Paszport do pisania

Moim paszportem do pisania jest to, że komuś się to przyda - mówi pisarka Roma Ligocka, której zbiór felietonów "Czułość i obojętność" będzie miał premierę 21 maja. Rozmawiamy o książce, pisaniu, emocjach i życiu w cieniu holokaustu.

W tomie felietonów "Czułość i obojętność" autorka odpowiada na wzorowane na kwestionariuszu Prousta pytania, które "chodź proste na pierwszy rzut oka, okazują się fundamentalne, pokazując rzeczywistość z niezwykłą głębią i trafnością oraz złożonością".

Reklama

Dominika Rzepka-Borys, INTERIA.PL: Wkrótce premiera pani nowej książki "Czułość i obojętność". W jej zapowiedzi czytamy, że zawiera: "opowieści szkatułkowe, mistrzowskie połączenie codziennych obserwacji i wydarzeń z przeszłości, skłaniających do refleksji nad tym, co jest naprawdę w życiu ważne". Co jest w życiu ważne?

Roma Ligocka: Myślę, że naprawdę w życiu ważna jest uczciwość. Taka głęboka, przemyślana uczciwość. Wobec siebie samego. Wobec bliskich. Wobec czytelników. Jeżeli jej nie ma, to czytelnik od razu wie, że coś w tej książce może i jest mistrzowskie, ale na pewno nie jest ludzkie. Dlatego na tej uczciwości najbardziej mi zależy. Wymaga ona zarówno zastanowienia się nad treścią, czyli tym, co chcemy powiedzieć, komu chcemy powiedzieć i dlaczego, ale także - jak to powiedzieć. To jest także uczciwość formy, żeby to było mądre, żeby było tak sformułowane, żeby się chciało czytać. Wychodzę z takiego założenia, że piszę tylko takie książki, które sama chciałabym przeczytać. Kupić i przeczytać. Jak myślę sobie, że tej książki bym nie kupiła, to też jej nie napiszę.

Pani kiedyś powiedziała zresztą, że nie pisze literatury, tylko pisze dla ludzi. To jest właśnie ta uczciwość?

Tak, to jest ta uczciwość. To jest to przeniesienie tej rozmowy wewnętrznej, którą człowiek, a pisarz szczególnie, prowadzi ze sobą samym. Czasami bicie się z własnymi myślami, czasami dyskusja z własnymi myślami, czasami dialog serdeczny z własnymi myślami - ja to przekładam na rozmowę z czytelnikiem. Zapraszam go do tego dialogu.

Są książki, z którymi ja po prostu rozmawiam, czytam je po raz któryś z rzędu i rozmawiam z autorem, dlaczego on tak widzi świat, dlaczego opowiada mi o takich, a nie innych ludziach. Mam swoich ulubionych autorów, z którymi ten dialog prowadzę. Kiedyś miałam nadzieję, a dziś już wiem na pewno, że są tacy czytelnicy, którzy też lubią ze mną ten dialog prowadzić i w moich książkach odnajdują siebie, odnajdują sformułowania, myśli, które im przyszły do głowy. I mówią: "pani Romo, skąd pani wiedziała, co ja myślę, co chciałam powiedzieć?" To jest najpiękniejsza zabawa literacka. Nie jakieś skomplikowane fabuły, tylko uczciwa rozmowa.

Pani pierwsza książka: "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" powstała po obejrzeniu filmu Stevena Spielberga "Lista Schindlera", gdzie odnalazła pani samą siebie. Książka "Tylko ja sama" została zainspirowana m.in. artykułami prasowymi, w których pojawiły się oskarżenia wysuwane pod adresem pani ojca. Czy i przy najnowszej książce był taki bodziec, który spowodował jej powstanie?

Właśnie ze zdumieniem uświadomiłam sobie, że w Polsce wyszło już sześć moich książek. Po tylu książkach tym bodźcem jest już sam czytelnik. Świadomość, że ktoś na tę książkę czeka. Pewnie sama bym o tym nie wiedziała i pewnie bym tej książki nie napisała, gdyby nie ludzie, którzy pytają, którzy mówią, że czekają. Dodatkowo w moim życiu prywatnym, w którym zawsze się dużo dzieje, działo się i w ostatnich czasach. I dobrze, i mniej dobrze... Świadomość, że wszyscy mamy jakieś tam cierpienia, że nie wszystko się nam dobrze układa, że jesteśmy nieraz bardzo zranieni wewnętrznie... Uważam, że nie wolno ani epatować własnym cierpieniem, ani też popaść w takie samozadowolenie czy szczęście. Nie wolno myśleć tak: ja jestem osobą szczęśliwą, spełnioną, a wy jesteście po to, żeby was spotykały ludzkie kłopoty i nieszczęścia. Nie. Ja dzielę, my dzielimy ten los. On jest wspólny. Dola człowiecza.

Znalazłam taki fragment w pani nowej książce: "czasem bywam marudna, nieznośna, czasem chcę się odegrać na kimś za jakieś tam niepowodzenia". Podziwiam panią za szczerość. Łatwo jest coś takiego napisać?

Proszę zapytać mojego syna. On o tej marudności mógłby coś powiedzieć... Umiem siebie obserwować i oceniać. Nie można się w sobie przesadnie zakochiwać. Trzeba wiedzieć, że się jest nieznośnym, czasem marudnym i przynajmniej w jakiś sposób za to odpokutować tym, że się o tym głośno powie. To jest właśnie ten rodzaj szczerości. Pełnimy w życiu różne role. Jesteśmy narzeczonymi, przyjaciółkami, kochankami, matkami, córkami, i dobrze jest przypatrzeć się temu, czy nie przesadzamy w tych rolach, czy nie jesteśmy za bardzo... matką, córką, żoną, i tak te ostre kanty troszkę przeszlifowywać. Nie zadowalać się tym, że po prostu jesteśmy i żyjemy sobie z dnia na dzień, tylko - tak jak udało mi się w tej nowej książce napisać - chcieć "każdego dnia coś w sobie zmieniać".

Roma Ligocka opowiada o nowej książce:



Dowiedz się więcej na temat: kłopoty | dialog | dług | rzeczy | Biznes | show | świat | świadomość | paszport | ligocka | Roma Ligocka | książki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje