Wiek to część mojej osoby

Czas zrobił dla niej wyjątek i zwolnił bieg. Od lat zachwyca osobowością, talentem i... nieprzemijającą urodą. Idealne rysy twarzy, olśniewająca figura i perfekcyjny styl sprawiają, że jest wzorem dla milionów Polek.

Piękna i utalentowana. Nazywana polską Meryl Streep, podobnie jak amerykańska gwiazda nie dostarcza pożywki plotkarskim portalom i prasie, a najbardziej ceni sobie życie rodzinne. Popularność dała jej rola Judyty w kultowej komedii romantycznej "Nigdy w życiu". Stworzyła postać pełną pozytywnej energii, która kobietom po przejściach nieustannie poprawia nastrój i przywraca wiarę w siebie. Dziś oglądamy ją w serialu "Instynkt", gdzie gra tajemniczą policjantkę o nietypowych uzdolnieniach. Ponoć rola została napisana dla mężczyzny, ale reżyser zrozumiał, że powinna zagrać ją właśnie... Danuta Stenka.

Reklama

Ucieszyła panią propozycja zagrania komisarz Anny Oster?
Danuta Stenka: - Ucieszyłam się, zanim padła konkretna propozycja. Kiedy zadzwonił do mnie Patryk Vega, reżyser, i powiedział: "Słuchaj, zaczynam serial kryminalny", zgodziłam się w ciemno, nie wiedząc nawet, czy wystąpię w roli policjantki czy ofiary, czy w jednym odcinku, czy w kilku, czy będzie to rola, czy epizod. Ale najciekawsze było przede mną: Patryk powiedział mi, że w scenariuszu główną postacią jest mężczyzna, komisarz obdarzony wyjątkową intuicją. I dodał: "No wiesz, taką intuicję kobiecą. Pomyślałem, że powinnaś go zagrać ty".

Trudno jest grać profesjonalną policjantkę? Przeszła pani jakieś specjalne treningi?
- Moja bohaterka jest postacią dość złożoną. Nie jest typową policjantką, rozwiązującą zagadki idąc po śladach dostępnych zmysłom. Choć te oczywiście nie umykają jej uwadze, ona podąża przede wszystkim za podszeptami swojej intuicji.

- Nie, nie przechodziłam żadnych specjalnych szkoleń. Pierwszą bójkę, która ma miejsce w drugim odcinku, trenowaliśmy w sali gimnastycznej, pod okiem naszego koordynatora kaskaderskiego, Rysia Janikowskiego, ale pozostałe "rękoczyny" Rysio układał już na planie, na bieżąco. Poinstruował mnie też, jak się obchodzić z bronią. A na co dzień moim doradcą i przewodnikiem po "pistoletowym" świecie jest mój aktorski i policyjny partner Szymek Bobrowski, który ma za sobą znaczące role "z bronią w ręku". A poza tym jest fanem kina akcji i naprawdę się na tym zna.

Podobno ta rola to spełnienie pani marzeń z dzieciństwa?
- Uściślijmy: moich chłopięcych marzeń. Bo te dziewczęco-księżniczkowe, czyli piękne suknie, krynoliny, fryzury, peruki, kolie itp. spełniają mi się w każdej prawie roli, zwłaszcza kostiumowej. Moje chłopięce marzenia rodziły się w dzieciństwie podczas zabaw z bratem - ganiania z pistoletami na kapiszony i korki, walk na szable wystrugane z drewna i znalezione w polu autentyki, budowania szałasów, "bunkrów" w śniegu czy też podczas czytania, w ślad za bratem, książek przygodowych.

- Noszę w sobie tego chłopaka, który od czasu do czasu daje o sobie znać. Czasem jest to bardzo przydatne np. kiedy robiłam prawo jazdy. Po raz pierwszy wsiadłam za kierownicę w liceum. Podeszłam do tego po dziewczyńsku i skończyło się kompletną klapą. Zrezygnowałam w połowie zajęć. Więc kiedy kilka lat później wzięłam się za to po raz kolejny, odezwał się we mnie mój chłopak i poprowadził mnie jak po sznurku do egzaminu i do prawa jazdy.

- Moim instruktorem był pan, który uczył w samochodówce. Któregoś dnia powiedział: "Jeździ pani lepiej od niejednego naszego chłopaka". Oczywiście potraktowałam to z przymrużeniem oka, ale był to dla mnie sygnał, dzięki któremu poczułam swój "męski" potencjał. Do tej chwili myślałam, że prowadzenie auta to planeta, na którą nie mam wstępu.

Pani w życiu też kieruje się intuicją?
- Zdecydowanie tak! Przez długą cześć życia robiłam to nieświadomie, ale z czasem zdałam sobie sprawę, że intuicja jest moim najlepszym doradcą. Dziś staram się bardziej słuchać serca niż głowy, mimo że rozum próbuje pierwszy "położyć łapę" na wszystkich moich decyzjach. Oczywiście, gdy sprawy nie układają się tak, jakbym chciała, rozum zaczyna mnie zadręczać: "A widzisz, trzeba było posłuchać mnie i kierować się zdrowym rozsądkiem". Ale z czasem okazuje się, że nawet jeżeli po drodze potknęłam się albo zabrnęłam w ślepą uliczkę, to zawsze był w tym był jakiś głębszy sens.

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Stenka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje