Witaj w szponach przyjemności

Żucie gumy, zakupy, telefon komórkowy, Internet, makijaż, solarium. W XXI wieku uzależniamy się od najdziwniejszych rzeczy.

Według terapeuty uzależnień Włodzimierza Janiszewskiego z roku na rok przybywa rzeczy, od których się uzależniamy. - O alkoholizmie, narkomanii, nałogu tytoniowym słyszał każdy - mówi. - Ale ja od czterech lat tworzę listę nowych uzależnień. Jest na niej około osiemdziesięciu pozycji. Wniosek jest jeden - w dzisiejszym świecie uzależnić można się niemal od wszystkiego. Miał do czynienia z ludźmi, którzy: nie są w stanie kupić nawet drobiazgu bez dokładnego przestudiowania składu produktu na opakowaniu, nieustannie żują gumę, co kilka minut nakładają warstwę błyszczyku na usta lub cierpią, gdy tracą z oczu swój telefon komórkowy.

Reklama

- Niby nie brzmi to groźnie, ale każde z tych uzależnień, jak wszystko, co w nadmiarze, jest groźne dla zdrowia psychicznego.

Jacek Leoński, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego widzi źródło problemu w różnego rodzaju nowinkach, którymi zasypują nas reklamy i sklepy. - Uważamy, że skoro otaczają nas różne rzeczy, to dlaczego nie mielibyśmy z nich korzystać - mówi. - Kiedyś w Polsce sklepy świeciły pustkami, więc teraz można to sobie wynagrodzić i spróbować każdej nowości. Kłopot w tym, że wielu ludzi nie potrafi zachować w tym umiaru.

Oddech musi być miętowy

- Leczyłem dziewczynę z uzależnienia od żucia gumy, częstego mycia zębów i płukania jamy ustnej - mówi warszawski terapeuta Jacek Sędkiewicz. - Prześladowało ją wrażenie, że jej oddech nie jest wystarczająco miętowy. W końcu preparaty, które stosowała, uszkodziły jej szkliwo, a żucie gumy wywołało szczękościsk i zgrzytanie zębów. Ale zazwyczaj nikt nie przychodzi do mnie z jednym tylko uzależnieniem, lecz z kilkoma naraz. Ta sama dziewczyna czuła więc przymus do częstego poprawiania ust szminką.

Włodzimierz Janiszewski leczył kobietę, która codziennie opalała się na solarium. - Wydawało się jej, że jest jeszcze zbyt biała. Nie zmieniła zdania nawet wówczas, gdy podejrzewano, że ma raka skóry - mówi terapeuta.

Ale bez względu na to, od czego się uzależniliśmy, mechanizm wpadania w chorobę jest zawsze taki sam. Na początku jak dzieci bawimy się nowinkami, by po pewnym czasie już nie potrafić oderwać się od nich. Malowanie ust błyszczykiem lub zjedzenie kilku paczek ciastek dziennie sprawiają, że czujemy spokój, pobudzenie i radość. Najgorsze w uzależnieniu jest to, że niezmiernie trudno dostrzec u siebie jego objawy.

- Mamy dobre samopoczucie, bo nie palimy i nie pijemy w nadmiarze, ale co z tego, skoro możemy być uzależnieni np. od gry na komputerze lub rozmów telefonicznych. Jeżeli słyszymy od kogoś, że pijemy zbyt dużo kawy, pochłaniamy słodycze lub wracamy z zakupów z niepotrzebnymi rzeczami, sami nie przyznajemy się przed sobą, że mamy problem - mówi Jacek Sędkiewicz.

Nic więc dziwnego, że szanse na to, że sami poradzimy sobie z uzależnieniem, są znikome. - Uzależnieni rzadko dostrzegają problem, w większości przypadków na pierwszą sesję terapeutyczną przyprowadzają ich bliscy - mówi psycholog Lech Dębski z Akademii Neurolingwistycznego Programowania.

Hipnoza albo szczera rozmowa

Jak wygląda leczenie? Oprócz klasycznej psychoterapii istnieją możliwości szybkiego uporania się z problemem, ale można je stosować dopiero wtedy, gdy człowiek już zdaje sobie sprawę z własnej słabości.

- Najpierw pytam chorego, w czym przeszkadza mu uzależnienie i dlaczego chce z nim walczyć - tłumaczy Lech Dębski. - To niezmiernie ważne, by uzależniony zdał sobie sprawę z zagrożeń, które niosą jego skłonności. Gdy przejdziemy ten etap wstępny, kolejny krok jest łatwiejszy.

Już podczas jednego seansu hipnozy można sprawić, by człowiek zapomniał o dręczącym go kłopocie. Pytanie jednak, co zrobi z pustką, która zostanie po uzależnieniu. Dlatego jeszcze przed leczeniem chory powinien pomyśleć o tym, czym mógłby się zająć, zamiast poświęcać czas np. na gry komputerowe.

Ale przeciwnicy tej metody zwracają uwagę, że szybko wcale nie znaczy lepiej. Jacek Sędkiewicz uważa, że korzystniej dla uzależnionego będzie wziąć udział w klasycznej psychoterapii, chociażby po to, żeby popracować nad silną wolą.

- Takie rozmowy ze specjalistą mają tę przewagę, że sprawiają, że człowiek lepiej poznaje siebie - podsumowuje terapeuta. - A dzięki temu wzrasta prawdopodobieństwo, że w przyszłości będzie umiał bez uciekania się do pomocy psychologa stawić czoła wszystkim nowym uzależnieniom.

Agnieszka Pacuła

Dowiedz się więcej na temat: psychologia | uzależnienia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje