Reklama

Reklama

Komputerowe love

- No to co jest z nią nie tak? - zdziwiłam się. - Myślałam, że to bardzo sympatyczna dziewczyna i w ogóle...

Reklama

Maciek skrzywił się lekko.

- Mi tam od razu Kama wydała się jakaś nie tego, ale chciałem być grzeczny. Włączyłem jej nawet kompa, żeby sobie pograła. Zapytałem, co lubi, a ona na to, że gry są dla debili... No nie patrz tak na mnie, mamo... Może użyła innych słów, ale sens był mniej więcej ten sam.

- Oj, Maciek. To, że Kamila nie lubi gier, jeszcze nic nie znaczy, może ma inne ciekawe zainteresowania...

- A pewnie, że ma! - tym razem to syn wszedł mi w słowo. - Ona uwielbia wyprzedaże! Cały koszmarny wieczór opowiadała mi, gdzie robi zakupy. Jeszcze trochę, a wpadłaby na genialny pomysł, żebyśmy razem biegali po sklepach. No, sorry! Ja i zakupy? - jęknął, a potem spojrzał na mnie błagalnie.

- Mamo, czy mogę o coś cię prosić?

- No, w zasadzie...

- Nie zapraszaj jej więcej, dobra?

- Dobra.

Zostawiłam Maćka samego i powlokłam się do sypialni.

- I jak tam twoja misja? - zainteresował się Zbyszek. - Czy Kamilka będzie tym kołem ratunkowym, które wyciągnie naszego synka z internetowej powodzi?

- Bardzo śmieszne, wiesz? - burknęłam i machnęłam ręką. - Maciek jej nie polubił, stwierdził, że to lamerka.

- Lamerka? A co to znaczy? - zapytał.

- Nie wiem, ale to raczej nie jest komplement. Słuchaj, a może ty masz znajomych z córkami w podobnym wieku.

- O, nie! - oburzył się mąż. - Ja tam swatką nigdy nie będę. Mówię ci, daj mu spokój, a zobaczysz, że wkrótce sam sobie znajdzie dziewczynę.

Nie byłam tego taka pewna, ale okazało się, że Zbyszek miał rację. Jakiś miesiąc po mojej żałosnej próbie swatania syna z Kamilką, Maciek zaczął wspominać o jakiejś tajemniczej koleżance, którą nazywał po prostu Elfi.

- A nie mówiłem, że Maciuś w końcu sobie kogoś znajdzie? - rzucił Zbyszek.

- I Bogu dzięki! - ucieszyłam się. - Wiesz, jutro go podpytam, to dowiem się, co to za dziewczyna. Może ją do nas zaprosi?

- Ciekawość cię zżera, co? - zaśmiał się Zbyszek.

- A tam zaraz ciekawość! Po prostu nie chcę, żeby Maciek miał przed nami jakieś tajemnice...

- Czyli to tylko wyraz matczynej troski?

- A żebyś wiedział! - ucięłam rozmowę, bo jego ton i głupie insynuacje irytowały mnie coraz bardziej. Następnego popołudnia zajrzałam do pokoju syna. Maciek swoim zwyczajem ślęczał przed monitorem.

- No nie patrz tak na mnie, mamo. Lekcje już odrobiłem. Chyba należy mi się trochę rozrywki? - rzucił, gdy stanęłam w drzwiach jego pokoju.

- C-co... A, dobrze, pograj sobie... Ja nie o tym chciałam porozmawiać - uśmiechnęłam się przyjaźnie, a Maciek nagle zrobił się czujny.

- Jak to nie o tym?

- No wiesz, ostatnio sporo mówiłeś o takiej dziewczynie, Elfi... No i zastanawiałam się, co to za jedna, bo ksywkę ma dość oryginalną...

- Czy ja wiem - syn podrapał się po głowie.

- Moim zdaniem to nie jest oryginalna ksywka, no przynajmniej jak na elfa.

Spojrzałam na niego kompletnie zbita z tropu.

- Jakiego znowu elfa?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje