Nie znoszę samotności

Umawiamy się z Gosią w jednej z modnych warszawskich restauracji na Nowym Świecie. Gdy wchodzi do lokalu, wzbudza spore zainteresowanie męskiej części sali. Bez makijażu wygląda niezwykle młodo i uroczo.

Gosiu, bywasz wybuchowa?
Małgorzata Teodorska:Niestety tak. Jestem bardzo impulsywną osobą.

Reklama

Co musi się zatem wydarzyć, żeby puściły ci nerwy?
To zależy. Czasami jakaś błahostka, głupota sprawiają, że nie jestem w stanie trzymać nerwów na wodzy i łatwo można mnie wyprowadzić z równowagi. Czasami zachowuję się ok, trzymam dystans i staram się być w miarę spokojna. To, co sprawia, że łatwo puszczają mi nerwy, to przede wszystkim niezrozumienie i bezradność.

Tłumisz w sobie skrajne emocje?
Absolutnie nie. Jestem osobą, która zawsze musi z siebie wyrzucić złość, wściekłość, żal.

W jaki sposób je wyrzucasz?
Czasami jest to dobry posiłek, czasami zakupy. A czasami konstruktywna rozmowa z bliską osobą, taniec i lampka dobrego wina.

Jesteś odważna, bojowo nastawiona do życia, czy raczej spokojna, skryta, niewyróżniająca się z tłumu?
Ciężko jest mówić o sobie. Na pewno drzemią we mnie dwie osobowości, dwie zupełne skrajności. W ciągu godziny mój nastrój potrafi zmieniać się kilkakrotnie. Wynika to na pewno z faktu, że jestem matką. Ale jestem też osobą młodą. Stąd czasami, gdy usłyszę super muzykę w samochodzie, od razu chce mi się bawić, tańczyć, krzyczeć. A z drugiej strony muszę być poważna, gdyż jestem przykładem, autorytetem dla mojej córki. Próbuję znaleźć w życiu jakąś zdrową granicę między młodzieńczym szaleństwem, a powagą i odpowiedzialnością wynikającą z faktu, że mam dziecko.

Z zawodu jesteś ekonomistką. Skąd zatem w twoim życiu wzięło się aktorstwo?
Jedni mówią, że tak miało być. Drudzy, że to przypadek, a jeszcze inni twierdzą, że głupi ma zawsze szczęście.

A ty, jak uważasz?
Ja uważam, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Miałam też dużo szczęścia, bo na castingu do serialu Plebania pojawiło się wiele pięknych, zdolnych dziewczyn.

Czujesz na sobie oddech konkurencji młodszych dziewczyn wdzierających się do zawodu?
Nie jestem osobą, która komuś zazdrości czegokolwiek. Zawsze cieszę się, jeśli komuś coś się udaje. Nawet osobom, których nie darzę szczególną sympatią. Trzeba cieszyć się z sukcesów innych i koniec, kropka. (śmiech).

Czy byłabyś na tyle odważna, żeby zadzwonić do wybitnego reżysera z informacją, że nadawałabyś się do jego filmu? Znalazłabyś tyle determinacji w sobie, żeby zrobić tak śmiały krok?
Jeżeli bym tak poczuła, to pewnie zadzwoniłabym. Często bowiem działam impulsywnie, spontanicznie. Wszystko jednak zależałoby od tego, kto reżyserowałby film i co to byłby za projekt.

Dowiedz się więcej na temat: tato | śmiech

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje