Reklama

Reklama

Czy twoje dziecko może na ciebie liczyć?

Koniec roku szkolnego, innego niż wszystkie dotychczasowe, zbliża się wielkimi krokami. Chcąc, by naszym pociechom poszło jak najlepiej, możemy nie zauważyć, że one już zostały zdeptane.

Skutki pandemii - psychologiczne, społeczne i ekonomiczne - będą przez wielu z nas odczuwalne latami.

Reklama

Niektórzy stracili bliskich, inni pracę lub oszczędności, które miały być zabezpieczeniem finansowym na całe życie. Są i tacy, których związek nie wytrzymał próby przymusowej bliskości. Ale najdotkliwiej konsekwencje pandemii z pewnością odczuwają dzieci - począwszy od tych najmniejszych na nastolatkach kończąc.

Maluch płacze, bo widzi plac zabaw, ale ojciec siłą odciąga go od huśtawek. Jak wytłumaczyć dwulatkowi, że nie może z nich skorzystać, kiedy kuszą pięknymi kolorami i nikt z nich nie korzysta? Nie da się. Łzy niejednego malucha po prostu były nieuniknione. Dorosły w tym wypadku musi być dorosły - nie ma negocjacji, a tłumaczenia zwyczajnie nie pomaga. To jak położyć przed dzieckiem czekoladkę i tłumaczyć, że nie powinno się jej jeść. Konia z rzędem temu, kto potrafi przekonać dwulatka, że pobyt na placu zabaw jest "be".

Zdrowie psychiczne czy wykształcenie 

Koniec roku szkolnego zazwyczaj wywołuje stres. Czasami wiąże się z planami na najbliższą przyszłość, bo egzamin ósmoklasisty tuż-tuż, o maturze nie wspomnę.

Jednak być może nas, rodziców, czeka egzamin o wiele trudniejszy niż ten, który mają mieć nasze pociechy. Sprawdzian ten pokaże, czy podołaliśmy jako rodzice w tak trudnym momencie. Czy potrafiliśmy być wsparciem, kiedy nasi podopieczni stracili swoich przyjaciół, grupę rówieśniczą, możliwość budowania poczucia własnej wartości, swojego zdania, miejsca wśród kolegów i koleżanek?

Nie ma na świecie takiej matki i takiego ojca, którzy tylko sobą ten świat są w stanie wypełnić. To po prostu niemożliwe pod względem psychologicznym i na dłuższą metę naprawdę niezdrowe.

Młody człowiek buduje poczucie własnej wartości głównie w grupie rówieśniczej, której z przyczyn, zupełnie od niego niezależnych, został pozbawiony.

Znajomy psycholog opowiada mi o swoich pacjentach. Najmłodszy, który się tnie, ma 11 lat. Starszych już nawet nie liczy, tak wielu ich jest. Depresja, bezsenność, wybuchy agresji bądź autoagresji występują wśród nieletnich coraz częściej. Na konsultacje z psychiatrą trzeba czekać ponad miesiąc. Chodzi oczywiście o wizytę prywatną, bo do tej z NFZ-u kolejka jest dużo dłuższa.

Wyścig bez mety

Dr Marek Kaczmarzyk - biolog i neurodydaktyk - w jednym z wywiadów tłumaczył mi, że dorosły nie zrozumie nastolatka. Powiedział też rzecz, którą rodzice powinni mieć zawsze w pamięci, myśląc o przyszłości swoich pociech: "Mówimy: "Robimy to dla waszego dobra", ale nie dokonujemy refleksji. Co to znaczy dla waszego dobra? Możemy powiedzieć: "Tak, odbiorę ci dzisiaj trochę dzieciństwa, ale będziesz mieć wspaniałą przyszłość". A ja powiem: "Jeżeli odbierzesz mi tego dzieciństwa za dużo, mogę nie mieć żadnej przyszłości".

Sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana, bo to pandemia zabrała im dzieciństwo, nie my dorośli. My jedynie możemy wspierać młodych ludzi, by się nie rozsypali jeszcze bardziej. Bo być może kiedyś nadejdzie taki moment, że z całego dzieciństwa czy trudnego czasu dojrzewania zapamiętają, że mieli na kim polegać. Czy jest coś ważniejszego, co możemy im dać?    

Dowiedz się więcej na temat: egzamin ósmoklasisty | matura | depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje