Medal na pół

Oni trenują, śrubują wyniki, łapią kontuzje, stają na podium. Żyją w rytmie zgrupowań, zawodów, igrzysk. Ich mamy zostają w domu, przed telewizorem powtarzają zaklęcie: Wygrasz, jestem z tobą.

I może w ogóle MKOl powinien wybić medale, które można przełamać na pół. Czym na swoją część zasłużyły mamy mistrzów sportu? Opowiadają Kamila Skolimowska (rzut młotem), Krzysztof Wiłkomirski (judo) i Sylwia Czwojdzińska (pięciobój nowoczesny).

Reklama

Kamila na mistrzostwach świata w Osace. Kamera pokazuje jej skupioną twarz. "Modli się" - myśli Teresa. Wie, że w takich chwilach córka "rozmawia" z Janem Bosco, patronem sportowców.

Teraz Kama w szutrowym kole. Mama wpatrzona w jej stopy: jeden obrót, drugi - liczy. Muszą być cztery, a córka przez lata rzucała z trzech, więc czy "dokręci"? Jest cztery. Młot spada daleko: 73,74 metra.
Ale Kama dopiero na czwartej pozycji. Sześć tysięcy oddanych rzutów w ostatnim roku, sześć godzin treningu dziennie. I teraz nie ma medalu.

Teresa zerka na komórkę: naładowana, dzwonek na głośno. Kama zaraz powinna się odezwać. Jeśli się rozklei, Teresa popłacze z nią, potem powie: "Nie szkodzi, córeczko, wkrótce następne zawody. I Pekin. Wygrasz".
Trzynaście lat temu. Kama przed lustrem upina włosy w kitki. Zaraz pójdzie na swój pierwszy trening. Teresa, była dyskobolka, wspomina: - Sport jest świetnym sposobem na wychowanie, wiedziałam, że nasze dzieci też pójdą tą drogą. Syn zaczął trenować kulę i dysk, Kamila na razie się przyglądała. A my jej.
- W sportowej podstawówce trenowałam wioślarstwo i siatkówkę. Na trening rzutu młotem trafiłam przypadkiem, na swoje zajęcia zabrał mnie brat. Wypatrzył mnie trener Zbigniew Pałyszko, powiedział: "Rzuć na próbę". Rzuciłam. I spodobało mi się. A on zachęcał: "Przyjdź znowu!".
Pierwsza taka olimpijka

Trzy lata później. Igrzyska w Sydney. Teresa wpada do banku, gdzie pracuje. Przeprasza kierownika, włącza telewizor, zastyga: pierwszy rzut Kamili. Noga poza kołem! Druga próba lepsza, trzecia - Kamila w finale! Jest złoto!

- W Sydney rzut młotem pojawił się po raz pierwszy jako dyscyplina olimpijska, jakby te igrzyska czekały na Kamilę - wspomina Teresa. Tamtego dnia jej pierwsza łza płynie razem z dźwiękami Mazurka Dąbrowskiego. Jest 29 września 2000 roku. Skolimowska zostaje najmłodszą w historii Polski mistrzynią olimpijską. Ma 17 lat, 180 cm wzrostu i waży 100 kg.

- Jaka przyszłość czeka zawodnika, który tak młodo zdobywa tak wiele? Tylko walka o najwyższe stawki - mówi Teresa. Drżała, czy jej dziecko da sobie radę, przecież sport zdominował życie córki. - Miała 12 lat i weszła do grona dorosłych zawodników. - opowiada Teresa. - Kroiło mi się serce, gdy na obóz brała torbę większą od siebie, a w plecaku miała książki i zeszyty. W domu żyła według precyzyjnego schematu: pobudka, szkoła, długi trening, lekcje. Wiele razy znajdowałam ją o drugiej w nocy śpiącą na biurku... - wspomina Teresa. Co wtedy czuła? - Oczywiście, że się martwiłam. Czy sport wart jest takich wyrzeczeń? I pomagałam, jak mogłam.

Gdy jesteś - gdy cię nie ma

Przepakowanie między Spałą a zgrupowaniem przed olimpiadą. Teresa pierze, prasuje, układa. - Osiemdziesiąt procent to ubrania sportowe - opowiada. - Na szczęście jest też kupka rzeczy nietreningowych. Cieszę się, że Kama nie lubi pokazywać się poza stadionem w dresie.

- Mama nauczyła mnie, że kobieta musi kupować drogie kremy, markowe perfumy i piękną bieliznę. No i suknie - mówi Kamila. Mama sprawdza jeszcze, czy są w torbie "talizmany": słoń na szczęście od rodziców, czarna owca od przyjaciółki, opaska na rękę - prezent od Otylii Jędrzejczak. Ach, jeszcze płyty: Metallica, Dido, Rynkowski.

I ulubione książki Grocholi. I może... Teresa waha się. Robert, jej mąż, były sztangista, obsesyjnie pilnuje diety Kamili. Ale mama? Nie musi. Więc przemyca do torby kawałek domowego ciasta.

Gdy Kama wyjeżdża, jej pokój w domu rodziców czeka. Już dawno mogłaby się wyprowadzić, po Sydney dostała od miasta mieszkanie. A kiedy w 1999 roku wygrała mistrzostwo świata juniorek, Amerykanie zaproponowali jej warte 80 tysięcy dolarów rocznie studia na Uniwersytecie Yale. Odmówiła. Wybrała dom w Polsce. Do jej pokoju Teresa czasami wpuszcza wnuki, dzieci syna. I zastanawia się, kiedy Kama urodzi swoje?

Dowiedz się więcej na temat: sydney | serce | czwojdzińska | trening | medale | podium | córki | córka | sport | judo | dziecko | medal

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje