładu Uniwersytetu Pompeu Fabra. Znajomość języków obcych, żargonów zarówno profesjonalnych, jak i kolokwialnych pozwoliły Mendozie na stworzenie wyjątkowego języka, charakterystycznego dla jego powieści.

Barcelona - mikrozagroda dla szaleńców

Niewyczerpanym źródłem inspiracji dla Mendozy jest Barcelona, miasto w którym się urodził, ale które również, po licznych podróżach, wybrał. Wychował się w ekskluzywnej dzielnicy Eixample, ale zawsze interesowały go dzielnice sąsiednie. Nie czuł się związany z barcelońską burżuazją, którą określa jako snobistyczną, próżną, mało operatywną i nieskuteczną i z której często drwi w swoich utworach.

Jak twierdzi, półtoramilionowa metropolia, której mieszkańcy muszą codziennie jeść, spać i korzystać z życia, jest wystarczającym materiałem na powieść. "Z Barcelony trzeba wyjeżdżać raz na dwa, trzy miesiące by zachować równowagę psychiczną i moralną, a także higienę intymną" -ostrzega. Mendoza często powtarza, że świat jest zagrodą dla szaleńców, przy czym Barcelona jest idealną mikrozagrodą.

Mendoza uczynił Barcelonę bohaterem jednej ze swoich najważniejszych powieści "La ciudad de los prodigios" ("Miasto cudów"). Akcja rozgrywa się w XIX wieku, co pozwala opisać moment, w którym niewielkie prowincjonalne miasto przeradza się w nowoczesną i kulturalną metropolię. Mendoza z wdziękiem sypie historycznymi faktami, opisując z humorem prehistorię miasta, a z pogodną powagą prześladowania, jakie musiała znosić Katalonia ze strony władczej Kastylii, czyli Madrytu.

Kolaż literacki

Mendoza przyznaje, że jego powieści są zestawieniem tego, co dzieje się wokół, kompozycją przypadkową i surrealistyczną. Pisze bez planu, z czystej inspiracji, i "tak, jakby pisał w obcym języku". "Moja literatura to rodzaj kolażu: wkładam wszystko do jednego garnka i pod ciśnieniem coś z tego wychodzi" - deklaruje.

Niektórzy, mówi Mendoza, irytują się, oczekując prawdziwej powieści. Większość jednak akceptuje konwencje narastającego absurdu i literackiej farsy. "Niech każdy interpretuje moje książki wedle gustu: jako krytykę społeczeństwa, rozrywkę, idiotyzm albo dowód na to, że kompletnie zgłupiałem. Z mojej strony staram się utrzymać dwuznaczność" - zapewnia.

Dowiedz się więcej na temat: Eduardo Mendoza

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje