Poród i brzemienność w dawnych czasach

„Poradnik dla niewiast wiejskich” zalecał by przed badaniem brzemiennej nacierać ręce „jakimś tłuszczem łagodnym, oliwą, masłem lub sadłem wieprzowym”. Oprócz tych „tłustych badań” kobiety oczekujące dziecka czekało również dziewięć miesięcy w gorsecie, wykluczenie z życia towarzyskiego i poród w obecności tłumu „specjalistów.” Ciężarne w XIX wieku nie miały łatwo…

W dawnych czasach porody odbywano w domu. Przez wiele stuleci szpitale pełniły raczej rolę przytułków, w których biednym udzielano pomocy medycznej. Bogaci leczyli się prywatnie. Czasami mawiano, że ktoś był tak biedny, że aż umarł w szpitalu. Rozwiązanie odbywało się w obecności osób "doświadczonych", to jest mężatek, krewnych, sąsiadek czy też miejscowych bab. Ilość fachowych akuszerek jeszcze w XIX wieku była niewystarczająca. Poza granicami kraju kultura medyczna stała na zdecydowanie wyższym poziomie. Działały tam szkoły położnych, a kobiety na podstawie własnych doświadczeń związanych z odbieraniem porodów wydawały fachowe publikacje. W Polsce, niestety, w położnictwie w dalszym ciągu wykorzystywano gusła, zaklęcia i tylko częściowo wiedzę empiryczną. Niech świadczy o tym fakt, że jeszcze w 1866 roku w Poradniku dla niewiast wiejskich.... zalecano babkom, by przed badaniem ciężarnej kobiety nacierały ręce "jakimś tłuszczem łagodnym, oliwą, masłem lub sadłem wieprzowym", zwracając jednocześnie uwagę, by koniecznie umyć ręce... po badaniu rodzącej. W tym samym dziele możemy przeczytać o pewnej babce, która ciężarną kobietę wieszała za nogi głową w dół, chcąc w ten sposób poprawić położenie płodu w łonie matki, co autor poddał ostrej krytyce.

Poniższy obraz, przedstawiający brzemienną kobietę, należy uznać za unikatowy. Zachowało się bardzo niewiele dzieł sztuki, przedstawiających takie osoby. Zapewne wynikało to z faktu, że wielu uważało, że w widoku kobiety brzemiennej jest coś niestosownego, bo przecież powiązanego z seksualnością. A jak wiadomo, tą należało ukrywać, w szczególności w pruderyjnym XIX wieku. Autor jednego z poradników savoir vivre właśnie z tego okresu doradzał: "Kobieta, która wkrótce ma zostać matką, nie powinna wychodzić w dzień na ulicę i bywać w świecie. Tylko w rodzinnym kole przyjąć może zaproszenie na obiad; obowiązkiem jej wstrzymać się od uczęszczania do teatru, oddawania wizyt i ukazywania się na przechadzkach publicznych. Najsurowiej zwyczaj ten spełnianym jest przez Amerykanki i Angielki, i ze wszech miar zasługuje na to, aby go wszędzie naśladować."

Reklama

Poniżej przykład sukni ciążowej.


Jak wynika z odnalezionych ilustracji, kobiety w dawnych czasach często rodziły w pozycji siedzące. Poniżej niemiecka rycina zapewne z XVI wieku.

Poniżej rycina z 1580 roku.

Poniżej krzesło do rodzenia z XIX wieku.

Proponuję zwrócić uwagę na namalowany wizerunek Chrystusa ze związanymi rękami (poniżej). Zapewne miał przypominać rodzącym o męce pańskiej i tym samym być pocieszeniem w bólach.


Proponuję zwrócić uwagę na prześcieradło, zakrywającą narządy rodzącej. Podejrzewam, że zostało ono dodane przez autora dla uchronienia oczu oglądających od nieprzyzwoitych widoków.

Poniżej ilustracja z 1887 roku, przedstawiająca jak z krzesła i materaca zrobić domowym sposobem łóżko dla rodzącej.

Poniżej miedzioryt z XVI wieku.

Jak widać na poniższej ilustracji, poród w wielu rodzinach nie był sprawą prywatną rodzącej i akuszerki. Każdy chciał pomóc. Przybornik, leżący na krześle po prawej, świadczy o tym, że mamy do czynienia z fachową akuszerką.

Po porodzie zaczynały się wizyty. Przychodziła rodzina, sąsiedzi, znajomi... Każdy chciał zajrzeć do kołyski, pogratulować ojcu i udzielić dobrych rad matce. Nieraz odwiedziny przekształcały się w huczną biesiadę, podczas której matkę dla pokrzepienia raczono alkoholem. Jeszcze w drugiej połowie XIX wieku po wsiach stosowano te praktyki, co lekarze oceniali bardzo krytycznie. W. Ściborowski, autor dziewiętnastowiecznego Poradnika dla niewiast wiejskich jak się mają zachować podczas brzemienności..., odradzał także chrzczenie dziecka bezpośrednio po urodzeniu, bo jak pisał: "Nieraz przy chrzcinach pijatyka ma miejsce, za tą idą kłótnie i bójki, a przy nietrzeźwych głowach niekiedy i położnicy, i dziecku się dostatnie. Lepiej zatem chrzciny odłożyć na później..."

A po szczęśliwych narodzinach koniecznie zdjęcie.





Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje