Joanna z Koła

Moja najlepsza zmiana?

Nie mam wątpliwości. To był bardzo toksyczny związek, ale tkwiłam w nim całe 7 lat.

Reklama

On myślał tylko o sobie, ja tylko o nim. Poza czubkiem jego nosa niewiele widzieliśmy oboje. Ja byłam gdzieś w tle, na drugim planie. Zawsze ta głupsza, brzydsza, grubsza od jego znajomych kobiet, zbyt nerwowa, zbyt gadatliwa... Słowem ,jak mawiał, "zbyt męcząca". Ale niezwykle, szaleńczo w nim zakochana.

Myślałam, że nigdy nie zdobędę się na odejście. Że nie umiałabym być sama. Nie dałabym rady bez niego. Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni! Choć tak boli...

Ale pewnego dnia niespodziewanie dla samej siebie i dla niego powiedziałam: BASTA! I... odeszłam! Tak po prostu. Od przeszło roku jestem "nieparzysta", "pojedyncza". I dobrze mi z tym! Potrafię docenić uroki samotności, delektować się wolnością, spokojnymi chwilami z książką. Teraz wiem jak cenne są chwile poświęcane wyłącznie sobie. Nie czuję się mniej wartościowa, tylko dlatego, że nie mam pary, nie mam oporów przed samotnymi wypadami do kina czy na imprezę. Czerpię z życia pełnymi garściami! Wbrew gderaniu ciotek i babć nie czuję się starą panną i nie życzę sobie, aby ktokolwiek próbował mnie swatać! Nie chcę wiązać się z kimś tylko ze strachu przed staropanieństwem czy samotnością, przed trudami życia w pojedynkę, czy tak na siłę, byleby tylko kogoś mieć. Wiem co robię i wiem na kogo czekam. Póki co jestem sama i dobrze się bawię. Założę rodzinę, ale niekoniecznie już za rok, czy dwa. Wierzę, że znajdę mężczyznę, który zrozumie moją potrzebę niezależności. A teraz - uczę się świata i siebie! Zmieniłam się! Jestem teraz inną Joanną i wreszcie polubiłam siebie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje