Jestem rebeliantką!

Irytują ją docinki na temat wagi, ale z dumą nosi T-shirt z napisem "Lubię swoją pupę". Udowadnia, że sukces nie musi mieć rozmiaru XS. Tylko SHOW mówi o swoim ukochanym i zdradza, dlaczego rzuciła studia.

Myślałam, że będziesz flirtować z uczestnikami "X Factora", a tymczasem mówi się, że romansujesz z Czesławem! Wstrząsnęła mną ta plotka! Kiedy po raz pierwszy ją usłyszałam, makijażystka akurat nakładała mi tusz na rzęsy. Wybuchłam histerycznym śmiechem i omal nie wydłubała mi oka. Zerwałam się z krzesła i pobiegłam do garderoby Czesława. Oboje umieraliśmy ze śmiechu.

Reklama

To cię chyba nie zdziwiło. Kilka dni wcześniej napisałaś na Facebooku, że gdy zaczniesz pracę w "X-Factor", zaraz będzie się plotkować o twoim romansie z którymś z jurorów albo o konflikcie z Tatianą. Tak! Uczuliłam moich fanów, że gdy tylko ruszą castingi, zaczną krążyć niesamowite plotki. Opcji było kilka: romans z Czesławem lub Kubą, kłótnie z Tatianą, moje kilogramy, moje stylizacje, wymagania wobec TVN i wielkie pieniądze.

I jeszcze to, że przez "X Factor" tracę fanów. Scenariuszy jest sporo (śmiech). Przygotowałam na to też moją rodzinę i najbliższe otoczenie. Nie zaskoczyła mnie plotka o romansie z Mozilem, ale muszę przyznać, że jej twórcy trochę mnie rozczarowali.

Mogli chociaż jakąś fotkę zmontować, że niby jesteśmy na randce, a tu nic! Nawet nie palnęłam niczego głupiego, co dość często mi się zdarza. Zwyczajnie wszystko wymyślili.

Co na to Martin, twój chłopak? On w ogóle nie czyta plotek. Poza tym jest Czechem, nie mieszka w Polsce, więc nie ma kontaktu z polskimi mediami. Oczywiście do szumu wokół mnie już się przyzwyczaił. Obserwuje to wszystko od czterech lat i widzi, co się dzieje. Nieraz opowiadałam mu w busie podczas trasy, z kim zdaniem mediów mam aktualnie romans, czy to w Polsce, czy w Czechach.

Martin jest i zawsze był jedną z tych nielicznych osób, które są naprawdę dobrze poinformowane o moim życiu prywatnym. Nie przejmuje się więc kolejnymi rewelacjami. Dla niego nie ma tematu. Powtarzam mu: "Nie denerwuj się, bo wiesz, napisali to czy tamto". A on natychmiast zaczyna mnie uspokajać.

Powiedział mi ostatnio: "Ktoś podesłał mi linka z newsem, że masz romans, ale nie denerwuj się tym. Chcę cię tylko zapewnić, że wiem, jakie to bzdury. Nie może nas to dotknąć, nie panikuj". On jest totalnie wyluzowany. To dobrze, bo myślę, że czeka go jeszcze sporo plotek na mój temat.

Fajny z niego facet. Bardzo. Dlatego go kocham.

Czym cię ujął? Jak poderwać Ewę Farną? Nie ma recepty. Trzeba mieć to "coś". Nasze uczucie długo się rozwijało. Znamy się cztery i pół roku, gramy razem w zespole. To wyszło naturalnie. Jedno jest pewne: nie poderwałby mnie ktoś, kto siedziałby przy barze i spytał: "Hej mała, chcesz drinka?" albo "Ej, nie wiesz, która godzina?". Takie podrywy są najgorsze! A my się po prostu dobrze znaliśmy, lubiliśmy i coś się między nami zadziało.

Przyjaźń zmieniła się w miłość? Tak. Szczerze mówiąc, nie mam za bardzo gdzie poznać faceta. To musi być ktoś z mojego środowiska, z grupy ludzi, z którymi spędzam czas. Prowadzę taki, a nie inny tryb życia.

Dużo występów, częste podróże. Mogę się zbliżyć właściwie wyłącznie do ludzi, z którymi pracuję. To jest bardzo ciekawe uczucie - poznawać kogoś doskonale przez cztery lata, a później się z nim związać. Bałabym się zresztą umówić z facetem, który zaczepi mnie na Facebooku.

Jak wam się udaje łączyć miłość i pracę? Dajemy radę. Miałam już związek na odległość, dlatego teraz bardzo się cieszę, że cały czas możemy być razem: w pracy, na koncertach i po nich. Mogę wreszcie mieć przy sobie ukochanego człowieka. Bardzo chciałam takiej relacji, cieszę się, że tak się stało.

Podoba mi się twój manifest ubraniowy. Ostatnio nosiłaś koszulkę z napisem "Lubię moją d...". Bo tak jest! Lubię demonstrować ubraniem to, co myślę. Kiedy idę na zakupy i widzę superkoszulkę, na której jest napisane coś, z czym się nie zgadzam, typu "Sex, drugs and rock’n’roll", to jej nie kupuję. Lubię mieć na sobie rzecz, która coś komunikuje. To były akurat jaja, a ja lubię robić sobie żarty.

Wiele dziewczyn w twoim wieku nie akceptuje swojego ciała. Co byś im powiedziała? Ja tak samo jak dziewczyny w moim wieku wciąż jeszcze dorastam i myślę, że mamy prawo mieć pięć kilogramów mniej czy więcej. Nie uważam, że jestem superlaską, ale akceptuję i lubię siebie. Dla mnie najważniejsze jest, żeby się podobać partnerowi. 

Po co zadręczać się kompleksami? One wyłącznie przeszkadzają, podcinają skrzydła. Tak jak trema w przypadku uczestników "X Factor". Blokada nigdy nie jest fajna. Nieistotne, czy mam pupę w takim czy innym rozmiarze. Ważne, że ona ma dobry kształt (śmiech).

Podobno facetom nie podobają się dziewczyny-"wieszaki". Tego nie jestem pewna, widzę, gdzie im oczy wędrują... Mnie bardziej podoba się Beyoncé niż Kate Moss. Kobiecość jest sexy. Trzeba mieć na czym usiąść, trzeba mieć się do czego przytulić, nie można, przytulając się, czuć same kości! Dziewczyny, pamiętajcie o tym! Jestem normalną dziewczyną, nie grubą. I dopóki będę się czuła zdrowa, będę szczęśliwa.

Oczywiście gdybym była na granicy otyłości, bolałyby mnie plecy i nie wytrzymywałabym kondycyjnie do końca koncertu, coś bym z tym zrobiła. Staram się nie pochłaniać chipsów i czekolad, ale kiedy kończymy castingi o północy, to zamawiamy z Tatianą coś do jedzenia. Z tym, że ona ma niesamowity metabolizm, a ja nie.

Temat twoich krągłości przez kilka tygodni był na polskich portalach numerem jeden. W Czechach to samo. Wszyscy zajmują się moim wyglądem, a nie muzyką - to akurat jest rzecz, która mnie w tym wszystkim smuci. Cieszy mnie jednak to, że jestem inna. Nie mam wychudzonego ciała jak większość celebrytek.

Pokazuję więc dziewczynom w moim wieku, że można być pewną siebie osobą, który osiąga sukcesy, niekoniecznie ważąc 30 kilogramów razem z łóżkiem. Jasne, że w obiektywie szczupłe dziewczyny wyglądają lepiej, ale ja buntuję się wobec świata, który tworzy takie dziwne trendy. Jestem rebeliantką! I dobrze mi z tym.

Przeciwko czemu jeszcze się buntujesz? Buntuję się też przeciwko pustym ideom. W stosunku do ludzi staram się być tolerancyjna. Poznaję inne kultury, spędzam czas z osobami, które robią coś, czego nie lubię, np. palą papierosy. Staram się nauczyć tolerancji wobec tego i mieć dużo cierpliwości i zrozumienia dla innych.

Lubię rock’n’roll, ale jestem przeciwna rzeczom, które się z tym kojarzą - narkotyki i inne używki to nie dla mnie. Jestem szczęśliwa w stanie trzeźwym. Nie buntuję się przeciwko tzw. hejterom. Uważam, że im więcej ich się ma, tym bardziej jest się popularnym. Po "X Factorze" fala tej nienawiści oczywiście wzrośnie. A to coś źle powiem, a to się będę podlizywała, a to dostanę za dużo kasy. Jestem na to przygotowana. Ważne jest jedno - żeby postępować w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem.

Jesteś buntowniczką, ale zakochaną. Ulegasz modzie na obchodzenie walentynek? Nie, bo uważam, że kochać trzeba zawsze. Święta uwielbiam, ale te nasze tradycyjne. Walentynki i Halloween - średnio. Serduszka w centrach handlowych jakoś mnie odstraszają. Wiem, że to jest świetne dla marketingu, ale do mnie nie przemawia.

Z drugiej strony, gdy w walentynki mój facet kupi mi kwiatek, to go... przyjmę jak każda kobieta. W Czechach święto miłości obchodzimy pierwszego maja. Nie po amerykańsku. Tradycją jest pocałunek pod kwitnącą czereśnią. Tak chciałabym spędzić ten dzień i myślę, że mi się to uda. Zazwyczaj byłam w tym dniu sama. Gdziekolwiek poszłam, spotykałam zakochane pary. Nie znosiłam ich! Ale teraz będzie inaczej, bo ja i Martin będziemy jedną z nich.

Podobno niedługo wybierasz się na wakacje? Wyjeżdżam na miesiąc pierwszy raz w życiu! Do tej pory zwiedzałam głównie stacje benzynowe podczas tras koncertowych. Tym razem będzie totalna egzotyka. Nie będę odpoczywać w luksusowym kurorcie, tylko poznawać prawdziwe życie mieszkańców. Fajne jest to, że jadę w odległy zakątek. Przed odcinkami na żywo postanowiłam się zrelaksować.

Powiedziałam Kazadi (Patricii, prowadzącej "X-Factor", przyp.red.), że się do niej upodobnię (śmiech). Mam za sobą pracowity okres: nagrałam płytę, którą teraz jeszcze dopracowuję po czesku, wzięłam udział w programie. Chcę na wakacjach wyłączyć mózg i totalnie się zresetować.

Może okaże się, że podróże to twoja pasja? Może tak być. Czuję wielki głód podróżowania. Chciałabym jeszcze sporo pozwiedzać. I wyjechać gdzieś, gdzie jestem anonimowa i zwyczajnie pożyć - np. mogłabym opiekować się dziećmi w Anglii albo pracować w kawiarni. Chodzi o to, żeby poznać inne życie tam, gdzie nikt mnie nie rozpozna. W Polsce prawdopodobnie nie mogłabym pracować w Tesco...

A co z twoimi studiami? Czy to prawda, że je przerwałaś? Póki co, odeszłam. Kiedy studiowałam prawo, nie miałam inspiracji. Schodziłam ze sceny, rutynowo otwierałam książkę i jechałam z paragrafami i prawem rzymskim. Nie miałam czasu poczytać, wyjść z przyjaciółmi, żyć. Powiedziałam sobie: "Farna, 20 lat ma się tylko raz". Zaczęłam uczyć się gotować, namiętnie sprzątać, chodzić na zakupy, czytać książki. To właśnie robię teraz i to będę robiła na wakacjach. Nadrobię też parę lektur obowiązkowych. Czytam teraz "Mistrza i Małgorzatę".

Wrócisz kiedyś na uniwersytet? Studia prawnicze były przecież twoim wielkim marzeniem. Chciałabym spróbować w Czechach. Ale tym razem wybrałabym indywidualny tok nauczania. W Polsce zdałam na studia dzienne i nie dałam rady. Czułam się jak kamikadze - bardzo trudno było wszystko pogodzić. Czy wrócę? Nie chcę niczego obiecywać sobie ani innym. Zobaczymy, jak będzie. Nadal czytam książki prawnicze, bo to naprawdę mnie kręci. Z tym, że teraz czytając je, nie mam presji, że za tydzień będę z tego odpytywana.

Tekst: Justyna Kasprzak

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Farna | piosenkarka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje