Pastorka Monika Zuber: Kobiety są świetnymi duchownymi

- Kobiety, które całe swoje życie poświęcały dla Kościoła, są moimi „muzami” i moim wsparciem. Ich cierpienie, ich odrzucenie, ich dyskryminacja, jakich doświadczyły tylko ze względu na swoją płeć, daje mi siłę, by coś zmienić - mówi pastorka Monika Zuber.

Katarzyna Pruszkowska: Jest pani pastorką w Kościele ewangelicko-metodystycznym. Czy wszystkie kościoły protestanckie, w przeciwieństwie do Kościoła katolickiego, zezwalają na ordynację kobiet? Jak sytuacja ta wygląda w Polsce, a jak w innych krajach?

Reklama

Monika Zuber: - Nie jestem wyświęconą pastorką, pełnię funkcję pastorki odkąd jestem na tzw. próbie przed ordynacją -  w kościołach protestanckich nie ma święceń, ale właśnie ordynacje. W Polsce na pełną ordynację kobiet, prezbiterską, zezwala jedynie prawo Kościoła ewangelicko-metodystycznego oraz Kościoła ewangelicko-reformowanego. Kościół luterański ordynował kobiety do służby diakona, a inne kościoły protestanckie, tzw. wolne,  dopuszczają służbę kobiet jedynie w swoich bardziej charyzmatycznych odmianach.

- W Europie kobiety ordynowane są od zakończenia II wojny światowej, w części krajów od lat 70. Wyjątkiem pozostają takie kraje, jak Włochy czy Polska. W USA kościoły protestanckie zaczęły ordynować kobiety jeszcze wcześniej.

Wśród duchownych katolickich często można spotkać opinię, że ksiądz nie powinien mieć rodziny, żeby być w 100 proc. oddanym sprawom parafii i problemom parafian. Pani udowadnia, że połączenie życia rodzinnego ze służbą jest możliwe. Czy jest trudne?

- Pytania i wątpliwości związane z macierzyństwem są swoistą formą opresji nad kobietami w naszej kulturze. Moją odpowiedź więc zastąpię pytaniami i zachęcam, żeby każdy spróbował na nie sam odpowiedzieć...

- Czy kobieta sama zachodzi w ciążę? Czy jest to jedynie JEJ dziecko? Dlaczego obowiązek wychowania i pielęgnacji dzieci spoczywa w naszym społeczeństwie jedynie na kobiecie? Co mężczyźni zrobili, aby pomóc kobietom wychowywać dzieci, skoro na nią ów obowiązek zrzucają?

- Czy mężczyźni zrobili coś, aby kobieta nie musiała dzisiaj wybierać między macierzyństwem a swoją pracą, powołaniem, pasją? A co zrobił Kościół, aby pomóc kobietom w ich macierzyństwie? Czy za słowami, ideologią, idą jakieś praktyczne formy pomocy angażujące pieniądze, poradnictwo, czas i specjalistów? W jaki sposób Kościół wspiera, praktycznie, matki? Czy jest miejsce dla dzieci w Kościele, czy maluchy mają co robić podczas nabożeństwa, czy ktoś dba o nie?

- Czy Kościół stoi po stronie samotnych matek, czy wspiera macierzyństwo? Czy kobiety czują się wolne w Kościele, niezależnie czy są matkami, czy nie chcą nimi być? Czy doznają w Kościele akceptacji, czy słyszą, że Bóg ma dla ich życia plan i nie jest ten plan ograniczony ich wyborem dotyczącym macierzyństwa?

Aktywna obecność kobiet w kościołach chrześcijańskich była i nadal jest polem do ożywionej i gorącej dyskusji. Czy pani, jako pastorka, żona pastora i matka, może spróbować wyjaśnić, skąd wynika lęk przed dopuszczeniem kobiet do służby?

- Lękiem powinni się przede wszystkim zajmować psychoterapeuci i psychiatrzy, i nie jest to wypowiedź ironiczna. Odpowiedź na pani pytanie była przedmiotem dyskusji 200 lat temu, a zapewne i wcześniej. Dotyczyła życia społecznego, kulturalnego i zaangażowania kobiet w rynek pracy. O owych lękach, uprzedzeniach, patologiach pisano już wiele. Ze swojej strony chciałabym zwrócić uwagę na wieloletnie doświadczenie innych społeczeństw, amerykańskiego i wielu europejskich, w których kobiety pełnią służbę duszpasterską od wielu lat.

- Jest to cenne doświadczenie. Słyszałam wiele pozytywnych opinii nie tylko od kobiet, ale i mężczyzn, którzy dzisiaj nie wyobrażają sobie, by mogło być inaczej. Kobiety zaangażowane, mądre, pełne wiary, nadziei i miłości są wszędzie. To, że Kościół w Polsce nie korzysta z tego potencjału, tych darów i tego bogactwa duchowego, intelektualnego i moralnego jest moim zdaniem wielkim zubożeniem Kościoła. Nie jestem w mojej służbie jakimś dziwnym wyjątkiem.

- Było wiele niezwykłych kobiet, które całe swoje życie poświęcały dla Kościoła. One są moimi "muzami" i moim wsparciem. Ich cierpienie, ich odrzucenie, ich dyskryminacja, jakich doświadczyły tylko ze względu na swoją płeć, daje mi siłę, by coś zmienić. Chciałabym, aby moja córka nie doświadczała dyskryminacji, takiej jak doświadczyła jej prababcia, jak jej babcia i jak jej matka.

- To wszystko może wydawać się proste do zrealizowania, jednak nadal takie nie jest, nadal powracają pewne pytania: Co robimy, by docenić kobiety w Kościele? Co robimy, aby Ewangelia była też dobrą nowiną dla kobiet? Kościół powinien być przykładem, walczyć o prawdę i wartości Ewangelii. Chrześcijanie wieki temu aktywnie walczyli z rasizmem, zwalczali niewolnictwo. Ale mają wiele jeszcze do wywalczenia. W Polsce chrześcijanie powinni walczyć z antysemityzmem, rasizmem czy właśnie dyskryminacją kobiet.

Dowiedz się więcej na temat: Kościół | wiara | kobieta | Pastor | krzyż

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje