Św. Edyta Stein: Zachwycała powagą i uśmiechem

Piękna, wykształcona Żydówka, ateistka, w jedną noc odkryła Boga. Zamiast ślubnego, założyła welon zakonny.

Nigdy jeszcze nie spotkałam osoby, która podczas rozmowy potrafiłaby w taki sposób łączyć najgłębszą powagę z uroczym i uszczęśliwiającym uśmiechem - wspominała Edytę Stein karmelitanka, która ją znała. Z kilku zdjęć, jakie po niej zostały, patrzy piękna, subtelna kobieta o uroczym uśmiechu. Lubiła się podobać. Gdy pracowała na uniwersytecie jako naukowiec, ubierała się zawsze starannie. Na wieczorne wyjścia zakładała piękną śliwkową jedwabną suknię. Nie wykluczała wyjścia za mąż. Otoczona mężczyznami, podkochiwała się w kilku z nich.

Reklama

Pochodziła z ortodoksyjnej żydowskiej rodziny. Urodziła się 12 października 1891 roku we Wrocławiu. Ojciec zajmował się handlem drewnem. Zmarł nagle, gdy Edyta miała dwa latka. Jej matka dała sobie radę zarówno z wychowaniem siedmiorga dzieci, jak i prowadzeniem firmy. Edyta od dziecka była niezwykle inteligentna, chętna do nauki, ale też uparta i bezkompromisowa. Gdy miała 14 lat, doszła do przekonania, że Boga nie ma, a 7 lat później ostatecznie zadeklarowała się jako ateistka.

Jednak pytanie o sens i prawdę nie dawało jej spokoju. Przeżywała silny kryzys, dlatego na rok porzuciła szkołę i wyjechała do siostry. Ale głód wiedzy był silniejszy. Zdała maturę z najlepszymi ocenami i rozpoczęła studia, a potem karierę naukową. Z Wrocławia przeniosła się do Getyngi, gdzie wykładał filozof Edmund Husserl. Reprezentowany przez niego kierunek - fenomenologia - kładł nacisk na rolę intuicji w ludzkim życiu i w sposobie, w jaki człowiek poznaje świat. Zdawało się, że to była odpowiedź na tęsknoty i dylematy młodej uczonej.

Z zapałem oddała się pod opiekę nowego mistrza. Wstawała o szóstej rano i do północy zajmowała się pracą badawczą. W ciągu kilku miesięcy napisała doktorat, który otrzymał wyróżnienie. Została asystentką profesora. Wśród jego uczniów pojawił się także zdolny polski filozof Roman Ingarden, z którym prowadziła długie rozmowy. Być może była w nim zakochana, bo w listach do niego zamiast nagłówka "Szanowny Panie" pisała "Kochany Panie". Gdy Ingarden wrócił do Polski, zamilkł na kilka miesięcy, a potem przysłał wiadomość, że się ożenił. Podobno Edyta mocno to przeżyła. Potem była prawie zaręczona z filozofem Hansem Lippsem, ale on także poślubił inną. Skoncentrowała się na habilitacji, lecz okazało się, że uczelnie niemieckie nie planują habilitować kobiet. Uważano, że tytuły profesorskie należą się tylko mężczyznom.

Pewnego dnia Edyta z przyjaciółką wstąpiły do jednego z wrocławskich kościołów. Edyta nigdy tam nie chodziła, więc ze zdziwieniem patrzyła na samotnie modlącą się kobietę, która długi czas po prostu rozmawiała z Bogiem. To było dla niej niezwykłe. Po pewnym czasie zaprosiła ją do siebie wdowa po profesorze Reinachu, który zginął na froncie. Edyta bała się tego spotkania, bo nie wiedziała, jak pocieszyć młodą kobietę po stracie męża. Tymczasem okazało się, że w tamtej jest tak ogromna wiara w Boga i życie po śmierci, że nie ma nawet śladu rozpaczy. "Było to moje pierwsze spotkanie z krzyżem i Boską siłą, jaka udziela się tym, którzy go noszą" - pisała potem.

Drugie spotkanie miało miejsce w Bergzaben u jej przyjaciółki. Edyta buszując w bibliotece znalazła książkę "Księga życia" św. Teresy z Avili. Czytała ją całą noc, a gdy zamknęła, powiedziała: "Oto jest prawda". Odkryła Boga. 1 stycznia 1922 roku przyjęła chrzest. To był szok dla jej rodziny i środowiska. Najbardziej cierpiała matka, która nigdy nie pogodziła się z nawróceniem córki i jej konwersją na chrześcijaństwo.

Rozpoczęła pracę w dominikańskim seminarium nauczycielskim. Od 1928 roku jeździła z wykładami po całych Niemczech, mówiąc o małżeństwie i roli kobiety. Głosiła naukę Kościoła, że mąż i żona są jednym jak Chrystus i Kościół. Powoli dojrzewała w niej myśl o życiu zakonnym. Gdy w 1932 roku owdowiały Hans Lipps proponował jej małżeństwo, odmówiła.

14 października 1933 roku wstąpiła do karmelitanek i przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. W zakonie wykonywała proste prace: mycie podłóg, prace w ogródku, ale też mogła kontynuować swoją pracę naukową. Miała wśród sióstr wielki autorytet, przygotowywała do wstąpienia postulantki, a zakonnice słuchały jej z uznaniem. Wkrótce do karmelitanek wstąpiła także jej siostra Róża. Gdy w Niemczech wybuchły prześladowania Żydów, obie kobiety przeniesiono do Holandii. Proponowano jej wyjazd do Ameryki Południowej, ale odmówiła. Siostry aresztowano 2 sierpnia 1942 roku. Przez kilka dni wieziono je w zamkniętych wagonach do obozu w Auschwitz. Edyta powiedziała wtedy do swojej siostry: "Chodź Róża, idziemy umrzeć za nasz lud." Zostały zamordowane w komorze gazowej 9 sierpnia 1942 roku.

Katarzyna Jaworska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje