Rodzice zawsze mnie słuchali

Przepis na Supernianię to dom pełen fantastycznych kobiet i dużo miłości. Dorota Zawadzka (46) tylko nam opowiada, jaką szkołę dała własnym rodzicom.

Była upartym dzieckiem. Kiedy mówiła "nie", nikt nie był w stanie zmusić jej do zmiany decyzji, choćby dotyczyła ona tylko wyboru sukienki. Na szczęście rodzice Doroty wykazywali się intuicją i nie naciskali. Stanowczość została Superniani do dziś. "Niedawno Dorota kupiła psa. Nazwała go Ogar. Ponieważ oboje są bardzo uparci, mam dla nich wspólne przezwisko Osiołek", mówi jej mąż Robert Myśliński.

Reklama

Największe przewinienie Superniani w dzieciństwie? Zawadzka zastanawia się. Po chwili już wie: kiedy miała 7 lat, mama znalazła w jej drewnianym piórniku papierosa. Nie strofowała, zaczekała na odpowiedni moment. Któregoś wieczora przy gościach palących klubowe zawołała do Doroty: "Ty, kochanie, też zapal z nami. Bo nie wiem, czy państwo wiecie, ale nasza Dorotka też pali". Dorota prowokacyjnie sięgnęła po klubowego. A potem bardzo długo nie wzięła papierosa do ust.

Babski dom

Dorota Zawadzka jest warszawianką, wychowała się na Ochocie w ośmiopiętrowym bloku. "W niedzielę razem ze starszą siostrą Anią i rodzicami chodziłyśmy na spacer, a potem do restauracji na obiad. "Tam, gdzie teraz jest Dworzec Zachodni, rozciągały się łąki, po których biegałam z paczką przyjaciół. Było nas około trzydziestki dzieciaków, zabieraliśmy na nasze wyprawy lalki i koce. "Dziś nikt już w Warszawie nie wypuszcza dzieci na podwórko. Czasy się zmieniły, a szkoda", mówi z żalem. Zawadzka spędziła dzieciństwo wśród fantastycznych kobiet. Jej "babski dom" tworzyły opiekuńcza babcia, wyrozumiała mama (Dorota chciała tak jak ona zostać nauczycielką), siostra Ania (starsza o 6 lat) oraz dużo ciotek, które nie miały własnych dzieci. "Czułam się jak pączek w maśle", mówi dzisiaj Superniania. "Wychowywano mnie niemal jak jedynaczkę, bo siostra była dużo starsza i szybko się usamodzielniła. Zawsze czułam się dzieckiem bardzo kochanym, ale nie rozpieszczanym. W dorastaniu towarzyszyło jej poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. "Kiedy wracałam do domu, czekała babcia z ugotowanym obiadem". Kapusta z zasmażką i gnieciona marchewka z ziemniakami to do dziś ulubiony zestaw Doroty.

Przyznaje, że w jej rodzinie brakowało mężczyzn. Tata był socjologiem, zawsze dużo pracował. We wspomnieniach jest raczej kumplem niż surowym wychowawcą. Nadal imponuje jej tężyzną fizyczną i energią. Obu dziadków Dorota nie znała, bo zmarli jeszcze przed wojną.

Szkolna miłość

Pierwsze uniesienia? "W Liceum im. Juliusza Słowackiego byłam już bardzo poważną narzeczoną. Wszędzie chodziliśmy z Maciejem za rękę, świata poza sobą nie widząc", wspomina Zawadzka. Być może dlatego nie miała wtedy przyjaciółek. Teraz zwierza się Małgosi. Poznały się w studium nauczycielskim. Mają dzieci w podobnym wieku i razem spędzają wakacje. Dziś Superniania, fanka internetu, metodycznie odnawia kontakty z dawnych czasów na portalu "Nasza klasa". Może dlatego, że jako studentka nie miała czasu na życie towarzyskie? Pochłonęła ją nauka (na psychologii miała stypendium za wyniki) i... macierzyństwo. Na studiach zakochała się w wykładowcy, urodziła pierwszego syna Pawła (20), a cztery lata później Andrzeja (16). Mówi: "To absolutnie najcudowniejsza rzecz, jaka mi się w życiu przydarzyła".

Najważniejszy był stół

Za co jest wdzięczna dziś rodzicom? "Za miłość bezgraniczną i za to, ze zawsze słuchali tego, co mówię". Nie wmawiali jej, że może osiągnąć wszystko. Za to wspierali w tym, w czym była dobra. Marzyła o podróżach, więc kupowali jej globusy, mapy, zapisywali na angielski. Do dziś Dorota planuje wyprawy palcem po mapie. Niestety, boi się latać. Doskonale pamięta długie dyskusje z rodzicami przy stole. Teraz, kiedy odwiedza dzieci w całej Polsce, dziwi się, że w tak wielu domach brakuje porządnego stołu w kuchni. Są czterdziestocalowe telewizory i barki z wysokimi krzesłami. W jej domu stół kuchenny był centrum rodzinnego świata. Tam odrabiało się lekcje, jadło obiad, planowało wakacje i rozmawiało. Kiedy miała kłopot, rodzice służyli radą, ale zawsze pozwalali dokonać jej własnego wyboru. Zawadzka cieszy się, że takie wzorce mogła przekazać synom. Nie protestowała, gdy starszy po maturze zdecydował: "idę na swoje", a młodszy po rozwodzie rodziców zamieszkał z ojcem. Dziś znów mieszka z mamą! "Jestem o synów spokojna, bo mówią, że są szczęśliwi. Zawsze mogli liczyć na to, że ich wysłucham i zrozumiem".

Iwona Zgliczyńska

Więcej informacji znajdziesz w magazynie o gwiazdach Show - najnowszy numer już 10 listopada!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje