Kłóćmy się na zdrowie!

Sprzeczki bywają zwykle przykre, to fakt. Ale czasem warto wyrzucić z siebie żal i złość, by znów iść zgodnie przez życie. Podpowiadamy, jak się kłócić, żeby związek na tym skorzystał, a nie stracił.

DLACZEGO TO SIĘ OPŁACA... korzyści ze sprzeczki

Reklama

Większość z nas uważa, że kłótnie są dowodem kryzysu w związku, a słowa, które podczas nich wypowiadamy w złości, ranią bardziej niż kilka "cichych dni". Dlatego wolimy milczeć, demonstrując w ten sposób swój żal do partnera, niż narazić się na nieprzyjemną wymianę zdań. Ale prawda jest taka, że związek może więcej zyskać na kłótni niż na dystansie i wycofaniu się. Bo często za pozornie błahymi sprzeczkami stoją ważne uczucia: zazdrość, smutek, tęsknota, które na co dzień tłumimy. A to przecież dzięki tym emocjom wiemy, że wciąż nam na sobie zależy, że nie staliśmy się wobec siebie obojętni.

Jak jednak sprawić, by spory zmieniały związek na lepsze, a nie były tylko wybuchem frustracji? Ważne, aby:

- szanować uczucia drugiej strony i uważnie jej słuchać,
- próbować zrozumieć, czym się martwi, do czego dąży,
- naprawdę szczerze chcieć porozumienia.

Wtedy kłótnia może być sposobem na rozwiązanie problemów, rozładowanie napięcia i pomocą w mądrym zaplanowaniu wspólnej przyszłości.

PRETENSJE... jak je wyrażać, by raniły jak najmniej

Sprzeczki, które prowadzą donikąd, najczęściej wyglądają tak samo: jedna strona wykrzykuje oskarżenia pod adresem partnera, a on nie pozostaje dłużny. Tak wpadamy w błędne koło wiecznych wymówek. A ponieważ w ten sposób nie da się rozwiązać problemu, nic się nie zmienia. Choć czasem trudno powstrzymać się od pretensji, to postaraj się wyrażać je tak, by nie atakować drugiej strony, lecz mówić o swoich uczuciach. Zamiast: "Oczywiście znowu nie pozmywałeś, jesteś beznadziejny!", powiedz raczej: "Kiedy wszystko jest na mojej głowie, jestem zła. Czuję się wykorzystywana i boję się, że masz mnie w nosie".

CHCĘ CIĘ ZROZUMIEĆ... czyli umiejętność słuchania

Zrozumienie intencji partnera jest konieczne, żeby dyskusja nie utknęła w martwym punkcie. Nie musisz mu od razu przytakiwać, ale dobrze byłoby, żebyś wiedziała, jaki jest jego punkt widzenia. Celem kłótni nie jest przecież walka tylko kompromis. Ciężko ci zachować spokój? Wyznaczcie sobie np. pięć minut, w trakcie których każde wyjaśni swoje stanowisko. Pozwól partnerowi mówić. I postaraj się nie przerywać, nawet gdy się z nim nie zgadzasz albo jego słowa sprawiają ci przykrość.

Ważne jednak, żebyś była otwarta na jego argumenty, a nie tylko czekała, aż skończy się jego czas. Nie warto z góry zakładać, że nie usłyszysz niczego, co zmieni twoją opinię. Dobrze pokazać partnerowi dobrą wolę i otwartość. Na przykład zadając pytania: "Wytłumacz mi, dlaczego podjąłeś taką decyzję. Bo nie jestem pewna, czy dobrze cię zrozumiałam". Lub: "Wiem, że dbasz o nasze dobro, więc jestem przekonana, że i teraz dojdziemy do porozumienia".

A CO... jeśli to partner atakuje

Czasem podczas sprzeczki bardzo starasz się być fair, ale partner torpeduje twoje wysiłki. Jest agresywny, sięga po argumenty poniżej pasa albo dla odmiany karze cię milczeniem. Nie ma wtedy sensu rozmawiać. W takiej atmosferze nie dojdziecie do porozumienia, a ty tylko bardziej się zdenerwujesz. Zanim jednak przerwiesz dyskusję, dobrze zakomunikować wprost, co myślisz o zachowaniu drugiej strony, np.: "Obrażasz mnie zamiast rozmawiać. W taki sposób do niczego nie dojdziemy". Lub: "Nie chcę, żebyś na mnie krzyczał, więc skończmy na razie tę dyskusję".

Żeby jednak konflikt nie przerodził się w ciche dni, zostaw mu otwartą furtkę, mówiąc: "Kiedy ci przejdzie, daj znać". Albo: "Czy za trzy godziny będziemy mogli wrócić na spokojnie do tematu?". A pewnego dnia, kiedy będziecie pogodzeni i zrelaksowani, warto porozmawiać o tym, że jego agresja cię rani i osłabia wasz związek. Bo jako demonstracja siły i wrogości nie rozwiąże nigdy żadnego problemu.

SZCZĘŚLIWE ZAKOŃCZENIE... to kompromis

Kłótnia może być udana, pod warunkiem że jej efektem będą konkretne ustalenia. Twój partner narzekał, bo jego zdaniem poświęcasz mu za mało uwagi, zajęta domem, sprawami dziećmi i opieką nad schorowanymi rodzicami? Niech rozmowa na ten temat zakończy się umową, że w każdym tygodniu rezerwujecie sobie czas tylko dla siebie. Ale niech także twój mąż zobowiąże się np. do rzadszego wychodzenia z kolegami i odciążenia cię z części obowiązków.

Bądź przygotowana na to, że w trakcie negocjacji pójdziesz na ustępstwa. Z góry określ, na co możesz się zgodzić i z czego zrezygnować. To samo dotyczy sytuacji, w której ty będziesz usiłowała coś uzyskać. Szybciej osiągniesz zamierzony cel, gdy partner poczuje, że i on odniósł jednak jakiś mały sukces. Naturalnie, nowych uzgodnień trzeba potem koniecznie przestrzegać. Pamiętaj, że twoim celem nie powinno być postawienie na swoim za wszelką cenę. To chwilowe zwycięstwo, którego skutkiem będzie rosnące poczucie krzywdy i niezadowolenie drugiej strony.

CZEGO LEPIEJ UNIKAĆ W TRAKCIE KŁÓTNI?

1. Często korci nas, by wciągnąć do dyskusji osoby trzecie: mamę, siostrę, koleżankę. Psychologowie radzą jednak, by zrezygnować z pośredników. Bo im mniej ludzi zaangażujesz w spór z partnerem, tym prędzej się dogadacie. Zwłaszcza że prosząc innych o ingerencję, najczęściej wcale nie chcemy usłyszeć obiektywnej opinii, tylko wywrzeć dodatkową presję na partnera.

2. Podczas kłótni nie wracajcie do dawnych sporów. Jeżeli zarzucasz mężowi, że od miesiąca nie znalazł czasu, żeby wynieść graty z piwnicy, nie musisz dodawać, że pół roku temu zapomniał o wywiadówce córki. Zależy ci przecież na tym, by zrobił porządek, a nie dowiedział się, że jest do niczego. Kiedy on poczuje się nieakceptowany jako mężczyzna i pan domu, jego motywacja, by się z tobą porozumieć, spadnie do zera.

3. Uwagi: "Jesteś takim samym egoistą jak twoja matka" to przysłowiowy strzał we własną stopę. Sprawi, że bez względu na to, czy masz rację, czy nie, on zarejestruje tylko tyle, że grasz nieczysto.

Pola Mendel


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje