Ta niezwykła Polka trzęsła całą średniowieczną Europą

Najpotężniejsi królowie błagali ją o wstawiennictwo i radę. Papieże uciekali się do niej o pomoc. Była najbogatszą kobietą na kontynencie. Ale była też dumną córą polskiego rodu Piastów. Czy wiesz o kim mowa?

Nikt nie oczekiwał od niej rzeczy wielkich. Gdy wychodziła za mąż, nie była niczym więcej jak tylko kartą przetargową w politycznych przepychankach. Węgierski monarcha Karol Robert, posiadający świetne koneksje w papieskiej kurii, pomógł wywalczyć dla Władysława Łokietka królewską koronę. W zamian polski książę - a od 1320 roku król - zacieśnił sojusz z południowym sąsiadem, a nawet zaproponował, że odda mu za żonę jedną ze swoich trzech córek.

Reklama

Tak oto, jeszcze w tym samym, 1320 roku, piętnastoletnia Elżbieta Łokietkówna została królową Węgier.

Miała być ledwie statystką; pięknym tłem dla apodyktycznego męża. Im jednak Karol Robert stawał się starszy i bardziej schorowany, tam silniej to ona sama chwytała za ster rządów. Po dziesięciu latach nikt już nie miał wątpliwości, że na Węgrzech z królową trzeba się liczyć tak samo, jak z królem. A może nawet bardziej.

1. Była najbardziej wpływową kobietą w dziejach swojego państwa

W świetle dawnej tradycji każda królowa była na Węgrzech osobą numer dwa, zaraz po swoim małżonku. Koronowano ją tą samą koroną świętego Stefana, która przydawała autorytetu władcom. I przynajmniej w obliczu prawa władczyni miała podstawy, by występować jako zwierzchnik dowolnego urzędnika, barona czy zarządcy ziem. Ta teoria nigdy nie została przetestowana w praktyce. Aż do czasów Elżbiety Łokietkówny.

Piastówna rozstrzygała spory terytorialne, a jej ludzie mierzyli i potwierdzali granice szlacheckich majątków. Władczyni brała też pod opiekę klasztory, zapewniała protekcję miłym sobie dworzanom i rycerzom. Wreszcie - broniła praw pogardzanych kobiet. W 1333 roku wydała na przykład dokument, w którym rugała urzędników za to, że próbują ograbić pewną bezradną wdowę z dóbr pozostawionych jej przez męża.

Jakby tego było mało, znane są tajemnicze "edykty", wydawane przez Elżbietę Łokietkównę prawdopodobnie bez żadnej konsultacji z mężem. Królowa nakazywała w nich urzędnikom zwracać bezprawnie zagarnięte posesje, nagradzała szkody, nakładała na poddanych opłaty, uwalniała od ciężarów... Słowem, robiła to wszystko, co tradycyjnie należałoby uznać za prerogatywę króla i nikogo więcej.

2. Owinęła sobie syna wokół palca, zostając najsilniejszą i najbardziej samodzielną królową tych czasów

Jej wszechmocna pozycja wzrosła jeszcze po śmierci męża. Gdy w 1342 roku władzę przejął szesnastoletni Ludwik (przyszły Ludwik Wielki), trudno było wręcz stwierdzić, czy to ona jest jego niezastąpioną pomocnicą, czy może raczej - on niknie w cieniu sprawującej realną władzę matki.

Rozliczne spośród dokumentów nowego monarchy zawierają zapewnienie, że wydano je "zgodnie z łaskawą wolą najjaśniejszej i najdostojniejszej pani, Elżbiety królowej Węgier, matki naszej". Władczyni dysponuje główną pieczęcią królestwa (pozwalającą jej podejmować właściwie dowolne decyzje w imieniu syna), a poddani często zwracają się bezpośrednio do niej, by potwierdziła tę czy inną dyspozycję króla. Dochodzi też do sytuacji, gdy sądy zmieniają wyroki "ze strachu przed królową matką".

"Posiadała taką władzę, jak żadna z królowych węgierskich i tylko charakterowi jej i syna przypisać należy, że z tego powodu nie przychodziło między nimi do nieporozumień" - podkreślał jeden z biografów Ludwika.

Królowa-matka niezmiennie kontrolowała też węgierską dyplomację. Kontaktowała się z sąsiadami, z papieżem, z włoskimi krewniakami zmarłego męża... Nikt - ani w kraju, ani zagranicą - nie miał wątpliwości, że trzeba się z nią liczyć.

3. Była najbogatszą kobietą na kontynencie

Niedługo po śmierci męża Elżbieta Łokietkówna wyruszyła w podróż do Włoch. Towarzyszył jej nie tylko wspaniały orszak, ale też - kawalkada ciężkich wozów wypełnionych nieprzebranymi skarbami. Monarchini ciągnęła ze sobą niemal siedem ton srebra i pięć ton złota. Powiedzieć, że to była fortuna, to jak nic nie powiedzieć!

Dla porównania król Anglii z całego swojego państwa, ze wszystkich ceł, podatków i opłat czerpał dochód kilka razy niższy. Na zebranie podobnej fortuny potrzebowałby przeszło trzech lat. Król Polski, wyraźnie biedniejszy od wyspiarza, uciułałby tyle, ale w sześć albo i siedem wiosen. Nawet uchodzący za prawdziwego krezusa władca Francji gromadził podobną sumę przez cały niemal rok, wyciskając ją z milionów poddanych i z dziesiątek zamożnych miast.

Elżbieta tymczasem wcale nie wiozła wszystkich skarbów własnego królestwa. Mówiono, że nieprzebrany majątek stanowi jej... kieszonkowe. Środki potrzebne na pokrycie "bieżących wydatków" związanych z zagraniczną podróżą. I już ten jeden, jedyny epizod z jej życia wystarczy do zilustrowania faktu, który u żadnego wpływowego człowieka XIV stulecia nie budził wątpliwości. Pod względem bogactwa, w całej Europie ani jedna kobieta nie mogła się równać z Elżbietą Łokietkówną.

Zainteresował cię artykuł? Na CiekawostkachHistorycznych.pl przeczytasz również o tym, czy średniowieczne królowe śmierdziały

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje