Jedzenie jest moją obsesją

Od pewnego czasu jestem kłębkiem nerwów. Wszystko przez mojego męża. Nagle zaczął mi wypominać, że jestem za gruba. Nie wiem, co w niego wstąpiło. Ciągle od niego słyszę, że jak nie schudnę, to on przestanie się ze mną pokazywać między ludźmi, bo by się spalił ze wstydu.

Cóż, sama dobrze wiem, że nie mam figury modelki, że się trochę zaniedbałam. Ale mam tyle na głowie, praca, dom, ciągłe problemy... Ledwie znajduję na to wszystko czas. Mimo wszystko jednak postanowiłam, że wezmę się za siebie i schudnę. A przede wszystkim - będę jeść częściej, ale mniejsze porcje. Oczywiście mąż od razu zwrócił na to uwagę. Ale zamiast mnie dopingować, dodawać mi otuchy, docina mi. Że nie wytrwam w moim postanowieniu, że mi się nie uda. Efekt jest taki, że ostatnio myślę tylko o jedzeniu. I nawet jeśli w ciągu dnia jem małe porcje, to wieczorem jestem tak głodna, że zjadam drugie tyle, co przez cały dzień. Sama już nie wiem, może w ten sposób "zajadam stres"? Najgorsze, że, zamiast schudnąć, to jeszcze przytyłam! Mam wrażenie, że to jakieś błędne koło. Jestem załamana i nie wiem, co robić. Może dać sobie spokój z tym całym odchudzaniem? A może iść do lekarza?

Reklama

Maria, 49 lat

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 12 (w sprzedaży od czwartku 24 marca br. ) i na stronie:

www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje