Reklama

Reklama

Dziewczynki się tu nie rodzą

Nieusłyszane krzyki

Teoretycznie indyjskie prawo już ćwierć wieku temu zabroniło podglądania płci nienarodzonego dziecka przez ultrasonograf, ale przepisy swoje, a życie swoje. Tam, gdzie jest lepszy dostęp do diagnostyki, rodzice skwapliwie zeń korzystają. W biedniejszych, wiejskich rejonach radzą sobie w inny sposób. Nowo narodzone dziewczynki często są zabijane tuż po porodzie. Robią to członkowie rodziny, za milczącym przyzwoleniem ogółu. Noworodki topi się, zakopuje żywcem, truje lub dusi.

Reklama

Ekonomiści policzyli kiedyś, że przez wszystkie te nieludzkie praktyki w społeczeństwie indyjskim brakuje już kilkudziesięciu milionów kobiet. Jak w takim razie ma wyglądać jakakolwiek zastępowalność pokoleń? Zatem pozbywanie się dziewcząt to nie tylko okrutna, ale i wewnętrznie niespójna oraz krótkowzroczna strategia - w końcu "inwestycja" w chłopca zwróci się, gdy ten się ożeni. Z kim, skoro dąży się do unicestwienia żeńskiej populacji?

Przez długie lata władze patrzyły na to wszystko przez palce, choć międzynarodowe organizacje broniące praw jednostki biły na alarm. W ostatnich latach coś zaczyna się zmieniać - w 2015 roku sam premier wprowadził w życie nowy program społeczny, mający na celu edukację i dostarczenie opieki zdrowotnej, tam, gdzie najbardziej jest potrzebna, po to, by pokazać Hindusom korzyści płynące z posiadania córek. Tylko czy dadzą się przekonać?

Ashish Chauhan, sędzia okręgowy uznał, że nie można dłużej milczeć w tej sprawie, a 216 nowo narodzonych chłopców i... zero noworodków żeńskich w 132 wioskach Uttarkashi to precedens, nawet jak na Indie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje