Czemu tak lubimy "życiowe" seriale?

Sara uważa, że matka źle ją traktuje. Rafał, głowa rodziny, wyprowadza się do koleżanki z pracy. Natalia, córka milionera, zakochuje się w mechaniku samochodowym... Co odcinek to inna historia, niby z życia. Każdy ma dużą widownię!

Nie ma to jak obejrzeć w telewizji film "do obiadu". Po południu niemal wszystkie stacje emitują tzw. seriale paradokumentalne. Mamy wrażenie, że są to... prawdziwe historie. Tymczasem nazwa: paradokumentalne znakomicie oddaje ich zawartość.

Reklama

Sposób realizacji przypomina dokument; odbiorca czuje się tak, jakby podglądał życie ludzi z krwi i kości, sfilmowane ukrytą kamerą. Natomiast fabuła jest zmyślona, stworzona przez scenarzystów. Takie programy jak "Trudne sprawy" w Polsacie czy "Ukryta prawda" w TVN cieszą się dużą popularnością.

Jedną z przyczyn tego zjawiska jest fakt, że grają w nich zwyczajni ludzie, wybrani przez filmowców spośród chętnych, którzy przyszli na casting. Jeśli w ogóle pojawia się na ekranie jakiś zawodowiec, to gościnnie, niczym Krzysztof Ibisz w roli samego siebie w "Pamiętnikach z wakacji". Pozostali nie mają nic wspólnego z aktorstwem. Widzowie identyfikują się z takimi bohaterami.

- Są zwyczajni, a więc nam bliscy, bo tacy jak my - zauważa psycholog Hanna Miller. - Perypetie tych postaci mogą nam też uświadomić nasze własne problemy, a nawet i podsunąć pomysł, jak je rozwiązać. Widz paradokumentu nie tylko śledzi losy bohaterów, ale może też się dowiedzieć, co myśleli w poszczególnych sytuacjach, gdyż potem oni sami komentują je wprost do kamery, niczym w programie informacyjnym. Dodatkowo głos lektora objaśnia nam co jakiś czas, co dzieje się na ekranie i dlaczego. Serial nie ma więc dla telewidzów tajemnic.

Jego atrakcyjność potęguje to, że jest dobrze osadzony w naszych codziennych, polskich realiach. Postacie są normalnie ubrane, posługują się językiem potocznym, mają mieszkania i auta takie jak wielu ludzi. Twórcy paradokumentów wzbudzają ciekawość widzów poprzez sam wybór tematu.

Akcja takich seriali jak "Komisariat", "Szpital" czy "19+" (o maturzystach wkraczających w dorosłość) rozgrywa się wprawdzie w rzeczywistości dziejącej się tuż za rogiem, ale... nie zawsze dostępnej i nie dla każdego. - Chcę więcej wiedzieć, czym teraz żyje młodzież. Dlatego oglądam "Szkołę", kiedy mogę, bo ten serial opowiada o uczniach szkół średnich, a ja mam córkę w liceum - mówi Zofia Borcowska (48 l.) pielęgniarka z Konina. - Może dzięki temu nauczę się lepiej rozmawiać lepiej z moją Kasią. Jest skryta, od niej wszystkiego się nie dowiem. Z serialami bywa różnie, ale mogą nas nie tylko rozerwać, ale i trochę poedukować...

Gatunek seriale paradokumentalne powstał w USA i Wielkiej Brytanii. Najwięcej kręcą ich teraz Włosi i Niemcy. W Polsce bardzo dobrze przyjęły się przygody policjantów i detektywów oraz inscenizacje rozpraw sądowych, np. "Komisariat", "Sędzia Anna Maria Wesołowska". Teraz najpopularniejsze są historie obyczajowe, np. "Oszukane", "Słoiki". Odtwórcy ról - amatorzy, dostają scenariusz krótko przed zdjęciami. Na planie reżyser instruuje, jakie emocje mają towarzyszyć poszczególnym scenom. Reszta to improwizacja.

Serial może być jak terapia

- Niektórzy moi znajomi żartują z seriali paradokumentalnych. Natomiast ja je lubię i uważam, że mogą być pomocne w życiu - mówi Agnieszka Wójcik (35 l.), sprzedawczyni z Białegostoku. Jak twierdzi, dzięki jednemu z odcinków "Ukrytej prawdy" wykryła u siebie przypadłość, o której nie miała pojęcia.

- To było zaraz po tym, jak urodziłam pierwsze dziecko - opowiada. - Myślałam, że będę cała w skowronkach, tymczasem działo się ze mną coś dziwnego: ciągle się czegoś bałam, byłam przygnębiona i pozbawiona energii. A w duszy... jak bym nie chciała wcale tego maleństwa! Czułam się z tym okropnie. Któregoś popołudnia jednym okiem patrzyła na dziecko, drugim oglądała "Ukrytą prawdę".

- Pod koniec odcinka okazało się, że bohaterka cierpi na tzw. depresję poporodową. Pamiętam, że mnie olśniło! W mojej rodzinie nigdy coś takiego się nie zdarzyło, nie miałam więc wiedzy na ten temat. A z serialu się dowiedziałam! Powiedziałam o tym mężowi, który załatwił mi wizytę u lekarza, a ten skierował na terapię. I proszę sobie wyobrazić, że to pomogło! Myślę, że gdybym nie zorientowała się, co mi dolega, mogłoby się to różnie skończyć, bo przez chwilę miałam nawet myśli samobójcze.

Od zawsze kochamy opowieści

Czego szukamy w serialach paradokumentalnych?

Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, socjolog. Uniwersytet SWPS: - Od zarania dziejów w ludziach tkwi głód opowieści. Najpierw chętnie słuchaliśmy opowiadań, a obecnie, dzięki rozwojowi techniki, możemy śledzić też obraz, co jest przyjemne. Cieszymy się, że perypetie bohaterów oglądamy w zaciszu domowym. I wreszcie: oni są tak zwyczajni, że możemy się do nich porównać. Myśl: "Ja postąpiłbym mądrzej" sprawia przyjemność. Podobnie: "Zagrałbym to lepiej".

Czy z oglądania takich filmów płynie jakiś pożytek?

- Jeśli mamy świadomość, że to fikcja, to dobrze. Bawmy się. Ale jeśli wierzymy, że oglądamy dokument - niekoniecznie! Wprawdzie zawsze możemy się dowiedzieć czegoś nowego, ale bałbym się, że paradokumenty upraszczają rzeczywistość.

To znaczy?

- Promują proste rozwiązania. Np. odcinek o alkoholiku, który dręczy rodzinę, zwykle kończy się obietnicą, że już nie będzie pił. W życiu inaczej to wygląda.

Dorota Filipkowska


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje