Reklama

Reklama

Afgański Donald Trump

​Pochodzący z Afganistanu, 28-letni nauczyciel, Sayed Asadullah Poya zdecydował się na dość kontrowersyjny krok. Gdy zobaczył blond lok na głowie swego nowonarodzonego syna zdecydował się nadać mu imię Donald Trump. Liczył, że krok ten zapewni mu szczęście. Wygląda na to, że znacząco się przeliczył.

Chłopiec urodził się w sierpniu 2016 roku w czasie, gdy Donald Trump był w środku swej kampanii prezydenckiej. Afgański nauczyciel nie był jednak zainteresowany trudną karierą polityczną przyszłego prezydenta. Podziwiał go za smykałkę do interesów. Do tego właśnie przetłumaczył jego książkę na temat wzbogacenia. Dlatego, gdy na świecie pojawił się jego potomek nie wahał się i nazwał go Donald Trump.

- Przeprowadziłem dogłębne badania na jego temat i to zmotywowało mnie do nadania synkowi takiego imienia. Uwielbiam jego osobowość. Uważam, że jest ekonomicznym geniuszem i świetnym politykiem. Sądzę, że jest wspaniałym człowiekiem. Podoba mi się, jak podąża do wyznaczonych sobie celów - wyznaje Poya w rozmowie z dziennikarzami AFP.

Reklama

Decyzja nie spotkała się z uznaniem w społeczności. Dziadkowie małego Donalda wpadli w furię, gdy dowiedzieli się, że ich wnuk nie będzie miał islamskiego imienia. Stwierdzili, że jest to zniewaga religijna. Nestor rodziny wpadał w szał ilekroć słyszał imię swego wnuka. W końcu rodzina musiała przeprowadzić się z prowincji do stolicy Afganistanu, Kabulu.

To jednak nie poprawiło sytuacji. Wieść o imieniu dziecka rozeszła się lotem błyskawicy. Grupa wściekłych mieszkańców zażądała wyrzucenia rodziny z wynajmowanego mieszkania. Miała być to kara za danie dziecku imienia niewiernego. Sam Poya oskarżany jest o próbę zdobycia azylu w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście gorąco temu zaprzecza.

Rodzina musiała zmienić ustawienia prywatności swoich profili na Facebooku, które stały się polem straszliwego hejtu i gróźb. Gdy jeszcze można było komentować poszczególne zdjęcia pojawiła się tam informacja, że czterech bojowników jedzie zamordować rodzinę. Poya przyznaje, że jest przerażony i czuje się zastraszany. Obawia się o bezpieczeństwo swojej rodziny, ale nie ma zamiaru zmienić imienia dziecka.

- Imię to imię. To jest moja decyzja i będzie się nazywał Trump. Być może będzie miał przez to kłopoty w szkole, albo padnie ofiarą przemocy, ale nie ugnę się. Nie interesuje mnie, co sądzą inni - przyznaje rozzłoszczony.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump | Afganistan | imię dla dziecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje