Maria Sadowska: Wciąż kusi mnie coś nowego

Gdy zgodziła się na udział w programie "The Voice of Poland", postanowiła, że będzie spokojna i krytyczna. Ale choć sama jest reżyserem i zna telewizję od podszewki, w trakcie nagrań bywa najbardziej żywiołowym jurorem. "Olivii" opowiada o nowej płycie, planach i byciu mamą.

Olivia: W zeszłym roku zadebiutowałaś filmem pełnometrażowym "Dzień Kobiet“ i wydałaś płytę. Nie minął rok, a ty wydajesz kolejny album.

Reklama

Maria Sadowska: - Często słyszę: "Skąd u ciebie tyle energii?“ A ja jestem typem osoby, która jak się już nakręci, to działa. Nie zaczynam i nie kończę tylko na gadaniu,  wciąż mam nowe pomysły. "Jazz na ulicach“ powstał, bo miałam ochotę na coś lekko beztroskiego i pozytywnego. Tytuł może być trochę mylący, bo tak naprawdę to miks wielu moich ukochanych gatunków: jazzu, elektroniki,  funku, muzyki filmowej.

Ważny jest tu rytm, luz i swoboda. Przy tej muzyce można tańczyć, wygłupiać się z przyjaciółmi, cieszyć się wiosną w mieście. Jestem dumna, że moje zaproszenie przyjęła Urszula Dudziak, która zgodziła się wystąpić gościnnie w tytułowym utworze. W nagraniach brały też udział m.in. dziewczyny, które poznałam w "The Voice of Poland“ - Gosia Janek i Beata Orbik.

Jesteś bardziej muzykiem czy reżyserem?

Do żadnego środowiska nie należę w 100 proc. Zawsze zależało mi na rozwoju, a to oznacza zmiany, ruch. Kiedyś bałam się,  że zostanę zaszufladkowana, na przykład wciśnięta do pudełka z napisem "jazz“.  Owszem, miałam momenty wahania, kiedy myślałam, czy nie powinnam się skupić na przykład tylko na reżyserii. Ale doszłam do wniosku, że nie potrafię, bo wciąż mnie kusi coś nowego.

Dwa lata temu zostałaś mamą. To kolejne wyzwanie.

- Zanim urodziłam dziecko, trochę się martwiłam, że będę się musiała na trochę wyłączyć. A okazało się, że córka dała mi jeszcze większą motywację do pracy. W rezultacie zrobiłam dwa razy więcej niż zamierzałam. Ale nie będę udawać, że wszystko jest na mojej głowie. Są dwie babcie i mój narzeczony, którzy bardzo mi pomagają.
- Kiedy córka się do mnie przytula i całuje, mogę góry przenosić. My kobiety jesteśmy z natury wielozadaniowe i umiemy robić wiele rzeczy naraz, a wolny zawód sprzyja wychowaniu dziecka. Matka trojga dzieci na etacie? To jest dopiero wyczyn!

Co Lila zmieniła w twoim życiu?

- Na pewno stałam się bardziej ostrożna, zaczęłam częściej myśleć o przyszłości. Dziecko dało mi także czystą, niczym niezmąconą radość. I taka jest moja nowa płyta "Jazz na ulicach“ - wesoła, żywiołowa. Komponując ją, wszystkie swoje lęki i dorosłe smutki zostawiłam za drzwiami. 

Już drugi raz jesteś jurorem w "The Voice of  Poland". To z powodu dziecka przyjełaś propozycję z telewizji?

- Nie. Cenię ten format. Pierwszą edycję oglądałam z wypiekami na twarzy, kibicowałam swoim faworytom, nieraz  zdarzało się, że denerwowały mnie decyzje trenerów. Gdy zaproponowano mi udział w "The Voice“, pomyślałam że to dobra okazja, by przemycić do jednego z największych telewizyjnych show trochę niszowej muzyki. Pokazać szerszemu gronu ludzi dźwięki, których nie ma w komercyjnych mediach.

- W naszym kraju króluje rock oraz pop - do szerokich mediów z trudem przebija się coś innego. Postanowiłam podjąć pewną misję... A sam program mnie zaskoczył. Nie podejrzewałam, że ja - pani reżyser, znająca mechanizmy telewizyjnych widowisk - nie będę potrafiła utrzymać na wodzy emocji. Tymczasem naprawdę bywa, że płaczę, krzyczę, wzruszam się, wkurzam na reguły tej machiny, gdy muszę żegnać się z kolejnymi uczestnikami.  

Podobno w treningi uczestników wkładasz mnóstwo serca.

- To zdolni ludzie, ze świetnymi głosami, często już ukształtowani artystycznie. Staram się więc raczej zwrócić im uwagę na coś, o czym rzadko się myśli, gdy wybiera się ten zawód. Na przykład na to, że muszą wyrobić sobie odporność na brutalną krytykę. Albo na fakt, że sam talent to za mało. Trzeba jeszcze mieć na siebie pomysł, wiedzieć po co wychodzi się na scenę, ciężko pracować. A jeśli nawet spełnią te warunki, na końcu może im zabraknąć odrobiny szczęścia. I wówczas też nic nie wyjdzie z marzeń o karierze.

A ty nie przejmujesz się krytyką?

- Przejmuję, jeżeli pochodzi od fachowców. Ale komentarzy frustratów w internecie nie czytam, nie mam na to czasu. To zresztą nie jest wina sieci, ludzie plotkowali zawsze. Taką mamy naturę. Wiele zależy od naszego nastawienia. Wierzę, że dzięki niemu możemy zmieniać świat i że dostajemy od niego to, co spodziewamy się dostać.

-----

Maria Sadowska jest córką kompozytora Krzysztofa Sadowskiego i wokalistki Liliany Urbańskiej. Jako piosenkarka zadebiutowała, gdy miała kilkanaście lat. Zajmuje się reżyserią ("Dzień Kobiet", 2013 r.), jest charyzmatyczną jurorką "The Voice of Poland", koncertuje i wydaje płyty - ostatnia to energetyczny krążek "Jazz na ulicach". Z Adrianem Łabanowskim są parą z kilkuletnim stażem. Dwa lata temu zostali rodzicami Liliany. Adrian Łabanowski też jest muzykiem, występuje z zespołem reggae No Logo.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje