Nie umiem bliskim powiedzieć "NIE"

Czasami nie mamy wystarczająco dużo siły, żeby sprzeciwić się najbliższym. Boimy się, że ich skrzywdzimy. Ale konsekwencje tego, że nie potrafimy walczyć o swoje potrzeby, ponosimy tylko my. Warto to zmienić.

Jeśli się kogoś kocha, życzy mu się jak najlepiej. Nic więc dziwnego, że bliscy udzielają sobie rad, starając się pomóc sobie nawzajem. Jednak nawet oni, choć dobrze znają nasz charakter, nie mają patentu na prawdę, a ich opinie nie zawsze muszą być słuszne.

Reklama

I chociaż to my zazwyczaj podejmujemy ostateczne decyzje w sprawach, które nas dotyczą, z przeciwstawieniem się bliskim miewamy zazwyczaj kłopoty. Boimy się ich urazić, okazać niewdzięczność. Ulegamy więc dla świętego spokoju, a czasem po to, by uniknąć presji. Jak mówić "nie", żeby nie narazić ważnych relacji na szwank?

Mama wybiera dla mnie ubrania

Patrycja, 26 lat, recepcjonistka:

- "Nareszcie będziesz wyglądać jak człowiek" powiedział z zadowoleniem ojciec, kiedy dwa lata temu dostałam pracę w recepcji. Tam zasady dobierania stroju były z góry określone: jasna bluzka, ciemne spodnie lub spódnica, stonowany makijaż. To, że wszystko jest ustalone, było dla mnie ulgą. Przynajmniej nikt nie będzie się czepiał. W domu wciąż słyszałam, że nie umiem się ubrać, że nie wyglądam jak kobieta.

"Umaluj usta, włóż mini"

- Ubranie zawsze było głównym powodem moich awantur z rodzicami. Mama nie uznaje dżinsów ani T-shirtów, nie wychodzi z domu bez makijażu. Wszyscy zawsze uważali ją za wzór elegancji i dlatego próbowałam ją naśladować, ale sexy sukienki do mnie nie pasowały. Nie jestem wysoka i szczupła jak ona.

- Bardziej przypominam ojca: niska, grubokoścista, mam duży nos i kręcone włosy. Wolałam się chować w workowatych swetrach, bo w dopasowanych spódniczkach i szpilkach czułam się idiotycznie. Próbowałam przekonać mamę do mojego stylu i wyjaśnić, że w kobiecych ubraniach czuję się jak przebrana. Nigdy nie chciała słuchać. Każdego ranka, zanim wyszłam z domu, oglądała mnie krytycznie. Wciskała do ręki obcisły sweterek, prosiła, żebym umalowała usta. Byłam wykończona tymi rozmowami.

"Dziś chowam się po kątach"

- Kiedy rozstałam się z chłopakiem, rodzice orzekli, że to wina mojego zaniedbania. Mama postanowiła, że odtąd będzie kupować mi ciuchy. Po zerwaniu byłam tak rozbita, że machnęłam na to ręką. Najważniejszy był święty spokój. No i przemknęło mi przez myśl, że może ona ma jednak rację. Darek często prosił, żebym włożyła buty na obcasach. "Chciałbym mieć u boku atrakcyjną laskę" - mówił. Pomyślałam, że najwyższy czas się przełamać.

- Mama zrobiła mi przegląd szafy, spakowała czarne koszulki i spodnie aladynki. Od tamtej pory ubieram się pod jej dyktando, ale... nie czuję się z tym dobrze. Rozkloszowane spódniczki, falbanki i topy z koronką to zdecydowanie nie mój styl. Nie zauważyłam też, żebym wzbudzała większe zainteresowanie mężczyzn. Pewnie dlatego, że jestem skrępowana i chowam się po kątach, zamiast, jak radzi mama, "dumnie wypinać biust"...

- Kilka razy zbierałam się już, by powiedzieć rodzicom, że to nie działa, ale nie mam siły na kolejne dyskusje. Oni chcą dla mnie dobrze, więc milczę.

Mój mąż zawsze wie najlepiej!

Monika, 38 lat, pielęgniarka:

- Męża poznałam w trakcie stażu pielęgniarskiego w szpitalu. On był przystojnym lekarzem, dużo starszym ode mnie, tuż po rozwodzie. Imponował mi wiedzą, spokojem i profesjonalizmem. Pewnego dnia zaproponował spotkanie po dyżurze. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego zainteresował się właśnie mną: nie jestem żadną pięknością, a intelektualnie nie dorastam mu do pięt. Pobraliśmy się po roku w atmosferze zazdrości wszystkich koleżanek z oddziału. Z dnia na dzień z niepozornej pielęgniarki stałam się kimś.

Wakacje tylko na plaży

- Po ślubie przeprowadziłam się do domu męża, ale nie umiałam się tam odnaleźć. Przygnębiała mnie panująca w nim atmosfera: ciężkie zasłony, ciemne, orzechowe meble. Janusz nie pozwolił mi jednak niczego zmienić. Jego apodyktyczna natura ujawniła się dość szybko. Miał upodobania, z których wcale nie zamierzał rezygnować.

- Wakacje jedynie na plaży. Obiad obowiązkowo z ziemniaczanym purée, samochód - tylko niemiecki. Gdy zaszłam w ciążę, cieszyłam się, że wreszcie będę mieć coś do powiedzenia, ale Janusz i tu nie oddał pola: przecież był już ojcem dwójki dzieci. Jeśli Tosia zakasłała, ściągał do niej kolegę profesora, jeszcze w przedszkolu zapisał ją na angielski...

- Nigdy nie pytał mnie o zdanie, przecież zawsze wiedział lepiej. Córka zaczęła mnie lekceważyć, bo wiedziała, że jedynie ojciec może jej na coś pozwolić albo czegoś zabronić. Dziś Tosia ma jedenaście lat i zaczyna się buntować przeciwko rygorowi: zakazowi odwiedzin koleżanek w tygodniu, ograniczonemu dostępowi do internetu. Chciałabym ją jakoś wesprzeć, ale mąż jest głuchy na moje prośby. Kiedy zgodziłam się, żeby spędziła noc u przyjaciółki, był zły i po prostu po nią pojechał. Boję się, że zbyt długo nie stawiałam oporu, dlatego przestał traktować mnie poważnie.

Dzieci mną rządzą...

Mira, 52 lata, dentystka:

- Jerzy był pierwszym mężczyzną, którym zainteresowałam się na poważnie po kilku latach od rozwodu. Poznaliśmy się banalnie: zaczepił mnie w kawiarni. Nasz romans trwał rok. Zakończyłam go pod wpływem dzieci. Ale wciąż tego żałuję.

Synowie mówią "nie"

- Jerzy też jest rozwodnikiem. Taktowny, z poczuciem humoru, opiekuńczy. W oczach mojej rodziny ma jednak wielką wadę: mimo wyższego wykształcenia jest bezrobotny. Utrzymuje się z wynajmu mieszkania i to starcza mu jedynie na skromne życie. Moi synowie od razu oskarżyli go o interesowność, choć Jerzy nigdy nie poprosił mnie o wsparcie i nawet nie zamieszkaliśmy razem.

- Ze swoimi dziećmi byłam zawsze bardzo blisko, nie umiałam poradzić sobie z brakiem ich akceptacji. Próbowałam przekonać synów do Jurka, ale bez rezultatu. Doszło do tego, że zagrozili zerwaniem kontaktów, a ja się poddałam. Brakuje mi jego obecności: rozmów, żartów i pocałunków. Tęsknię.

Maria Barcz

Dowiedz się więcej na temat: rodzina | bliscy | asertywność | Głowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje