Reklama

Reklama

Co skrywa uśmiech

Potwierdza to Igor, 30-letni biznesmen z Wrocławia, który mieszkał we Francji i Stanach Zjednoczonych. - Nad Sekwaną denerwowało mnie ciągłe narzekanie, arogancja i opryskliwość Francuzów, którzy nie kryli złego humoru - mówi. - W USA zrozumiałem, że paryżanie przynajmniej byli sobą, a nie grali wiecznie zadowolonych ludzi sukcesu jak większość Amerykanów.

Reklama

Celnie amerykańską mentalność opisał Janusz Głowacki w opartej na swoim życiu książce "Z głowy". Wspomniał, jak opowiadał innym rodakom w Ameryce o swoim sukcesie pisarskim, podczas gdy niemal przymierał głodem, czekając na zmianę losu. Podobnie robili inni Polacy, koloryzując swoje sukcesy za oceanem albo wymyślając nieprawdziwe historyjki o swoim podboju Ameryki. Zdaniem wielu ekspertów uśmiech i przyjazne usposobienie Billa Clintona pomogło mu uniknąć procedury usunięcia ze stanowiska po "aferze rozporkowej" z Monicą Levinsky.

Daleko nam do południowców

W Polsce liczba uśmiechających się ludzi jest coraz większa. Jednak nadal daleko nam do krajów południowych, których mieszkańcy są naturalni i spontaniczni w okazywaniu radości. I to niezależnie od swojej sytuacji życiowej. - Uśmiechamy się, gdy udaje nam się w życiu i jesteśmy spełnieni. Kubańczycy i inni Latynosi robią to zawsze - mówi Marzena, 27-letnia tłumaczka hiszpańskiego, która cztery lata spędziła na Kubie.

Kiedy w Lizbonie zepsuł się tramwaj, którym 23-letnia Maja, studentka z Warszawy, jechała na kurs portugalskiego, mimo dużego opóźnienia Portugalczycy zaczęli wesoło konwersować ze współpasażerami, uśmiechając się rozbawieni. - Znając rodaków, większość z nas byłaby rozzłoszczona, że się spóźnią, zestresowana, zmęczona, przygnieciona trudami codziennego życia i pogonią za pieniędzmi.

Chyba dlatego Polacy lubią jeździć do ciepłych krajów. Wszyscy wiedzą, że słońce i piękna pogoda warunkują dobry humor. - Ale to jest też kwestia kultury i sposobu bycia. W pewnych miejscach na ziemi nie wypada, albo nie jest przyjęte być ponurakiem - mówi 37-letni Marek, biznesmen i podróżnik.

Jednak czasem uśmiech może być opatrznie zinterpretowany. Gdy Paulina, 35-letnia graficzka studiowała w Lublinie, czasem spotykała arabskich studentów. - Kiedyś na ich uśmiech odpowiedziałam uśmiechem i potraktowali to jako zachętę do bliższego kontaktu! Od tej pory, mijając Arabów, zachowuję kamienną twarz - opowiada.

W ciekawy sposób polską niechęć do pokazywania uśmiechu na twarzy zanalizował Piotr Szarota. Według niego niekoniecznie decyduje o tym frustracja ludzi w trudnej sytuacji gospodarczej, ale wynik eksperymentu pt. Polska Ludowa. - Polska powojenna była krajem w dużej mierze pozbawionym elity, która mogłaby stanowić wzór do naśladowania, także pod względem manier i sposobu bycia - pisze= autor. - Zastąpienie prywatnych właścicieli, posługujących się maksymą: "Nasz klient nasz pan", sklepowymi sprzedającymi państwowy towar, musiało sprawić, że uprzejmość zniknęła ze sklepów - uważa.

Na wzór sowiecki stworzony został ideał człowieka socjalistycznego, dla którego uprzejmość i galanteria stanowiły "burżuazyjne przesądy". Uśmiech był ważny wyłącznie jako oznaka optymizmu i entuzjazmu w walce o "nowe jutro". Dlatego był tak częstym gościem na plakatach propagandowych, zwłaszcza gdy przedstawiano tzw. pozytywne wzorce osobowe. Może dlatego, jako pozostałość takiego myślenia, uśmiech często jest w Polsce kojarzony z głupkowatością i znikomą inteligencją.

Nawet popularne przysłowia i powiedzenia deprecjonują wartość uśmiechu. Mówi się przecież: "Śmieje się jak głupi do sera", "Czemu suszysz zęby" albo "Co ci tak wesoło" czy złowróżbne "Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni".

Joanna Rokicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje