Reklama

Reklama

7 rad na powitanie maluszka

4. Nie oczekuj zbyt wiele, aby się nie rozczarować

Reklama

Najlepiej przygotuj się na wszystko: że urodzi się synek, a nie córeczka, że maluszek nie będzie taki śliczny jak dzieci występujące w reklamach.

Może zamiast naturalnego porodu będzie cesarskie cięcie?

- Miałem romantyczne wizje: w marzeniach widziałem swoją uśmiechniętą i szczęśliwą żonę, która trzyma w ramionach słodkie maleństwo - mówi Krzysztof, tata 5-letniego Mateusza i 2-letniej Anastazji.

- Tymczasem żona była ciągle zmęczona, poddenerwowana i często płakała razem z dzieckiem. Zrozumiałem, że piękne plany rzadko się sprawdzają.

Dlatego zamiast spodziewać się rodzinnej idylli, świeżo upieczony tata musi ćwiczyć cierpliwość i być jak najbardziej pomocny - radzi Krzysztof.

5. Zapewnij dziecku spokój oraz bezpieczeństwo

Narodziny to dla twojego malca nie taka znowu wielka gratka. To niełatwe dla kogoś, kto spędził blisko 10 miesięcy w ciepłym, ciemnym, bezpiecznym brzuchu.

Może było tam trochę ciasno, ale i tak o niebo lepiej niż na świecie! Maluszek jest przyzwyczajony do ciemności, dlatego dla jego dobra poród powinien odbywać się w jak najciemniejszym pomieszczeniu.

W szpitalu nie zawsze jest to możliwe, jednak w domu możesz zapewnić maluszkowi komfortowe warunki. - W poradniku dla rodziców przeczytałem, że małemu dziecku nie można dostarczać zbyt wielu bodźców.

Dlatego radykalnie zmieniliśmy tryb życia - wspomina Robert, tata 5-letniej Amelki. - Kiedyś prowadziliśmy tzw. dom otwarty, często wpadali do nas goście, słuchaliśmy głośno muzyki. Po narodzinach córki to się zmieniło.

Zmieniłem oświetlenie i kiedy Amelka była z nami w pokoju włączałem łagodne, boczne światło. Powiedzieliśmy znajomym, że teraz nie mogą wpadać bez uprzedzenia, bo mamy swój rytm wyznaczany przez małą, która nie może przebywać w hałasie i w zbyt licznym towarzystwie.

Kiedy robiłem córce zdjęcia, nie włączałem flesza, bo jego oślepiający blask tylko ją rozdrażniał. Skończyłem też z głośnym słuchaniem muzyki, bo Amelka mogła się obudzić.

Okazało się, że taki spokojny tryb życia zaczął nam się podobać. I teraz, ku wspólnemu zdziwieniu, wcale nie tęsknimy za starymi czasami.

6. Weź maleństwo na ręce i przytul je do siebie

Nie bój się! Ono potrzebuje twojej bliskości. Mężczyźni często obawiają się, że uszkodzą małą, kruchą istotkę. Zupełnie niepotrzebnie!

W rzeczywistości noworodkowi trudno zrobić krzywdę. - Kiedy po raz pierwszy miałem wziąć córkę na ręce, cały drżałem.

Bałem się, że ją upuszczę albo zrobię coś nie tak - mówi Artur, tata 2-letniej Ani.

- Dopiero, kiedy teściowa namówiła mnie na pomoc przy kąpaniu dziecka, oswoiłem się z braniem małej na ręce.

A kąpanie szło mi tak dobrze, że stało się moim obowiązkiem! - dodaje z dumą.

7. Daj sobie czas na pokochanie malucha

Choć na ogół tyle mówi się o wzruszeniu, które ogarnia rodziców podczas ich pierwszego spotkania z potomkiem, jednak wielu ojców przyznaje, że ich uczucie rodziło się powoli.

Pod tym względem kobiecie jest o wiele łatwiej.

Ma przecież aż dziewięć miesięcy na to, aby poczuć, że w jej życiu (a najpierw w brzuchu) pojawił się ktoś nowy.

Natomiast dla mężczyzny to zazwyczaj bardziej abstrakcyjna sprawa, więc musi się z dzieckiem stopniowo oswajać. W jaki sposób?

Poprzez jak najczęstszy kontakt z malcem. - Było mi trudno się do tego przyznać, ale nie pokochałem Maksa od pierwszego wejrzenia.

Szczerze mówiąc, nawet trochę mnie wkurzał - mówi Paweł, tata 4-letniego Maksa. - Pomogła mi rozmowa z kumplem, który sam był już doświadczonym ojcem.

Powiedziałem mu, że żona nie ma dla mnie czasu, że w ogóle ze sobą nie sypiamy, że nie interesuje jej, kiedy mówię, że chyba łapie mnie grypa, za to z byle katarem Maksa chce od razu jechać na pogotowie. Kumpel wysłuchał, a potem powiedział: "Stary, ty jesteś zwyczajnie zazdrosny". Trafił w dziesiątkę.

Zrobiło mi się wstyd. Zrozumiałem, że jeżeli chcę, by dziecko nas łączyło, a nie dzieliło, powinienem nawiązać z nim kontakt.

Zaproponowałem żonie, że tego wieczoru ja uśpię Maksa. Potem zacząłem chodzić z nim na spacery, bawić się (mały uwielbia, gdy podrzucam go do góry i udaję samolot).

Początkowo wydawało mi się, że robię z siebie głupka, ale gdy zobaczyłem, jak synek cieszy się, kiedy mnie widzi, i że uspokaja się słysząc mój głos, stwierdziłem, że głupotą było właśnie zwlekanie, by się do niego zbliżyć i nawiązać z nim dobry kontakt - mówi Paweł.

Dowiedz się więcej na temat: świat | rodzenia | kontakt | poród | żona | powitanie | rad

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje