Reklama

Reklama

Natalia Sander "Kociolandia". Bajkoterapia dla dzieci zapracowanych mam

"Bajkoterapia daje siłę i moc, Sztuką jest umieć się nią podzielić. Ta książka jest dowodem na moc autorki, która pokazuje, jak radzić sobie w zmaganiu się z niełatwym światem" - napisała o książce Natalii Sander doktor nauk o zdrowiu, pedagog i terapeuta Sylwia Jędrzejweska. W świecie zapracowanych mam spojrzenie na rzeczywistość dziecka z jego wrażliwością to niezwykłe doświadczenie. Publikujemy fragment książki "Kociolandia".

Czternaście lat temu mama Natalii podjęła wyzwanie stworzenia pierwszej w Polsce telewizji dla kobiet. W tym czasie dziewczynka stawała na palcach przy oknie, żeby pomachać mamie wychodzącej do pracy. Mama codziennie znikała z domu na wiele godzin. To wtedy Natalia wyobraziła sobie pierwszą różdżkę z Kociolandii, która jak pilot do telewizora przenosiła ją do zaczarowanego świata - krainy, gdzie mamy pracują tylko w weekendy, dziadkowie nigdy nie chorują, a Kicia, cudowna puchata kotka - powiernica małej bohaterki, całymi dniami bawi się i wypoczywa na hamaku.

Przeczytaj fragment książki "Kociolandia" Natalii Sander 

Opowiadanie "O zaczarowanej różdżce"

Jestem Natalka, mam cztery lata i podobno bardzo nietypowa ze mnie dziewczynka. Moja mama mówi, że wręcz całkiem niezwykła. Ale kiedy pytam, co to znaczy, odpowiada, że sama kiedyś to zrozumiem. Nie mówi oczywiście, kiedy to jest kiedyś. Więc sprawdzam tę moją niezwykłość na własną rękę, bacznie się obserwując pod lupą dziadka. 

Reklama

Do tej pory z moich obserwacji wynikło, że: mam zimą trzy piegi na nosie, latem jaśniejsze włosy, kiedy jestem zła, zmniejszają mi się usta, a kiedy zjem bez wiedzy mamy kilka czekoladowych cukierków, z wrażenia robią mi się różowe policzki. Wyniki swoich obserwacji skrupulatnie zapisuję w zeszycie z kicią na okładce. Widać z nich czarno na białym, że faktycznie jestem całkiem niezwykła. Trochę mi ulżyło z tego powodu, bo bardzo się bałam, że jak wszystkie swoje obserwacje podliczę w słupku, to wyjdzie z nich tylko to, że przecież nie umiem liczyć. Ale nie. Stał się cud. Z cudów najbardziej cieszy mnie to, że potem mogę opowiadać o nich Kici. Ale nie Kici Misi z puchatym futerkiem, która najczęściej leży sobie na fotelu, leniwie się przeciąga i ożywia się głównie wtedy, kiedy słyszy otwieranie lodówki, tylko prawdziwej Kici z Kociolandii. 

O cudach i nie tylko o cudach najchętniej opowiadam Kici z Kociolandii. Ona wszystko rozumie, a jak nie, wtedy tłumaczę jej każdy szczegół po kolei, czasami nawet dwa razy, czasami trzy, a czasami aż do momentu, kiedy moja ciocia, czyli pani, która zajmuje się mną, kiedy mama jest w pracy, nie zapyta, z kim tak zawzięcie dyskutuję. Bardzo lubię ciocię, ale jak mam jej opowiedzieć o Kociolandii, skoro ona myśli, że dyskutuję z Kicią "za wzięcie". Za wzięcie czego? Miseczki ulubionych kocich płatków czy ołówka, który nigdy się nie wypisuje? Bo tylko takie w Kociolandii sprzedają. Nie, szkoda mi na to czasu, zwłaszcza że tyle jest roboty w Kociolandii. 

Dzisiaj na przykład z Kicią mamy w planach zabawę do zmroku. A to naprawdę bardzo wyczerpujące zajęcie. Szczególnie że trzeba je wykonać bardzo skrupulatnie. Skrupulatnie skakać przez gumę, skrupulatnie jeść lody, skrupulatnie leżeć na hamaku. Sami więc widzicie, że mam co robić. Tak jest zazwyczaj, kiedy moja mama wychodzi do pracy. Oczywiście to nie jest tak, że cieszę się, kiedy mamy nie ma w domu. Oj, nie, zawsze jest mi przykro, zwłaszcza kiedy zakłada takie wysokie buty i całuje mnie w czoło, wtedy jest mi najbardziej przykro. I nawet perspektywa skrupulatnej zabawy z Kicią nie poprawia mi humoru. Zwłaszcza że mama mówi, że wróci przed zmrokiem, czyli wtedy, kiedy będę skrupulatnie leżała na hamaku w Kociolandii. 

W ogóle to moja mama jest bardzo fajna, ma najśliczniejsze włosy na świecie i największe pierścionki, jakich nawet mama Kici nie ma. Babcia mówi, że mama ma bardzo ważne zadania do wykonania, bo pracuje w telewizji i buduje kanał dla kobiet. Trochę mnie to martwi, bo ja też czasami buduję kanały z klocków i wiem, jak często się one zapadają. Kiedyś nawet zapytałam mamę, czy w pracy musi nosić kask. Ale nic mi nie odpowiedziała, bo zadzwonił telefon, ten, na który ja nigdy nie dzwonię, i mama musiała zrobić coś na laptopie. Robiła to chyba do nocy, choć mnie nigdy nie pozwala do tak późna grać na komputerze. Ale widocznie dorośli mogą więcej niż dzieci, dlatego fajnie, że już niedługo i ja będę dorosła. 

Mamę lubię tak bardzo, jak lody truskawkowe, dlatego powiedziałam jej o Kociolandii. Choć przyznam, że potem tego żałowałam, bo po wysłuchaniu opowiadania o zaczarowanej różdżce zaczęła przecierać oczy i wycierać nos. Ja tak mam wiosną, kiedy trawy kwitną, więc szkoda zrobiło mi się mamy, że różdżka ją uczuliła. A opowieść zaczęłam od tego, że za rogiem mojego pokoju, za pięcioma kwiatkami w doniczkach z salonu jest taka słodka kraina, w której żyją same kotki. I tylko ja mogę tam wpadać czasami, kiedy zostaję sama z ciocią. Jestem pewna, że kiedy mama odczuli się na różdżkę, to też będzie mogła odwiedzić Kociolandię. W Kociolandii mieszka sobie mała Kicia z mamą. Z tymi dwoma kotkami najbardziej się przyjaźnię. Mama Kici ma fajnie, ponieważ nie musi pracować ani budować żadnych kanałów, do tego ma czarodziejską różdżkę, która sama chodzi za nią do pracy i zarabia pieniążki. Choć w Kociolandii one rzadko komu się przydają. 

Kicia i jej mama cały dzień spędzają na skrupulatnych zabawach, skrupulatnym jedzeniu słodyczy, bo w Kociolandii od słodyczy nie psują się zęby, i skrupulatnym spędzaniu ze mną czasu. Mama Kici chodzi do pracy tylko raz w tygodniu, bo wtedy jej czarodziejska różdżka ma wolne i skrupulatnie leży na hamaku. Następnego dnia jest tak zregenerowana, że w podskokach pędzi do pracy. Widzisz, mamusiu, jak fajnie jest w Kociolandii?

Książka ukazała się 21 grudnia 2021 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy