Reklama

Reklama

Tragedia w Gdańsku dotyka każdego. Dzieci też

Z dziećmi trzeba rozmawiać. O wszystkim. Czasami jednak nam, dorosłym, łamie się głos, bo zwyczajnie nie wiemy, jak mówić o rzeczach, które przerastają nas samych.

Zapytałam córkę, czy wie, co stało się w Gdańsku. Wiedziała. "Mamo, wyobrażasz sobie, jaką traumę będą miały dzieci, które widziały to na żywo? Nigdy się z tego nie otrząsną" - powiedziała. Myślę jednak, że w całym zamieszaniu nikt nie widział do końca co się dzieje, ani mali, ani duzi, ale skutki tragedii będą miały długofalowy wpływ i na jednych i na drugich.

Reklama

Moja rodzina spędzała 27. finał WOŚP na krakowskim rynku. Oblepieni serduszkami i roześmiani przyciągnęliśmy wzrok dziennikarki z TVP Kraków, która zapytała nas, czy warto pomagać. Każde wypowiadało się we własnym imieniu. Syn - że warto pomagać wszystkim: i dzieciom, i bezdomnym. Córka - że pomaganie jest ważne, bo mały gest, który dla nas nic nowego nie wniesie, może uratować czyjeś życie. Ja - że nie wyobrażam sobie nie pomagać, jeśli wiem, że sprzęt ufundowany przez Orkiestrę ratował i ratuje życie innych dzieci. I, że Orkiestra jednoczy, wszystkich nas.

Swoją drogą do dziś przechowujemy koszulkę, którą wygraliśmy w licytacji WOŚP dla naszej pociechy. Syn nie miał nawet roku, więc musiał czekać kolejne 12 miesięcy, by mógł ją założyć. Teraz przy wysokim nastolatku wygląda jak ubranko dla lalek. Dowód na to, jak czas szybko leci...

Po powrocie do domu dowiedzieliśmy się - my, dorośli - co się stało w Gdańsku. Ale dzieciom nie powiedzieliśmy. Nie chcieliśmy psuć radosnego nastroju i przede wszystkim: nie wiedzieliśmy jak.

Następnego dnia już musieliśmy się z tym zmierzyć. Straszny to był widok - uśmiech gasnący na ustach córki. Strasznie długie sekundy, podczas których trzeba było zebrać myśli do odpowiedzi na pytanie: "I co teraz? Będzie jeszcze grała Orkiestra?"

- Tak, oczywiście - odpowiedź musiała być pewna, stanowcza, jednoznaczna. - Źli ludzie zawsze mogą się trafić, ale nie można im pozwolić zwyciężyć.

Sama nie wiem, jak to będzie, nam wątpliwości, boję się, ale wiedziałam, że dzieciom tego strachu nie powinnam przekazywać. Chciałabym, żeby w przyszłości nie bały się pomagać. Żeby nie dały się zastraszać, robiąc coś ważnego tylko dlatego, że ktoś ma inne zdanie, niż one. By broniły swoich racji, jeśli w grę będzie wchodzić dobro drugiego człowieka. Chciałabym, by kierowały się empatią, nie tracąc z oczu własnych potrzeb i możliwości.

Pomaganie nie jest łatwe, choć takim się z pozoru wydaje. Kiedy syn i córka się o tym przekonają, mam nadzieję, nie zrezygnują dlatego, że ktoś będzie im rzucał kłody pod nogi. Odkąd moje dzieci pojawiły się na świecie, staram się być lepszym człowiekiem, wiedząc, że wszystko co zobaczą, poniosą ze sobą w świat. Widziały kilka razy, jak wzywam pogotowie, bo pan miał atak padaczki, a pani zasłabła. Niejeden raz były świadkiem, jak pomagam niewidomemu, wiążę obcej staruszce buta, albo doprowadzam panią, która chodzi o kuli na przystanek, bo ślisko. Być może przeszłabym obok tych obcych osób obojętnie, ale na szczęście kiedyś, gdy ja byłam dzieckiem, inni pokazali mi, jak powinnam się zachować.

Ufam, że moje dzieci nie zatracą potrzeby pomagania. Że kiedy dorosną, nie będą pamiętały kalumnii rzucanych pod adresem WOŚP i Jurka Owsiaka, że tragedia, która zakończyła 27. finał WOŚP nie przyćmi wspomnień chwil radości i uniesienia związanych z tym dniem, ale i innymi orkiestrowymi finałami. Bo pomaganie nie jest dobre tylko dla potrzebujących. Uskrzydla tych, którzy mogą i potrafią się dzielić, a chciałabym, żeby moje dzieci miały te skrzydła. Na nich daleko zalecą.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: WOŚP | Jurek Owsiak | Atak na Adamowicza | pomaganie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje