Reklama

Reklama

Z teatru trafił do branży porno. Zdradził pikantne szczegóły

Seks Polaków już dawno wyszedł poza granice sypialni. Kręcą ich kluby dla swingersów, studia BDSM, seksturystyka, sekskamerki czy miłość uprawiana w miejscach publicznych. W krótkim czasie, głównie dzięki internetowi, przeprowadziliśmy prawdziwą seksualną rewolucję. Przeczytaj fragment książki "Seksualne życie Polaków", w którym "Toxic Fucker" opowiada o blaskach i cieniach pracy w branży pornograficznej.

Ludzie często narzekają na swoją pracę. Twoja jest ciężka? 

Michał (prosi o to, by nie podawać jego nazwiska - przyp. aut.), pseudonim "Toxic Fucker": - Tak, to ciężka fizyczna praca. Muszę mieć wytrzymałość maratończyka. Dzięki filmom porno mam formę olimpijską.

Rozpoznają cię na ulicy?

- Zdarza się.

Częściej jako aktora, który zagrał w serialach: "Na Wspólnej", "Klanie" i "M jak miłość", czy jako aktora z filmików porno?

Reklama

- Zdecydowanie częściej kojarzą mnie z porno. Ale zdarza się też, że ktoś mnie kojarzy z seriali czy paradokumentów. W końcu aktorstwem zajmuję się już jedenaście lat.

Jak reagują osoby, które cię rozpoznają?

- Bardzo pozytywnie. Nigdy nie spotkałem się z wrogością. Mam fanki, ale więcej fanów. To wynika chyba z tego, że w Polsce to mężczyźni częściej oglądają porno. Mam psychofana, który od trzech lat do mnie pisze. Kobiety cza- sem mnie zaczepiają, z niektórymi się czasem spotkam.

Jak twoje życie zawodowe dzieli się między porno a kino tradycyjne?

- Siedemdziesiąt procent czasu zajmuje mi porno. Staram się grać, jak tylko jest możliwość. A możliwość jest wtedy, gdy są dziewczyny. W Polsce jednak jest mało kobiet chętnych do tej pracy, więc nie zawsze mam zajęcie.

Jak często grasz w filmach porno?

- Bardzo różnie. Ostatni miesiąc był rewelacyjny. Kręciliśmy dwa, trzy razy w tygodniu. Jednego dnia nagrywamy cztery filmy.

Czyli w miesiąc nagrałeś ponad szesnaście filmów?

- Tak to mniej więcej wygląda. Nie zawsze jest tyle pracy. By- wają martwe miesiące, nawet dwa z rzędu.

Ile trwa jeden film?

- Od trzydziestu minut do półtorej godziny. To zależy od atmosfery na planie, relacji między aktorami. Czasem, gdy poczujemy chemię, zgramy się, zapominam, że kręcimy porno. To jest po prostu seks, jesteśmy sobą zainteresowani i dajemy się ponieść emocjom. A że przy okazji powstanie z tego produkcja, to super. Wystarczy nagrać to, co robimy, i film gotowy. Ale czasem są problemy. Trzeba przerywać. Może się to wydłużyć do godziny, półtorej.

Wolisz filmy z fabułą?

- Zdecydowanie. Dużo zależy od mojej partnerki. Czy jest śmiała, wygadana. Jeśli tak, wtedy film wychodzi bardziej naturalnie. Nie jest to tylko porno, lecz także jakaś historia, czasem nawet interesująca. Ale zdarza się, że dziewczyna jest speszona, wtedy lepiej zrezygnować z fabuły.

Skończyłeś szkołę filmową. Jesteś jedynym aktorem porno z takim warsztatem?

- W Polsce tak. Na świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, to dużo bardziej popularne, że aktorzy szlifują swój warsztat. Widać to w produkcjach z wyższej półki. Ameryka- nie mocno stawiają na stronę artystyczną.

Osoby bez talentu aktorskiego nie mają czego szukać w branży?

- Bez tego nie ma szans na dużą karierę.

Najpierw było porno czy kino tradycyjne?

- Najpierw był teatr. Miałem dwadzieścia jeden lat i grałem w najlepszym i najstarszym offowym teatrze w Polsce, z którym zresztą dalej współpracuję. Uznałem, że chcę się zawodowo zajmować aktorstwem, i zacząłem szukać odpowiedniej szkoły. Wyjechałem do Warszawy i ukończyłem filmówkę Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego. To taka zawodówka, która przygotowuje do pracy na planie. Chodziło mi o praktykę. Ta szkoła, podobnie jak wcześniej teatr, dała mi bardzo dużo.

- Teatr umożliwił mi rozwinięcie pasji aktorskiej, a szkoła pokazała, jak z niej korzystać i dalej się rozwijać. Wcześniej zacząłem dwa kierunki studiów: zarządzanie przedsiębiorstwem przetwórstwa produktów rolnych oraz kulturo- znawstwo, ale je rzuciłem.

Jak trafiłeś do branży porno?

- Skończyłem szkołę filmową i zacząłem tułać się po agencjach aktorskich. Trafiły mi się główne role w serialach - "Malanowski i partnerzy", "Ukryta prawda"- ale to nie były duże zawodowe wyzwania. Szukałem czegoś ekscytującego. Powiedzieć, że jestem uzależniony od adrenaliny, to może za dużo, ale strasznie mnie ona pociąga. Kiedyś z nudów wpisałem w wyszukiwarkę internetową "polskie porno". Wyskoczyła strona z polskimi produkcjami. Oglądałem takie rzeczy kilka lat wcześniej i byłem zaskoczony, jak bardzo poprawiła się jakość, strona techniczna. Wcześniej filmy były niedoświetlone, kręcone w piwnicach, aktorzy byli nieatrakcyjni. A tu nagle zobaczyłem, że jakość stała się dużo lepsza, wszystko nagrywane było w fajnych wnętrzach, a dziewczyny były piękne.

Pomyślałeś, że mógłbyś to robić?

- Tak, w momencie gdy zauważyłem na stronie internetowej ofertę w zakładce "praca". Wysłałem zgłoszenie. Po trzech dniach zadzwonił producent i poprosił o zdjęcia i list motywacyjny. Wysłałem.

Co napisałeś?

- Kilka słów o sobie. Kim jestem, czym się zajmuję, że skończyłem szkołę filmową. Po kilku dniach znowu zadzwonił producent i zapytał, czy nadal jestem zainteresowany. Na trzy sekundy zamarłem, a potem odpowiedziałem, że tak. Kazał mi zrobić badania na obecność wirusa HIV, wirusowego zapalenia wątroby i chorób wenerycznych. Zaniosłem wyniki i w weekend już kręciliśmy film.

Jak wyglądał ten pierwszy raz?

- Ekipa wynajęła prywatny apartament z ciekawym wnętrzem. Podali mi adres w Warszawie. Miałem mnóstwo pytań, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Czułem tylko, że czeka mnie coś ekscytującego. Ale nie miałem pojęcia, czy mi się to spodoba, czy się podniecę, czy dziewczyna będzie mnie pociągać. Zapukałem, wpuścił mnie uśmiechnięty, dobrze wyglądający facet. Pomyślałem, że nie będzie źle, i uspokoiłem się. Tym bardziej że zauważyłem dziewczynę w seksownej bieliźnie, wizażystka ją malowała. To była Nikita (jedna z najpopularniejszych aktorek porno w Polsce. Zagrała w jedenastu filmach - przyp. red.). Dostałem taki debiut, że po tym wszystkim pytałem sam siebie, dlaczego nie zajmowałem się tym wcześniej.

Skąd się wziął twój pseudonim?

- Zanim zacząłem grać w porno, poszedłem do klubu dla swingersów. Potem opowiedziałem koledze, że na jednej imprezie uprawiałem seks z pięcioma dziewczynami. Stwierdził wtedy: "Ty to jesteś taki toxic fucker". I tak już zostało.

Wygląd dziewczyny ma znaczenie przy kręceniu filmów?

- Oczywiście, bardzo duże. Jestem bardzo wymagający, ale czasem muszę grać z kimś, kto nie jest w moim typie. To jest jednak moja praca. Wykonuję ją najlepiej, jak potrafię. Jestem profesjonalistą. Gdy przychodzi dziewczyna zupełnie nie w moim guście, mówię jej, że jest piękna, fantastyczna i pracuję wyobraźnią.

To wystarczy?

- Czasem jest problem z podnieceniem, ale można sobie z tym poradzić.

Wspomagasz się środkami na potencję?

- W tym zawodzie to norma. W Stanach Zjednoczonych, gdzie aktorzy kręcą dużo więcej filmów, cały czas muszą się wspomagać. Jak jest dużo pracy, a do tego prywatnie dużo seksu, to czasem sięgam po pomoc.

Viagra?

- Nie, to przeżytek. Nikt już tego nie stosuje. Teraz używa się cialisu. To dostępny bez recepty lek na bazie tadalafilu - substancji chemicznej ułatwiającej rozszerzenie naczyń krwionośnych w członku, a co za tym idzie - osiągnięcie erekcji.

Lubisz swoją pracę?

- Porno? Uwielbiam, bo kocham seks i dziewczyny. Chcę i lubię dawać przyjemność oraz sam czerpać satysfakcję ze współżycia. Staram się żyć z moich pasji. Nie mógłbym wykonywać roboty, której bym nie lubił, nawet gdybym dużo zarabiał.

A ile zarabiasz na porno?

- Na Zachodzie są wyższe stawki.

Aktorki zarabiają tyle, co aktorzy?

- Więcej. Około dwóch tysięcy złotych za dzień pracy.

Z czego wynika różnica w zarobkach?

- Miesięcznie mogę nakręcić kilkanaście filmów i więcej. Aktorka zagra raz, może dwa. Tylko niektóre dziewczyny mają kilka sesji z rzędu, poza tym już tak w branży porno jest, że kobiety zarabiają więcej od mężczyzn.

W ilu filmach porno zagrałeś?

- W stu dwudziestu ośmiu.

A w kinie tradycyjnym?

- W filmie kinowym na razie żadnym. Gram w serialach, paradokumentach i w teatrze.

Dużo płacą?

- W paradokumentach stawki są podobne jak w porno. Trochę więcej zarabiam w serialach typu "M jak miłość" czy "Na wspólnej".

Masz wpisane w CV, że grasz w kinie tradycyjnym i w porno?

- Agencje, z którymi współpracuję, wiedzą, że mogę zagrać wszystko. Jestem otwarty. To, że gram w porno, nikomu w branży filmowej nie przeszkadza.

Jak znajomi z teatru reagują na twoją drugą pracę?

- W porządku. Nie miałem niemiłych sytuacji. Nigdy nie spotkałem się z napiętnowaniem.

Rodzice to zaakceptowali?

- Uznali, że jestem dorosłą osobą.

Od ciebie się o tym dowiedzieli?

- Uznali, że sam decyduję o swoim życiu. To mój wybór.

Byli zaskoczeni?

- Dla niektórych osób, które mnie znają, to był szok. Nikt jednak nie wstał od stołu, bo nie chciał ze mną rozmawiać. Poczułem, że kilka osób tego nie pochwala, ale nie był to duży problem. Ludzie, którzy znają mnie bliżej, nie byli tak bardzo zaskoczeni. Chyba zorientowali się, że to do mnie pasuje, że mam taki charakter.

Miałeś jakieś problemy w związku z tym, czym się zajmujesz?

- Raz ktoś napisał do urzędu mojego rodzinnego miasta, że przyjadę i będę uprawiał seks z małymi dziewczynkami. To była osoba chora psychicznie. Wszyscy o tym wiedzieli. Chciała mi po prostu popsuć opinię.

Masz partnerkę, dziewczynę?

- Nie.

Z powodu pracy?

- Nie. Praca nie przeszkadza mi w stworzeniu związku, chociaż faktycznie raz miałem sytuację, w której dziewczyna odeszła, ponieważ jej to przeszkadzało. Gram w otwarte karty i od razu mówię, czym się zajmuję. Ta druga osoba musi wiedzieć, że nie jestem w stanie zagwarantować wierności w sferze fizycznej. Najważniejsze, by być wiernym w sferze psychicznej.

Rzuciłbyś porno dla kobiety?

- Zawsze informuję dziewczyny, czym się zajmuję, i jeśli miałbym z kimś stworzyć związek, to moja partnerka musiałaby zaakceptować moją pracę.

Przeszkadzałoby ci, gdyby twoja partnerka grała w porno?

- Wręcz przeciwnie. To wiele ułatwia. Spotykam się z dziewczynami z planu. One rozumieją, że nie będę wierny fizycznie. I od nich też tego nie wymagam.

Nie byłbyś zazdrosny o innych mężczyzn?

- Może trochę. Ale to jest zdrowa zazdrość. W związkach osób z branży porno jest daleko idąca tolerancja

Czy granie w porno ułatwia kontakty z kobietami?

- Na pewno. Kumple mi się żalą, że często muszą zapraszać kobietę na kilka randek, spotykać się z nimi kilka tygodni, a i tak nie mają pewności, że skończy się to seksem. Ja nie mam takiego problemu. Nie muszę zabiegać, bo mam to na planie. Często bywa tak, że najpierw jest seks, a dopiero po nakręceniu filmu mówię: "Cześć, jestem Michał". I z tego rodzą się często fajne przyjaźnie.

A poza planem? Też jesteś taki śmiały?

- Na pewno porno ośmieliło mnie w kontaktach z kobietami, choć nie jestem jakoś szczególnie odważny. Podejdę, zaproponuję taniec czy drinka, ale nie powiem: "Jesteś super, mam na ciebie ochotę, chodźmy do mnie". Czasem chciałbym tak zrobić, ale nie potrafię.

Planujesz dzieci?

- Na razie nie. Może kiedyś.

Opowiedziałbyś im o swojej pracy?

- Na pewno. Wytłumaczyłbym, że nie robię nic złego. Nie jestem pedofilem ani gangsterem. To jest legalna praca, jak każda inna. Ale też nie reklamowałbym im tej pracy. Jednak dziecko powinno wiedzieć, czym się zajmuję. Wiem, że naraziłbym je na niezbyt miłe reakcje rówieśników, ale to mój wybór, jestem świadomy takich konsekwencji.

Jakie porno lubią Polacy?

- Nie wiem. Wiem, jakie ja lubię. Seks "jeden na jeden" lub z kilkoma kobietami naraz. Ostry, długi. Tak też lubię grać. Gorzej jest w przypadku orgii, bo jestem samolubny i nie lubię się za bardzo dzielić kobiecym ciałem.

Jenna Jameson, jedna z największych gwiazd porno na świecie, w swojej biografii napisała, że aktorzy mają często swoje rytuały, które mają im zapewnić potencję; jeden z nich na przykład zawsze przez wejściem na plan jadł tuńczyka, co z kolei nie podobało się aktorkom. Masz jakieś swoje zwyczaje?

- Coś w tym jest. Mimo że gram w porno już cztery lata, to dalej to przeżywam. Mam małą tremę, dlatego dobrze przygotowuję się do wejścia na plan. Czuję spoczywający na mnie obowiązek. Muszę mieć wzwód, film musi być długi. Dlatego dwie godziny przed kręceniem nic już nie jem. Nie palę papierosów, nie piję alkoholu. Dbam o siebie, ostro trenuję na siłowni.

Jesteś ekshibicjonistą?

- Jeśli pytasz, czy biegam nago po mieście i straszę ludzi, to nie. Ale jeśli tutaj, w centrum Warszawy, wszyscy siedzieliby w tej knajpie nago, to nie miałbym problemu, żeby też się rozebrać. Nie mam żadnego problemu z nagością. Nie krępuje mnie to.

Najbardziej znany na świecie aktor porno Rocco Siffredi powiedział, że seks to jego największe przekleństwo. Twoje też?

- Nie, uwielbiam seks i nie sądzę, żebym kiedykolwiek zmienił zdanie. Mogę to robić do emerytury i jeszcze dalej.

Z branżą porno związana jest prostytucja?

- Na pewno nie w Polsce. Prostytucja często jest zła, bo kobiety są do tego zmuszane. Jeśli robią to z własnej woli, to nie mam nic przeciwko. Każdy zarabia na swój sposób. Ja tylko kręcę filmy. Kilka razy próbowałem sekskamerek z koleżankami. Można na tym zarabiać, ale mnie to nudzi. Trzeba wszystko przedłużać, by urobić jak najwięcej widzów i zatrzymać ich jak najdłużej przed monitorem, zamiast za- brać się od razu do działania.

Każdy może zostać aktorem porno?

- Trzeba być pełnoletnim i mieć ważne badania. Musimy je robić raz na trzy miesiące, bo tyle wynosi czas rozwijania się wirusa i po takim czasie od ewentualnego zakażenia można go wykryć.

Są inne wymagania?

- Na pewno szukamy ludzi, którzy mają jakąś kulturę osobistą. Higiena jest absolutną podstawą. Wygląd też ma znaczenie. Osoby nieatrakcyjne odpadają. Odrzucane są też zgłoszenia z błędami ortograficznymi. Przychodzi dużo zgłoszeń od mężczyzn, którzy są atrakcyjni. Producent do nich dzwoni, a oni się wycofują i mówią, że tylko chcieli sprawdzić, czy się nadają. Może chcą się dowartościować. Często też przesyłają nieprawdziwe zdjęcia albo swoje, ale sprzed kilku lat. Potem okazuje się, że znacznie przytyli. Próbują tłumaczyć, że do filmu szybko schudną, ale raczej się to nie zdarza.

A jeśli chodzi o kobiety?

- Dziewczyny są dużo bardziej konsekwentne. Gdy już się zgłoszą, to grają. Nie bierzemy jednak każdej. Staramy się trzymać poziom, jeśli chodzi o wygląd aktorek. Kolor włosów nie ma znaczenia, rozmiar piersi też nie. Ważne, by dziewczyna miała zadbane ciało i lubiła seks.

Często w filmach porno aktorzy udają?

- Nienawidzę udawania, ale czasem jest to konieczne. Na przykład z powodów technicznych, gdy potrzebujemy więcej ujęć, a dziewczyna jest już zmęczona lub jest komuś bardzo niewygodnie.

- Wtedy udajemy, kamerzysta staje z boku i kręci tak, by nie pokazać szczegółów. Trwa to bardzo krótko, góra trzydzieści sekund. Dbamy, by nasze filmy były prawdziwe i podniecające. Zdarza się też udawać orgazm. Dotyczy to jednak głównie kobiet. Ale zawsze radzę im, by tego nie robiły, bo widz zauważy.

Masz aktorów, na których się wzorujesz?

- Jestem kinomanem od dziecka. Wychowałem się na kasetach VHS z lat 90. Zawsze podziwiałem takich aktorów jak Al Pacino, Robert De Niro, Jack Nicholson, Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Mickey Rourke, Klaus Kinski, Rutger Hauer. To moje wzory, naśladowanie ich sprawiło, że jestem tu, gdzie jestem.

- W końcu Stallone też zaczynał w branży porno, a Schwarzenegger miał nagie sesje w magazynach dla gejów. To pokazuje, że i ja mam szansę na karierę filmową (śmiech).

U kogo byś chciał zagrać?

- U Wojtka Smarzowskiego i Patryka Vegi. To by było spełnienie marzeń. Nie mam wymarzonego gatunku czy roli. Aktor raz gra Rain Mana, raz Hannibala Lectera. Chcę po prostu grać w filmach, które będą wymagały pracy aktorskiej.

Po takim wymarzonym angażu zrezygnowałbyś z porno?

- Nigdy. Nie robię tego dla pieniędzy. Po prostu to uwielbiam. Nie zostawię swojej pasji. To jest mój styl życia i moja terapia.

Terapia?

- Granie sprawia, że dużo rzeczy z siebie wyrzucam. To bardzo oczyszczające. Występując w porno, rozładowuję się fizycznie i podróżuję astralnie, a konwencjonalne aktorstwo jest balsamem dla umysłu.

POSTSCRIPTUM

Najpopularniejszy film z udziałem "Toxic Fuckera" na Porn­ hubie to nieco ponad ośmiominutowe nagranie, w którym mało jest dialogów, za to dużo akcji. Oprócz Michała (gdy przeprowadzaliśmy z nim wywiad, prosił o niepodawanie nazwiska ani miasta, z którego pochodzi) gra w nim jesz­ cze dwóch mężczyzn i cztery kobiety. Akcja "Grupowej Sex Imprezy" opublikowanej na kanale XES, polskiego produ­ centa filmów porno, rozgrywała się w entourage’u typowej domówki. Konfetti, balony, a nawet szampan. To mógł być sylwester albo impreza karnawałowa.

Tradycyjny kunszt aktorski Michał mógł zaprezentować właściwie jedynie w krótkim kadrze, gdy jedna z aktorek karmiła go tortem. Wygłupiał się, grał grymasem. Tak jak i w poprzednich filmach - wiódł prym w towarzystwie. To on był samcem alfa, nadawał ton zabawie, zagadywał. Po­tem było już to, do czego większość zniecierpliwionych widzów przewija produkcje porno. Po prostu akcja. Zawsze zmierzająca w tym samym kierunku. Z nietrudnym do prze­ widzenia zakończeniem. Filmik na samym Pornhubie obej­rzało ponad milion widzów.

W 2020 roku Michał w końcu zrealizował swoje marze­ nie. Wystąpił w filmie szykowanym na duże ekrany. Wziął udział w kręceniu "Dziewczyn z Dubaju", których producentką jest sama Doda.

-   Zagrał w filmie sceny erotyczne oraz normalne. Zapisał się w mojej pamięci jako bardzo serdeczny, spokojny, ciepły człowiek - opowiadała piosenkarka w rozmowie z "Super Expressem". - Zagrał piłkarza. Bardzo sympatyczny, profe­sjonalny chłopak. Świetnie się z nim pracowało i bardzo się polubiliśmy - oceniała reżyserka filmu Marysia Sadowska w rozmowie z "Faktem".

Pod koniec października tego samego roku media spo­łecznościowe obiegła tragiczna wiadomość o zagadkowej śmierci trzydziestopięcioletniego aktora. - Na co dzień dostarczamy Wam rozrywki, ale nawet w świecie rozrywki bywają takie chwile, że można tylko płakać. Żegnaj, Przy­jacielu - tak tę smutną nowinę ogłosił producent filmów, w których występował Michał, "Toxic Fucker".

Wokół śmierci aktora, którego ciało znaleziono w jed­nym z warszawskich mieszkań na Pradze, narosło mrowie domysłów i plotek. W sprawie zostało wszczęte śledztwo z artykułu 155 kodeksu karnego (Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5). W lutym 2021 roku portal O2 informował, że Prokuratura Rejonowa Warszawa­ Praga Południe umorzyła postępowanie w sprawie śmierci Michała. Sekcja zwłok nie wykazała, by doszło do przestępstwa.

-  Wspaniały człowiek. Ciężko pozbierać myśli. Bardzo polubiliśmy się na planie - żegnała go Doda.

Film "Dziewczyny z Dubaju", w którym wystąpił, miał trafić na ekrany kin na początku 2021 roku.

Mimo śmierci Michała producent pornofilmów z jego udziałem nadal promuje je, jakby nic się nie stało. "Zapra­szamy na kolejny film. »Masz dziś wielkie szczęście« - tymi słowami Toxic Fucker zareagował na spotkanie z piękną Yuno", to jeden z wpisów opublikowany już po tragicznym wydarzeniu.

* Więcej o książce "Seksualne życie Polaków. Co robimy, kiedy nikt nie patrzy" przeczytasz TUTAJ.

***

Zobacz również:

Fragment książki

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: filmy pornograficzne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje