Reklama

Reklama

Uśmiech zbawia świat

- To jest pierwsze pomaganie. Kogoś podniesiesz na ulicy, bo się przewrócił, dziecko się zgubiło - pomagasz mu. I nagle się okazuje, że kiedy to zrobisz i ten ktoś się do ciebie uśmiechnie, to jakoś się lepiej czujesz. Kiedy kolejny raz znajdziesz się w podobnej sytuacji to już się nie zastanawiasz nad tym czy komuś pomóc tylko odruchowo pomagasz. Dzięki pomaganiu człowiekowi chce się żyć. Nie wiem, dlaczego. Czujesz się po prostu lepszy i lżejszy - ja tak mam.

Reklama

Ego jest połechtane?

- Nie chodzi o ego. Czasami to porównuję do wizyty u dentysty. Kiedy masz dziurawy ząb, który sprawia ci ból i wreszcie wybierzesz się do dentysty, który ci pomoże to tuż po zejściu z fotela czujesz wielką ulgę. Jest ci po prostu lepiej. Lżej. Kiedy się pomaga to człowiekowi towarzyszy podobne uczucie. Jest w tym jakiś rodzaj ulgi.

Niestety, nie zawsze jest tak pięknie...

- W pierwszym zdaniu wiersza jest napisane: "Ludzie postępują nierozumnie, nielogicznie i samolubnie - kochaj ich mimo wszystko". Kiedy komuś pomagasz nie możesz nic kalkulować. Tak samo jest z miłością. Kiedy zastanawiasz się czy coś ci się opłaca i ile możesz zyskać to już nie jest miłość. Kocha się dlatego, że się kocha. Pomaga się, bo człowiek potrzebuje pomocy.

- Nie możesz liczyć na życzliwość i na to, że cię coś dobrego spotka od tego człowieka, bo się możesz przeliczyć. Pomagasz ludziom dobrym, którzy są wrażliwi, ale pomagasz też ludziom - i oni najbardziej wymagają pomocy - którzy są wściekli, oskorupieni w swojej samotności, w swoim cierpieniu, gryzący.

- Czytałam przed chwilą tekst księdza Twardowskiego, że są ludzie o różnych charakterach. Jedni są cudowni, umieją ci powiedzieć "dziękuję", umieją ci powiedzieć "wybaczam", umieją ci powiedzieć "proszę". Ale są też tacy ludzie, którzy - jak on to pięknie powiedział - noszą krzyż swojego wściekłego charakteru przez całe życie. Zwykle początki są w tym, że ten człowiek został skrzywdzony. Kompleksy powodują, że to się zapętla. Człowiek zaczyna się oskorupiać i jest wściekły.

- Bardzo wiele osób niepełnosprawnych, które są odrzucane, czują się gorsze, zapiekają się czasem w takim bólu. Nie ma tak, żebym pomagała tym ludziom i czekała aż oni powiedzą: "Dziękuję pani Aniu", nie. Czasem jest wręcz odwrotnie. Ci ludzie dziwnie się zachowują, ale ja pomagam nie po to, żeby oni mi dziękowali, nie po to, żeby mnie coś za to spotykało. Sam fakt, że pomagam, jest dla mnie czymś fantastycznym.

Czyli nie zawsze jest tak, że dobro powraca i trzeba się z tym liczyć...

- W pomaganiu nie można kalkulować. Kiedyś prowadziłam galę wolontariatu. Wśród osób które w niej uczestniczyły była grupa młodzieży, która zorganizowała się w jakiejś szkole i pomagała dzieciom z porażeniem mózgowym. Opowiadali mi, że kiedy zaczynali to robić śmiała się z nich cała szkoła. Zapytałam: "Dlaczego to robicie?", bo musiałam to głupie pytanie zadać. "Bo oni nas strasznie potrzebują" - odpowiedzieli. "Bo oni się tak cieszą, jak my przychodzimy". Pytałam dalej: "Czy wy coś z tego macie?". A oni: "Tak, bo oni nas nie oceniają za to, że ktoś jest gruby, czy że ma ładny czy brzydki nos. Potrzebują nas i kochają, bo my z nimi jesteśmy".

- Żeby pomagać, trzeba mieć cierpliwość, nie zrażać się. Działamy na polach najtrudniejszych, a rzeczywistość wcale do tego nie zachęca. Trzeba spokojnie, pokornie... Łatwo się mówi, a noce nie moje...

Jak nie zrażać się tą ciemną stroną niesienia pomocy?

- Oczywiście, pomaganie ma tysiące różnych stron, ale pierwsze zdanie wiersza jest o tym, że ludzie są, jacy są, nawet ci najgorsi. Nauczyłam się tego do mojej mamy. Jak pod śmietnikiem leży pijany człowiek w kałuży moczu, to ludzie mówią: "Co za świnia się spiła" i odchodzą. A to jest człowiek, który najbardziej potrzebuje pomocy.

- Kiedy byłam dzieckiem, to pamiętam, że moja mama zawsze się nachylała nad takim człowiekiem i mówiła: "Proszę pana, panu nie trzeba pomóc, coś się panu stało?". W odpowiedzi często słyszała potok wulgaryzmów, ale to jej nie zrażało, mówiła do mnie: "Widzisz, jaki biedny jest ten pan". Moja mama mi mówiła, że nie ma złych ludzi, są ludzie nieszczęśliwi. Bo ci, którzy są źli, nawet nie wiedzą o tym, że mogą być dobrzy. Są najbardziej nieszczęśliwi. Ona mi całe życie tłumaczyła, że to, że człowiek jest zły, to najpoważniejsza choroba. Oczywiście, gdybyśmy się w to bardziej zagłębiały, to jest to dużo bardziej skomplikowane...

Bardzo często ludzie boją się zacząć pomagać, bo martwią się, że nie mają mocy sprawienia, by coś zmienić.

- Nie można pomagać na siłę. Czasem ktoś ma wyrzuty sumienia, że na przykład nie potrafi rozmawiać z osobami niepełnosprawnymi. Mam przyjaciółkę aktorkę, która mówi, że ona nie potrafiłaby tego zrobić, że ona by zemdlała, że ma inną wrażliwość. Wtedy odpowiadam: "Nie przejmuj się, ty robisz inne wspaniałe rzeczy". Mam przecież dziecko, ale nigdy w życiu bym nie powiedziała: "Michał, masz iść robić to, co ja". Do tego człowiek musi sam dojrzeć. A dojrzewa do tego, kiedy widzi, że ludzie potrzebują jego pomocy i nagle czuje się komuś potrzebny, w różnych punktach swojego życia.

- Czasami już dziecko wie, że fajnie jest komuś pomagać, ale są też tacy ludzie, którzy decydują się na to dopiero, kiedy ich coś złego spotka i sami otrzymają pomoc, wtedy się taka potrzeba w nich uruchamia. Czasami, jak już się spełnią zawodowo, widzą jakąś pustkę, wypełniają ją tym, że pomagają innym i odnajdują w tym sens życia. W tej kwestii naprawdę nic nie można robić na siłę.

Są formy pomocy, które nie wymagają wiele wysiłku czy bezpośredniego kontaktu z potrzebującymi, jak charytatywne esesmesy czy oddawanie 1 proc. podatku. Pani fundacja też korzysta z tych środków.

- Każdy człowiek jest potrzebny drugiemu człowiekowi. Niestety często o tym zapominamy, wydaje nam się, że internet i komórki zastąpią nam spotkanie i osobistą rozmowę. To powoduje, że czujemy się coraz bardziej samotni i w końcu przestajemy wierzyć w to, że jesteśmy w ogóle komuś potrzebni.

- "Co z tego, że się ktoś do mnie uśmiechnie" - myśli ktoś. A ja wiem, że kiedy się rano obudzę i ktoś się do mnie uśmiechnie, to mam dobry dzień. Dlatego tak dużo o tym mówię. Że nawet te gesty, które nas mało kosztują, dla kogoś mogą być zbawienne, mogą kogoś uratować. Dzięki temu, że do kogoś pójdziesz i zapytasz, czy mu czegoś nie potrzeba, ten ktoś potem ożywa. Wokół nas żyją ludzie strasznie samotni.

- Nie trzeba od razu zakładać fundacji. Mówią: "O, Dymna ma dobrze, jest znana, założyła fundację". Oczywiście, że ośmieliłam się ją założyć też między innymi dlatego, że jestem rozpoznawalna. Wiem, że być może to, co będę robiła, będzie miało większą siłę. Zanim założyłam fundację też pomagałam - prywatnie, na przykład biorąc udział w różnych aukcjach, ale trzeba mądrze umieć pomagać. Teraz mamy 1 procent. Ludzie mówią: "Po co mamy ten 1 procent składać, jak to jest 10 złotych?", a ja cały czas powtarzam, że te 10 złotych to są miliony!

Jak ocenia pani działanie opieki społecznej, samorządów lokalnych? Czy człowiek w potrzebie może liczyć na państwo?

- W MOPS-ach i GOPS-ach często pracują świetni ludzie, ale oni niestety stoją przed murem przepisów i są bezradni. Ktoś mówi: "Wściekła baba z opieki społecznej". To nie ona jest wściekła. Ona musi się liczyć ograniczeniami, które nakłada na nią ustawa. Trzeba to zrozumieć i uszanować. Podziwiam tych ludzi, bo wielu z nich jest prawdziwymi aniołami.

- Część ustaw, które dotyczą pomocy społecznej naprawdę nie jest najlepsza. Jeżeli jest zdolna niepełnosprawna dziewczyna, po maturze, która potrzebuje pomocy bo nie jest w pełni samodzielna to państwo jej powinno zapewnić asystenta. W Polsce to nie jest takie oczywiste. Tylko w niektórych miastach jest to możliwe. Gdyby taka osoba nie dostała pieniędzy z fundacji, to by się nie uczyła, tylko siedziałaby zamknięta, na wózku, i była skazana na niebyt.

- Nie jestem od tego, żeby to krytykować, bo my mimo wszystko musimy i chcemy ludziom pomagać. To, co nam się uda uruchomić i pomóc, to jest nasza radość. A wielu rzeczy się nie uda, bo to jest niemożliwe, żeby się udało wszystkim pomóc.

- Moja fundacja zajmuje się przede wszystkim osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, ale zgłasza się do nas coraz więcej osób potrzebujących pomocy. Wśród nich są nie tylko osoby chore i niepełnosprawne. Chciałabym mieć fabrykę pieniędzy i wszystkich wysyłać na Zachód na przeszczepy, ale to jest niemożliwe. Choćbyśmy bardzo chcieli to nie jesteśmy w stanie wszystkim pomóc. Dlatego czasem musimy odmawiać. Dla nas to też jest bardzo trudne, ale nie możemy stracić z oczu tego po co i dla kogo powstała nasza fundacja.

Dowiedz się więcej na temat: aktorka | prezes | 1 procent | warsztaty | samotni | wiersz | rodzice | filmy | krytyka | Anna Dymna | procent | dziecko | fundacja | Dymna | człowiek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje