Sypialnia nie dla sprinterów

Mężczyźni za nią nie przepadają, a często w ogóle o niej zapominają. Nad grę wstępną, bo o niej tu mowa, przedkładają "drogę na skróty", bez ceregieli i całej tej otoczki. Wolą osiągać cel jak najszybciej.

Liczy się przede wszystkim orgazm, a gra wstępna wydłuża tylko do niego drogę. Problem w tym, że owa gra jest bardzo istotna dla kobiet. Dla wielu jest ona ważniejsza od samego finału.

Reklama

Kobieta potrzebuje czasu. Lubi pieszczoty, pocałunki, dotyk. Uwielbia adorację i celebrowanie dojścia do finałowej arii. Chce, by jej ukochany poznał każdy milimetr ciała, każdy zakamarek. By nauczył się "obsługiwać" jej fizyczną stronę. A mężczyźni są niecierpliwi. Grę wstępną uznają za kobiecą fanaberię i wynik zbyt dogłębnej lektury książek pisanych przez nawiedzonych seksuologów albo rozmów z wyemancypowanymi koleżankami. Jak najszybciej chcą być "u celu". Zaimponować tempem i już. Potem obrócić się na bok i zasnąć. I może jeszcze chrapać?! Właśnie - chrapać!

Na szczęście w tym męskim zakalcu zdarzają się rodzynki. Dżentelmeni, którzy wiedzą jeszcze o magicznej mocy kolacji przy świecach i spacerze pod księżycem. Cierpliwi kochankowie, o delikatnych palcach wirtuozów, mężczyźni, którym nigdzie się nie spieszy. Są pomysłowi i zawsze potrafią nas zaskoczyć. Wiedzą, że pospieszny seks smakuje jak jedzony pospiesznie, na stojąco hamburger. Sprawiają, że tak cudownie zmęczone zasypiamy. I nie mamy nocnych koszmarów.

Sprinterzy powinni poszukać partnerek lubiących "szybkie numerki". Kobiet, dla których niestraszna jest ławka w parku i tylne siedzenie samochodu. Które nie wstydzą się powiedzieć w windzie "weź mnie". Rzecz jasna dziwne miejsca mogą się szybko wyczerpać a wraz z nimi radość z uprawiania pospiesznego seksu.

Niech sprinterzy zajmą się sobą. My zaś - celebrujmy, przedłużajmy. Niech trwa.

Dowiedz się więcej na temat: sypialnia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje