Taki zawód

Razem z wydawnictwem Świat Książki zapraszamy do lektury z serii INTERIA.PL Czytadło na weekend. Dzisiaj opowiadanie Manueli Gretkowskiej "Taki zawód".

1

Reklama

Zaczęło się w Londynie podczas szkolenia dla takich jak ona trzydziestoparoletnich dyrektorów szkółek obcojęzycznych z całej Europy. Dla urozmaicenia programu zaproponowano im zajęcia relaksacyjne. Jula miała do wyboru: kurs flamenco, tai chi, wizualizacje. Wybrała to, czego nie znała - tajemnicze shuai zbliżające "do wnętrza kobiety". Na te zajęcia przyjmowano wyłącznie dziewczyny, obowiązkowy strój - kąpielowy. Skośnooka instruktorka kłaniała się po każdym słowie i kazała się rozebrać. Jula obserwowała, z jaką zwinnością Hiszpanka, podobna bardziej do Kreolki niż Europejki, zrzuciła z siebie krótką spódnicę. Ramiączka koronkowego biu­stonosza opadły niby kolorowe tasiemki ze świąteczne­go prezentu. Czeszka skopała z siebie rajstopy i spodnie jak wroga. Ruda Norweżka klepnęła się głośno po pośladkach, zagrzewając do ćwiczeń, i stanęła w rozkroku. Hannah - zgrabna Holenderka - chichocząc, urządziła cyrkowy striptiz. Rozśmieszyła tym i ośmieliła resztę zawstydzonych dziewczyn. Jedne w stanikach i spoden­kach, inne topless w stringach stanęły naprzeciwko azjatyckiej instruktorki sięgającej im do ramion.
- To jest obrus, stół, na który podajecie obiad - rozdawała serwetki. Ukłoniła się w stronę pustego rogu sali, nie wiadomo komu. - Jesteście gospodyniami, karmicielkami rodziny. Zamieniacie produkty w jedzenie, w to, co podtrzymuje życie - poleciła im wąchać lnia­ne, śnieżne szmatki i wyobrażać sobie zapach ulubionych potraw, gotowanych obiadów. - Wydech i głęboki wdech, wdychacie zapachy, jecie przez nos zupę, deser. Głęboko wdychamy, wydychamy.
Trwało to z pół godziny. Jula prawie widziała pomidorówkę, ulubione pierogi z serem. - Mam halucynacje - otworzyła oczy, wpuszczając do głowy światło rozpraszające zwidy. - To musi mieć coś wspólnego z oddychaniem, hiperwentylacją - pomyślała.
- A teraz złóżcie serwetki - powiedziała instruktorka. - Niech się zmieszczą w dłoni - zacisnęła szmatkę w pięści i wypuściła, rozpościerając przed sobą. - Jesteście kochankami. To jest wasze prześcieradło, wyobraźcie sobie, co na nim robicie z mężczyzną. Jest wam dobrze, bardzo dobrze, powąchajcie serwetkę, zostawiony na niej zapach ciała. Proszę się nie odzywać - łagodnie skarciła coraz głośniej wzdychającą Holenderkę. - To wszystko dzieje się w waszej głowie. Pościelcie łóżka - mówiła ze wschodnim akcentem. Jej głos wydawał się Juli metalicznym dźwiękiem imitującym mowę. Pancerzyk włosów upiętych w kok nasadzony nad porcelanową, pożółkłą twarzą upodabniał Azjatkę do nakręcanej lalki zginającej się ciągle wpół na dowód, że mechanizm grzeczności i napiętych do granic wytrzymałości sprężyn działa.
- Zwijamy prześcieradła - zakomenderowała.
-Ja jeszcze nie, nie zdążyłam! - poskarżyła się pulchna Karin stojąca przed Julą.
- Pomóc ci? - zażartował ktoś.
Jula przyglądała się odwróconej do niej tyłem Ka­rin, jej piegowatym pośladkom podziurawionym słońcem w złociste plamki. Pieguska była najmłodsza na kursie, zaledwie dwudziestoletnia. Odziedziczyła szkołę w Trieście po zmarłej ciotce. Dorastała w luksusie, jej zbyt białe ciało zdawało się obtoczone w lukrze pieniędzy. Gdybym naprawdę miała tej dziewczynie pomóc - myślała Jula - uczyłabym ją seksu jak jazdy na rowerze. Trzymałabym za rękę albo złapałabym od tyłu, żeby myślała, że to ona sama. Jula czuła, przebierała się w ciało Kariny, była piegowatą, milutką Włoszką wiercącą pupą w poszukiwaniu orgazmu.
- Wydech i wyobraźcie sobie sukienkę z serwetki. Musicie się w nią ubrać, żeby nie wstydzić się na przyjęciu, wielkim przyjęciu pełnym elegancko ubranych ludzi. Widzicie to? - instruktorka zamknęła oczy.
- Idzie królowa angielska z torebką, ma tylko torebeczkę i koronę! - zawołała któraś z entuzjazmem.
Jula przesuwała po sobie bezładnie serwetką. Najpierw zasłoniła zgrabną pupę, potem zadziornie ster­czące piersi. Wreszcie przykryła oczy. Poczuła się wtedy bezpieczna, dziecinnie niewidzialna. Wyjrzała spod bia­łej opaski, sprawdzając, co robią dziewczyny. Większość zakryła sobie piersi albo wygolone cipki.
- Tam jestem najbardziej goła, w sobie - Karin ugniotła szmatkę w tampon i wsadziła pod przezroczy­ste majtki.
- A teraz znowu stańcie na waszych serwetkach, wygodnie, luźno. Skaczemy w miejscu!
Jula, głęboko oddychając, wyobrażała sobie to, co jej kazano: bycie drzewem, wieżą, z której spadają niepotrzebne rzeczy, wspomnienia. Rozległy się dźwięki wschodniej muzyki. Jula straciła poczucie czasu płynącego w powolnym kołysaniu melodii i pewność, gdzie naprawdę jest - podskakując, była raz na górze, raz na dole, a właściwie już nigdzie. Uczepiła się więc rytmu pozwalając, by opadły z niej resztki świadomości - kim jest. Wpadła w trans.

Dowiedz się więcej na temat: Piersi | szkoły | ciało | dziewczyny | oczy | zawód

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje