GMO - bać się czy nie?

Żywność modyfikowana genetycznie budzi mnóstwo wątpliwości. Stawka w grze o jej upowszechnienie jest wysoka.

Kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa (w skrócie CETA) między Unią Europejską a Kanadą wywołuje niepokój w krajach naszego kontynentu. Chodzi m.in. o to, że Kanada należy do największych na świecie producentów żywności modyfikowanej genetycznie, która - jak się obawia wielu Europejczyków - teraz nas zaleje. A tego byśmy nie chcieli, gdyż obawiamy się, że GMO źle wpłynie na nasze zdrowie.

Reklama

Organizm modyfikowany genetycznie (w skrócie po angielsku GMO) to taki, który nie powstałby w naturze bez ludzkiej pomocy. Np. ryż z genami żonkila, który zawiera więcej witaminy A niż "normalny", czy pomidor z genami ryby, dzięki czemu jest bardziej odporny na zimno. Najwięcej obaw budzi właśnie manipulowanie genami pochodzącymi z różnych gatunków.

W medycynie robi się to od dawna, m.in. dzięki temu otrzymujemy insulinę potrzebną cukrzykom. Tu jednak chodzi o zastosowanie GMO w rolnictwie, aby uzyskać lepsze wyniki w uprawie i hodowli: by zwierzęta lepiej rosły, pomidory były dłużej świeże, winogrona nie miały pestek, zaś kukurydza i soja dawały lepsze plony z hektara.

Korzyści dla producentów są oczywiste, pytanie tylko, czy taka modyfikowana żywność nie okaże się szkodliwa dla konsumentów: nie wywoła alergii czy nawet raka. Ogromna większość naukowców zajmujących się GMO uważa, że nie ma zagrożenia. Ich zdaniem ludzi trzeba przekonać, potrzebna jest wręcz kampania edukacyjno-informacyjna. Wspiera ich prawie 300 organizacji, w tym Światowa Organizacja Zdrowia.

Ale nie wszystkie - są również takie, które uważają GMO za potencjalnie chorobotwórcze i zalecają dalsze badania ich wpływu na żywe organizmy. Z dużą rezerwą odnoszą się do GMO zwłaszcza organizacje ekologiczne, które ostrzegają, że rzeczywiste skutki spożywania tej żywności poznamy dopiero za kilka dekad.

Konsumentom trudno się w tym połapać. Według sondaży prawie siedmiu na dziesięciu Polaków nie kupiłoby produktu z GMO, nawet gdyby był dużo tańszy od "zwykłej" żywności. Ale przyznajemy też, że brakuje nam wiedzy na ten temat. Przepisy obowiązujące pod tym względem w Polsce są zaś niespójne. Nie wolno uprawiać roślin modyfikowanych genetycznie, lecz można np. sprowadzać zza granicy pasze z GMO, przez co zjadamy mięso zwierząt nimi karmionych. Wprawdzie producent ma obowiązek informowania klientów, że produkt jest modyfikowany - i takie informacje są np. na olejach z soi GMO w polskich sklepach - ale w przepisach jest luka i znakowania mięsa ten obowiązek nie dotyczy. Nie ma też systemu znakowania produktów wolnych od GMO.

Argumenty za i przeciw GMO

Zwolennicy żywności modyfikowanej genetycznie podkreślają, że dzięki temu realne jest zmniejszenie głodu na świecie. Modyfikowane rośliny mają większą wartość odżywczą i są bardziej odporne. Dzięki GMO można będzie też stworzyć tzw. jadalne szczepionki dla ludzi, poprzez wprowadzenie do roślin genów zwiększających odporność na niektóre choroby.

Przeciwnicy GMO wskazują, iż jego faktyczny wpływ na środowisko i nasze zdrowie poznamy za kilkadziesiąt lat. Wprowadzanie do roślin nowych genów może wywołać niespodziewane, nieznane jeszcze efekty uboczne. Uprawy GMO już zwiększyły zużycie środków ochrony roślin i skażenie otoczenia.


Potrzebujemy więcej czasu

Czy w polskich sklepach jest żywność GMO? Bardzo niewiele, ponieważ roślin modyfikowanych nie można u nas uprawiać. Wolno je importować - sprowadzamy m.in. soję, kukurydzę i rzepak GMO, tyle że głównie z przeznaczeniem na paszę dla zwierząt.

Prof. Katarzyna Lisowska, biolog molekularny, Instytut Onkologii w Gliwicach: - Istnieją twarde dowody na szkodliwość GMO? Okres obserwacji jest jeszcze za krótki. Nie wiemy np., czy nie mamy do czynienia z tzw. toksycznością chroniczną, taką jak w przypadku palenia papierosów. Poza tym takie modyfikacje najczęściej robi się po to, żeby rośliny można było opryskiwać silnymi środkami chwastobójczymi. Wtedy ludzie mogą zjadać ich pozostałości wraz z roślinami.

Żywność modyfikowana podbiła USA i Kanadę. Jak będzie u nas?

- W USA koncerny blokują nawet próby znakowania żywności GMO. Europa się broni, lecz w umowie handlowej z Kanadą są zapisy o znoszeniu barier biotechnologicznych...

Niech nauka się wypowie

Andrzej Bobrowski (40 l.), elektromechanik, ojciec 2 dzieci: - Nie jestem żadnym nawiedzonym ekologiem - kupuję w zwykłych sklepach, jak większość klientów. Na razie wolałbym jednak nie jeść żywności genetycznie modyfikowanej i nie dawać jej dzieciom, ponieważ nie mam pewności, że nam nie zaszkodzi. Różne dodatki chemiczne do żywności też miały być "pod kontrolą": bezpieczne, przebadane, obojętne dla zdrowia itd. A dzisiaj co? Każdy wystrzega się konserwantów i barwników, jak może, i chyba nikt nie dyskutuje z tym, że zjadamy ich za dużo. Niektóre wywołują alergie, a nawet mogą sprzyjać rozwojowi poważniejszych chorób.

Widzę to na przykładzie własnych córek - dopóki nie zwracaliśmy szczególnej uwagi na to, że jemy dużo żywności przetworzonej, bez przerwy miały infekcje, które ciągnęły się tygodniami. Odkąd moja żona zaopatrzyła się w książki o jedzeniu bez chemii i sama przygotowuje dzieciom większość posiłków, nastąpiła poprawa. Mam przeczucie, że podobnie może być z GMO. Czytałem, że naukowcy spierają się na ten temat. A tymczasem moja rodzina i ja mamy to jeść? Dziękuję, poczekam, aż coś się definitywnie wyjaśni!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje