Reklama

Reklama

Spełnione marzenia

Życie byłoby szare bez marzeń. Kiedy młodzi ludzie marzą o wielkiej miłości czy podboju świata, starsi skupiają się na szczęściu i zdrowiu rodziny. Niektórym nie udało się spełnić wszystkich planów, bo żyli zbyt krótko.

Wielka miłość

Dziesięć lat temu, Nicola i Brett poznali się w szkole, gdzie pracowali, jako nauczyciele wychowania fizycznego.

Szybko zakochali się w sobie, pobrali i zostali rodzicami. Ich życie było sielanką, aż do czasu, kiedy w 2015 roku u Bretta zdiagnozowano guza mózgu.

Mężczyzna zawsze miał pozytywne nastawienie do życia i do końca walczył z chorobą. Przestał pracować na trzy tygodnie przed śmiercią    

Reklama

Złodziej czasu    

Po diagnozie, lekarze dawali mu rok życia. Brett walczył dzielnie, a rodzina zebrała pieniądze, dzięki którym leczył się zagranicą. W święta Bożego Narodzenia dowiedzieli się, ze guz ponownie rozrósł się, a jego operacyjne usunięcie, nie jest możliwe. Mężczyzna nie pozwolił, by choroba zniszczyła jego plany i ukradła resztkę czasu, która mu pozostała. Na ile było to możliwe, żył normalnie, pracował i cieszył się rodziną.

Razem z żoną zabrali czteroletnią Freyę i 18-to miesięczną Ellę do Disneylandu, oraz na wspólne zagraniczne wakacje.  

Nicola była w trzeciej ciąży, kiedy stan zdrowia męża pogorszył się i trafił do szpitala. Bardzo chciała urodzić dziecko, zanim odejdzie.

Niecałą godzinę po porodzie, dzięki pomocy personelu szpitala, pojechała z noworodkiem do męża, który był już w stanie krytycznym. Położyła maleństwo w jego ramionach i zrobiła im kilka pamiątkowych zdjęć, aby dziewczynka wiedziała, że jej tatuś, bardzo na nią czekał i bardzo ją kochał.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          Brett Kinloch zmarł otoczony rodziną, trzy godziny po tym, jak po raz pierwszy, a zarazem ostatni, zobaczył swoją nowonarodzoną córeczkę Ariyę.

Najstarsza Freya była załamana odejściem ukochanego tatusia, którego nazywała swoim pięknym księciem. Rok wcześniej odeszła jej babcia, więc dziewczynka dobrze wiedziała, jak ciężko jest się pogodzić ze stratą ukochanej osoby.  Nicola po śmierci męża mogła liczyć na wsparcie rodziny, przyjaciół i lokalnej społeczności.

Zbiórka założona na portalu crowfundingowym przez przyjaciółkę rodziny zakończyła się kwotą 20 tys. dolarów. Wpłacili nauczyciele, wychowankowie, znajomi oraz nieznajomi poruszeni niezwykła historią rodziny. Osoby, które znały Bretta, podkreślają, że był on człowiekiem, którego się nie zapomina - swoim życiem inspirował innych.    

   

Lista rzeczy do spełnienia 

Mężczyzna spisał swoje plany, które chciał zrealizować do końca życia. Po jego śmierci, spełnianie marzeń z jego " bucket list", czyli rzeczy, które chciał zrobić przed śmiercią, kontynuuje jego żona.

Rodzina pojechała do Australii, bo zawsze wspólnie chcieli odwiedzić to miejsce. Nicole odważyła się na skok ze spadochronem, ale nie zdecyduje się na tatuaż. Pani Kinloch chciała, aby dziewczynki zobaczyły zorzę polarną, a przy okazji spotkały się ze Świętym Mikołajem.

Z rzeczy wielkich mają zamiar odwiedzić Wielki Kanion i Wielką Rafę Koralową. W przyszłości planują przelecieć helikopterem nad Las Vegas i wybrać się na biwak pod gwiazdami na końcu świata.

Brytyjski program śniadaniowy This Morning pomógł spełnić jedną pozycję z listy i umożliwił Nicoli przejażdżkę samochodem Ferrari.   

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje