Dekady pięknej mody

Tańczą swing, noszą torebki z lat 30., nylonowe pończochy, szyją sukienki według wykrojów ze starych żurnali. O historii damskiej mody i rosnącej popularności stylu vintage rozmawiamy z Agnieszką Śmieją, założycielką bloga Retrostyl.

EksMagazyn: Jak to się stało, że zainteresowałaś się modą vintage?

Reklama

Agnieszka Śmieja: - Pod wpływem zainteresowania muzyką z tamtych czasów. Od płyt przeszłam do strojów. Fascynuje mnie w ubraniach z mojej ukochanej epoki, czyli od lat 20. do 60. to, że był podział na ubrania codzienne i na wyjście. Potem zaczęło się to mieszać. Lubię zaznaczyć strojem wyjątkową okazję i trochę mi tego brakuje w współczesnych czasach. Drugą moją bolączką jest usportowienie stroju codziennego. Jestem zwolenniczką elegancji, lubię klasykę. Wydaje mi się po prostu, że styl retro pasuje do mojej osobowości.

 Na spotkanie przyszłaś w stroju, fryzurze i makijażu retro. Na co dzień też chodzisz ubrana w takim stylu?

- Tak. Staram się, by mój ubiór, dodatki, uczesanie i makijaż stanowiły spójną całość. Fascynują mnie grupy rekonstrukcyjne, szczególnie te zajmujące się strojem codziennym. W Polsce jest bardzo dużo grup zajmujących się umundurowaniem z XX wieku czy tych nawiązujących do Średniowiecza. Jeśli chodzi o strój vintage, to przykładowo w Warszawie działa grupa Bluszcz, dziewczyny zajmują się rekonstrukcją strojów bardzo profesjonalnie. Zaopatrują się w oryginalne tkaniny i dbają o wszystkie szczegóły.

Ruch związany z modą vintage przeżywa rozkwit?

- Zdecydowanie. Mam nadzieję, że u nas będzie podobnie jak w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie jest całe środowisko, które tak żyje. Mam tu na myśli strój codzienny, wnętrza, samochody, muzykę, której się słucha, a nawet sposób mówienia czy poruszania się. Styl pin-up święci ogromny come back. Są kursy makijażu retro, w internecie można znaleźć bardzo dużo tutoriali na temat makijaży.

 Dziewczyny noszące retro ciuchy, noszą też retro fryzury. Czy ktoś potrafi jeszcze w ten sposób czesać ?

- Faktycznie jest z tym problem. Fale wyciskane w stylu lat 20. są cały czas nauczane w szkołach fryzjerskich, ale pewnie nie ma dla kogo ich potem wykonywać. Fryzura to jeden z najtrudniejszych i najbardziej czasochłonnych elementów mody retro. Podejrzewam nawet, że kapelusze noszono niekoniecznie tylko ze względów estetycznych. Być może panie, kiedy nie chciało się im układać włosów, wkładały nakrycie głowy ukrywające to, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Zresztą moja babcia w ten sam sposób mówiła o rękawiczkach - zakrywały nie do końca zadbane dłonie.

 Większość rzeczy, które prezentujesz na blogu, pochodzi ze sklepów z używaną odzieżą, strychów znajomych, targów staroci lub jest wyszperana w internecie. Kiedy bierzesz do ręki sukienkę lub płaszcz, jesteś w stanie rozpoznać z jakich lat pochodzą?

- Mamy ogólne zasady, od których są oczywiście wyjątki. Pierwsza rzecz, na jaką zwracam uwagę to fason, ale on potrafi być mylący, bo przecież często wracamy w modzie do tego, co było wcześniej. Drugi krok to materiał i metki. Do lat 60. na metkach nie umieszczano składu materiału ani wskazówek, w jaki sposób dbać o ubranie. Metki wyglądały inaczej niż dzisiaj - nie były papierowe, tylko miały wyszywane lub haftowane napisy. Zamki metalowe były używane do lat 60., potem do masowej produkcji weszły plastikowe, choć tutaj też można się pomylić. Elsa Schiaparelli, znana projektantka z lat 30., korzystała z zamków plastikowych. Zamek był wtedy zresztą bardzo popularnym motywem zdobniczym. Być może dlatego, że był nowością, wcześniej ubrania zapinano na haftki czy guziki. Ubranie można też umiejscowić w czasie po sposobie szycia. Wczesnopowojenne maszyny miały inne wzory wykończeń niż te nowocześniejsze. Overlock nie był dostępny, spódnice czy sukienki podwijano i wykańczano ręcznie.

 W jaki sposób traktujesz modę?

- Jestem zwolenniczką pisania o historii sztuki użytkowej, do której można też zaliczyć modę, w szerszym kontekście: politycznym, społecznym, obyczajowym, kulturowym. Na blogu piszę o modzie w różnych dekadach XX wieku, ale zamierzam zająć się też przekrojowo, np. historią palta. Można zobaczyć, jak to wszystko, co działo się na zewnątrz, kreowało poszczególne elementy garderoby. Tym bardziej, że moda kobieca z XX wieku odwzorowuje doskonale te zmiany, które zaszły w obyczajowości. Poczynając od czasów I wojny światowej właściwie do dzisiaj. 

Porozmawiajmy o samych strojach. Co decydowało o tym, że moda ulegała przemianom?

- Niestety, zmiany zawsze przynosiły wojny. W czasie I wojny światowej mężczyźni poszli na front, a kobiety musiały zająć się sprawami, z którymi nie miały do czynienia, na przykład pracą i utrzymaniem rodziny. To spowodowało, że zrzuciły gorsety, bo one wciąż funkcjonowały, pomimo całego ruchu reformatorskiego, który istniał już od drugiej połowy XIX wieku. Co ciekawe przewodzili mu mężczyźni i to oni mieli decydujący głos, a propos noszenia gorsetów, tego czy to jest zdrowe, ładne, czy tak powinno być. W pewien sposób to mężczyźni kreowali modę na sylwetkę kobiecą. Dopiero I wojna światowa i praktyczne względy sprawiły, że gorset został ostatecznie wyrzucony. Jeszcze w okresie secesyjnym gorsety były bardzo popularne, zmienił się ich kształt, były wygodniejsze, ale cały czas były.

 Po wyrzuceniu gorsetów przyszedł czas na chłopczyce z lat 20.?

- Po czasie niepokoju, wojen, przychodzi czas odprężenia. Ludzie chcą się cieszyć, świętować, to że żyją i że jest względny spokój. Można wtedy zobaczyć pewne rozluźnienie obyczajowości. Tak było w latach 20. i było to też związane z prawami, które kobiety otrzymały w czasie wojny. Krótkie włosy, krótsze sukienki były tego manifestem. Do czasów I wojny suknie były skrócone, zaledwie tak, by odkrywać kostkę. Dopiero w latach 20., pojawiła się długość do połowy łydki, a pod koniec lat 20. widzimy, że sukienki sięgają za kolano.

 Co działo się z damską modą, kiedy przyszła II wojna światowa?

- Kobiety wdziały mundur i poszły w szeregi. Zaczęły chodzić powszechnie w spodniach. Wcześniej oczywiście też je nosiły, ale nie było to akceptowane przez większość społeczeństwa. Spodnie były dozwolone dla kobiet tylko przy okazji uprawiania sportów, wyjazdów wczasowych. Dopiero w latach 40. zaczęto je ubierać np. do pracy.

Tego typu punkty zwrotne można znaleźć w każdej dekadzie?

- Tak. W latach 50. zaczęła się tworzyć grupa społeczna nazywana dziś nastolatkami. Widać to jeszcze bardziej w latach 60. Zaczęto tworzyć ubrania dla ludzi młodych, wcześniej dzieci były kopiami ludzi dorosłych. Stroje szyte dla nich były miniaturkami ubiorów dla starszych.

- Szycie masowe, które rozpoczęło się w latach 20, a na wielką skalę rozkwitło w latach 50., kiedy powstały największe koncerny, było kolejnym ogromnym krokiem w historii mody. Do tego czasu wszystko szyto na miarę, a nagle można było kupić ubrania - i to we wszystkich rozmiarach - w sklepach.

Ponoć w polskich szafach zachowało się mało oryginalnych strojów retro, bo w PRL sukienkę po prababci przerabiano na bal maturalny dla wnuczki...

- To prawda. W Polsce, w odróżnieniu od krajów zachodnich, zachowało się mniej oryginalnych strojów vintage.

Z czego szyto te ubrania?

- Bawełna zdobyła uznanie w połowie XIX wieku. Przed wojną był to najtańszy materiał, z jakiego można było coś uszyć. Robiono z niej bieliznę, pończochy, potem też bluzki i sukienki letnie. W latach 30., po nadejściu kryzysu w Polsce, organizowano bale perkalikowe, czyli namawiano kobiety do noszenia materiałów produkowanych w kraju. Włókiennictwo stało jeszcze wtedy na wysokim poziomie, robiono tkaniny takie jak polski len, perkal czy jedwab. W latach 40. wynaleziono poliester i od tego czasu zaczyna się on wkradać do składu tkanin. W latach 60. wszyscy produkują sukienki z krempliny czy bistoru. Popularne były też stylonki - czyli pończochy nylonowe.

A co jest twoim zdaniem najbardziej kobiece w modzie vintage?

- Zależy, co komu się podoba. Ja mam takie smutne spostrzeżenie, że lata 20., które stały pod znakiem chłopczycy, mimo wszystko były bardziej kobiece niż współczesne. Wizerunek kobiety wyzwolonej, która ścięła włosy, nie zaznaczała talii i biustu, miał swój urok. Kobieta pozostawała przez to tajemnicza, zagadkowa. Nie odkrywała wszystkiego. Tak, jak większość hobbistek mody vintage i pewnie nie tylko, za najbardziej kobiece uważam lata 50. Jest to związane z modą new look Diora, który wprowadził bardzo podkreśloną talię, szerokie spódnice, dopasowane góry, opływową, łagodną figurę. W latach 40. sylwetka też miała bardzo wyraźnie zaznaczoną talię, ale całość była bardziej kanciasta przez karykaturalnie podkreślone ramiona. Potem zresztą czerpały z tego lata 80.

Obecnie trendy zmieniają się co sezon. Sieciówki i projektanci dyktują obowiązujące linie. Czy zawsze moda zmieniała się w tak szybkim tempie?

- Trendy były zawsze, nawet w modzie XIX wiecznej. W naszych czasach łatwiej jest być dobrze ubranym i to zgodnie ze swoją osobowością, stylem, łatwiej jest kreować wizerunek. W latach 20. był narzucony jeden styl, wszyscy chodzili ubrani tak samo. Dopiero w latach 50. pojawiły się trzy linie: rozkloszowana, prosta i potem tzw. linia jajo, niepodkreślająca talii. To był sygnał, że niekoniecznie musi obowiązywać jedna sylwetka w tym samym czasie. Kobietom dawano pewien wybór. Na początku lat 50. "college girl" w Stanach Zjednoczonych chodziły z jedną nogawką spodni podwiniętą nieco wyżej niż druga. I to poniekąd raziło, tak jak bardzo kolorowe, farbowane nylony, które nie do końca odpowiadały starszym paniom. Później ruchy związane z buntem młodzieży, moodsi, hipisi zaczęły zmieniać modę. Ale to już temat na innego bloga.

 Rozmawiała: Joanna Jałowiec

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.
Dowiedz się więcej na temat: moda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje