Reklama

Reklama

Poznajecie ją? Polka robi zawrotną karierę w Norwegii!

W Norwegii chciała tylko złapać oddech. A nagle została gwiazdą popularnego tam serialu. Ale aktorka stawia na Polskę.

Do kraju wróciła po prawie dwóch latach nieobecności. Akurat wtedy, gdy upomniała się o nią norweska telewizja. Sylwia Juszczak-Arnesen zdecydowała jednak, że razem z synami, Natanielem i Vincentem, zostanie w Polsce. - Tęskniłam. Najbardziej za przyjaciółmi. W Norwegii są bardzo specyficzni ludzie, mają olbrzymią tolerancję, ale żyją w swoim świecie. A ja lubię zadzwonić do znajomych i powiedzieć: "Chodźcie ze mną na kawę. Teraz!". Tam nie jest to możliwe - tłumaczy "Dobremu Tygodniowi".

Mimo to nie zrezygnowała z roli w serialu "Alle sammen sammen". To dla pani Sylwii było olbrzymie wyzwanie. Gra w nim Polkę, ale jej bohaterka mieszka w Norwegii od dwunastu lat. - Aż nogi się pode mną ugięły, kiedy dostałam tę propozycję. Potwornie się stresowałam - mówi. Produkcja okazała się jednak hitem. Będzie wyświetlana w całej Skandynawii, a niedługo także i w Niemczech. Już w czerwcu aktorka jedzie do Norwegii na zdjęcia do trzeciego sezonu. A o tym, że ma już tam status gwiazdy świadczy fakt, że próby do serialu odbędą się w Polsce. - Wcześniej było tak, że musiałam jeździć na nie do Oslo, a teraz to próby przyjeżdżają do mnie. To wielki ukłon ze strony produkcji - cieszy się pani Sylwia.

Reklama

Nie przeszkadza jej takie życie na walizkach. Potrafi się spakować w mgnieniu oka i wyruszyć w świat. Problemem mogłyby być tylko dzieci, ale... synowie wdali się w mamę. - Chłopcy są bardzo ciekawi świata. Bardzo otwarci. Kiedy odwiedziliśmy moją siostrę, która mieszka w Londynie, zaproponowali, że może byśmy tam pojechali na dłużej - zdradza nam. Nataniel i Vincent szybko aklimatyzują się w nowych miejscach. Kiedy mieszkali w Oslo, już po kilku miesiącach rozumieli język. A po pół roku rozmawiali z kolegami po norwesku.

Mimo że wszyscy byli tam szczęśliwi, co jakiś czas pojawiała się myśl o powrocie do kraju. - W Norwegii jest wolniejsze tempo życia. Łowiliśmy kraby, jeździliśmy na łyżwach po lodowisku wylanym przed domem. Jest bardzo spokojnie, a ja lubię szybkie tempo, adrenalinę - mówi pani Sylwia. Przez kilka miesięcy dobrze się tam czuła, potrzebowała takiego wyciszenia, ale kiedy nabrała sił, zdecydowała, że wracają. Czy zostanie w kraju? - Nie wiem. Nie planuję życia z wyprzedzeniem. Jestem szczęśliwa wszędzie tam, gdzie mam u boku dwóch najważniejszych mężczyzn mojego życia, synów - dodaje.

Dobry Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy