Reklama

Reklama

​Zatrzymaj się na chwilę

Grudzień. Szaleństwo zakupów i gorączka przygotowań świątecznych. W kuchni panuje pandemonium, zakupy czekają na zrobienie, choinka nie chce się ubrać sama, a okna i podłogi też ktoś powinien umyć na błysk.

Tak, w wielkim skrócie, wygląda ostatni miesiąc roku w naszych domach. Gonimy z pracy do domu, po drodze wpadając na zakupy. Kupujemy mnóstwo, często zupełnie niepotrzebnych, rzeczy. Wydajemy pieniądze, których nie mamy. Przepychamy się w tłumie i tracimy nerwy w długich kolejkach do kas.

Reklama

Wpadamy do mieszkania, gdzie warczymy na wszystkich, a wszyscy na nas. Miotamy się między garnkami, miotłą i zakurzonymi pudłami z ozdobami świątecznymi. Trwa wielkie szaleństwo, na które ze zdumieniem i pewnym przerażeniem patrzą nasze dzieci.

Dziwny czas grudniowy

Wbrew pozorom, to nie jest najlepszy czas dla milusińskich. Owszem, 6 i 24 grudnia dostają prezenty. Czasem nawet całe góry, ale popatrzmy, co dzieje się potem. Córka czy syn, otwierają paczkę ze wspaniałą zabawką. Wydobywają ją ze środka, a potem patrzą na nas i pada sakramentalne zdanie "Mamo/Tato, pobaw się ze mną".

Na tym etapie jesteśmy zazwyczaj tak zmęczeni świąteczną gorączką, że marzymy jedynie o leniwym zaleganiu w pozycji możliwie horyzontalnej. Ani w głowie nam zabawy i zapewnianie rozrywki potomstwu. "Przecież dostało zabawkę. Czego jeszcze chce? Czy nie może dać nam chwili spokoju?" - myślimy.

Po kilku odmowach dzieci zniechęcone odchodzą. Ich radość potrafi się wtedy zamienić w złość i smutek. A nie ma nic gorszego dla naszych skołatanych gonitwą nerwów, niż jęczące, znudzone maluchy. Nakręca się spirala zniechęcenia, rozgoryczenia i złości. A przecież wystarczyłoby się na chwilą zatrzymać.

Czas złapać oddech

Zastanówmy się czy rzeczywiście potrzebujemy tylu potraw na świątecznym stole? Czy musimy zapożyczać się, aby kupić najkosztowniejsze prezenty? Czy wreszcie musimy przestawiać dziecko z kąta w kąt, aby nie wchodziło nam pod nogi w trakcie przygotowań?

Świat się nie zawali jeśli nie będzie trzech ciast na stole, a pierniczki będą koślawe, bo zrobimy je z dzieckiem, paprząc przy okazji cały stół i jego najbliższe okolice lepką mazią z kolorowego lukru. Mały zestaw klocków, który zbudujemy razem z dziećmi sprawi im więcej radości niż olbrzymia rakieta, którą będą musiały montować naburmuszone w samotności.

Przykłady można mnożyć. Każdy z nas przeszedł przez taką sytuację sam, albo niechcący zafundował ją swojej rodzinie. Nie ma nic złego w tym, że chcemy, aby było piękniej, lepiej i więcej. Tylko, że czasem wystarczy normalnie i mniej.

Mądrości z ekranu

Pewnie czytając te słowa myślicie sobie, że łatwo jest być takim mądralińskim, a jak przyjdzie co do czego, to autor postępuje tak samo jak wszyscy. Macie rację, sam też popełniam takie błędy. Częściej niż chciałbym się do tego przyznać. Nie chcę was też pouczać, co macie robić. Chciałbym tylko, żebyście się na sekundę zatrzymali i zastanowili czy warto tak pędzić. Spróbujcie, a może akurat się wam to spodoba?

Dowiedz się więcej na temat: święta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje