Zbytków nie pamiętam

Jako kilkulatka mistrzowsko podkradała ciasteczka i organizowała wieczory z duchami. Lubiła podglądać westerny. Nosiła ubrania po starszym bracie i długo uważała się za brzydką...

"Jezioro, kościół, szkoła, sklep i poczta. Całe Gowidlino", śmieje się aktorka pytana o rodzinną miejscowość na Kaszubach. W przeddzień narodzin Danuty wybuchł tam pożar, który strawił dom dziadków.

Reklama

Ośmioosobowa rodzina musiała więc pomieścić się w służbowym nauczycielskim mieszkanku mamy przyszłej aktorki. Na szczęście kiedy dziewczynka skończyła trzy lata, Stenkowie przeprowadzili się do samodzielnie wybudowanego domu.

"Niektórzy uważali nas za bogatych, bo mieliśmy pierwszą we wsi łazienkę, no i telewizor"

, wspomina aktorka. Kiedy emitowano "Stawkę większą niż życie", do domu schodziła się cała wieś. "Nikt nawet nie pytał, czy może wpaść. To się rozumiało samo przez się. Zdejmowali buty przed drzwiami, wchodzili i siadali, gdzie się dało".

Danuta i jej starszy o dwa lata brat Gienek najbardziej czekali na wieczorne seanse. "W sobotę leciały filmy dla dorosłych. Wychodząc po dobranocce z pokoju rodziców, celowo uchylaliśmy drzwi, żeby potem na czworakach przez szparkę podglądać. Czasem udawało nam się w ten sposób obejrzeć cały western!", mówi aktorka.

Wielkim sprytem rodzeństwo wykazywało się także w zdobywaniu słodyczy. "Nie było ich do woli, ale dla gości mama zawsze miała odłożony awaryjny zapas ciasteczek. Niełatwo było z pudełka, które zostało pozaklejane po bokach, a ciastka wewnątrz dodatkowo zawinięto w filię, wyjąć zawartość bez naruszenia opakowania.

A jednak nie raz i nie dwa zdarzało się, że mama otwierała fabrycznie zamknięte pudełko i okazywało się, że w środku nie ma jednej trzeciej zawartości", zaśmiewa się gwiazda.

Z bratem spędzała mnóstwo czasu.

"Latem razem z kolegami chodziliśmy nad jezioro i do lasu na jagody. Jesienią bawiliśmy się na boisku, a zimą chodziliśmy na sanki i jeździliśmy na łyżwach na zamarzniętym jeziorze.

Oczywiście o figurówkach nikt nawet nie marzył. Kupowało się same płozy, które nakładało się na jakiekolwiek buty. Łyżwy były, jakie były, ale i tak dawały kupę radości", mówi Danuta. Zimą rodzeństwo miało jeszcze jedną rozrywkę - u babci organizowało zawody w robieniu... na drutach.

"Wywijaliśmy na nich, kto pierwszy zrobi szalik, czyj będzie dłuższy, ładniejszy". Danusia i Gienek zapraszali też kolegów na "wieczorki z duchami". "Przygotowywaliśmy kanapki, herbatę, czasem wino porzeczkowe własnej roboty. Stawialiśmy na stole lampę naftową, gasiliśmy światło i zaczynały się opowieści o duchach. Bałam się potwornie!", wspomina.

Jako nastolatka bardzo przeżywała, że rodziców nie stać na ubrania dla niej.

"Zbytków nie pamiętam. Donaszałam rzeczy po bracie. Pamiętam, że strasznie się wstydziłam, że muszę chodzić w jego portkach. To były spodnie szyte u krawca, z rozporkiem zapinanym na guziki. Od razu widać było, że męskie.

Zazdrościłam koleżance Grażynie, która miała śliczne damskie, z zamkiem z boku". Kilka lat później wujek z RFN-u zaczął przysyłać im paczki z ubraniami. "Te ciuchy z second-handu to był luksus. Choć pamiętam, że najbardziej walczyłam z bratem o pastę do zębów", śmieje się Danuta.

Prawdziwą szkołę życia dało jej liceum w Kartuzach. "Nie wiedziałam, jak korzystać z pociągów i tramwajów, jak skasować bilet. Do tego mieszkałam w bursie, gdzie panowały surowe zasady. Ten wyjazd był dla mnie poważnym krokiem w dorosłość", mówi. Drugim był pierwszy wyjazd za granicę. "To było tuż po maturze. Pojechaliśmy na wymianę szkolną do Paryża.

Nigdy nie zapomnę widoku centrum handlowego - w samym środku stał samochód, obok wielka fontanna, a dalej mnóstwo kolorowych sklepów. U nas nie było wtedy nic poza octem i musztardą!", wspomina z nostalgią gwiazda.

Wcale nie chciała zostać aktorką.

Planowała pracować jako nauczycielka w Gowidlinie - tak jak jej mama. Krótko nawet uczyła rosyjskiego. Na studium aktorskie przy teatrze Wybrzeże w Gdańsku namówiła ją nauczycielka języka polskiego. "Do egzaminów przygotował mnie aktor Teatru Miejskiego w Gdyni, Stefan Iżyłowski. Pamiętam, że na początku studiów byłam jak dziecko, które uczy się chodzić.

Nie wiedziałam niczego!". Kiedy zaczęła grać, okazało się, że ma wielki talent, ale brakowało jej pewności siebie. "Siedemdziesiąt kilo żywej wagi! Byłam całkiem spora i miałam świadomość, że jestem aktorką charakterystyczną.

Nawet gdy obsadzano mnie w rolach amantek, wydawało mi się, że widownia myśli: "Kogo nam tu pokazujecie? Tyle mamy ładnych aktorek w teatrze. Tej grubej nie chcemy!".

Dopiero w dojrzałym wieku dotarło do mnie, że odpowiednio przygotowana i opakowana mogę sobie pozwolić na zagranie kobiety atrakcyjnej", mówi Danuta, dziś uważana za jedną z najpiękniejszych aktorek.

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Stenka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje