Zapach zdrady

Zosia, nie poszłabyś ze mną do galerii? - zapytała proszącym tonem Ania. - Potem skoczyłybyśmy na kawkę... Ja stawiam, rzecz jasna - dodała pospiesznie.

- "Potem"? Czyli po czym? - zapytałam, choć domyślałam się, o co jej chodzi.

Reklama

- No wiesz, zbliżają się walentynki i chciałam kupić Markowi jakąś superwodę... A ty się na tym znasz jak nikt - zaczęła mi kadzić koleżanka.

- No, ale dzisiaj miałam wrócić do domu z Pawłem - próbowałam się wymigać.

- Tosia, ratuj! - przerwała mi melodramatycznie Ania. - Ostatnio jakoś się między nami nie klei, i rozumiesz... Trafiony prezent mógłby pomóc...

- Moim zdaniem, jak się coś nie klei, to nawet superperfumy nie pomogą...

Do mojej koleżanki jednak nic nie docierało i tak mnie nudziła, że w końcu zgodziłam się pójść z nią do perfumerii. Musiałam tylko zadzwonić do męża i wytłumaczyć mu swoje spóźnienie. Wolałam go uprzedzić, że wrócę później, bo ostatnio zrobił się jakiś podejrzliwy.

Paweł był oczywiście niezadowolony... Już pożałowałam, że się zgodziłam iść z Anką na te zakupy. Jednak najbardziej żałowałam tego, że przyznałam się koleżankom do czułego nosa. Kiedyś, jeszcze podczas studiów, przez rok pracowałam w Holandii, w fabryce perfum. To tam nauczyłam się odróżniać zapachy i wybierać te najciekawsze. Teraz byłam księgową i, o dziwo, moje doświadczenie z Holandii okazało się przydatne. Dzięki niemu bardzo szybko wkupiłam się w łaski koleżanek i kolegów, bo potrafiłam każdej i każdemu dobrać najbardziej odpowiedni zapach. Niestety, ostatnio większość babek wpadła na pomysł, żebym zaczęła wybierać zapachy dla ich facetów... To już była trochę wyższa szkoła jazdy, bo co innego dobrać zapach komuś, kogo znasz, a co innego nieznanej osobie. Na szczęście, a może na moje nieszczęście, wszystkie moje wybory były trafione. Nie mogłam się więc opędzić od koleżanek, które błagały mnie o pomoc.

Sprawę Anki załatwiłam ekspresowo.

- Już jestem! - zawołałam, zamykając za sobą drzwi. Na korytarz wyszedł Paweł, odetchnął głęboko, a potem spojrzał na mnie kamiennym wzrokiem.

- Przepraszam... - powiedziałam. - To przez Ankę. Znowu wyciągnęła mnie do galerii. Chciała kupić swojemu facetowi... - zaczęłam mu tłumaczyć, ale on ukrył twarz w dłoniach. - Ejże, co się stało?

Nic, cisza, która aż dzwoniła w uszach.

- Paweł, o co ci chodzi? Zwolnili cię?...

- Ty mnie jeszcze pytasz?! Jesteśmy rok po ślubie, a ty już mnie zdradzasz! I to nie z jednym, tylko z kilkoma na raz!

Szczerze mówiąc, odebrało mi mowę. Patrzyłam na niego zaszokowana.

- Co... - wyjąkałam.

- Widzisz! Nie wiesz, co powiedzieć! - triumfował Paweł. - A ja przejrzałem twoją taktykę! Z kim ja się ożeniłem? Ze zdzirą!

Byłam totalnie skołowana.

- Jaką taktykę?! I jak śmiesz mnie obrażać?!

- A jak nazwać kobietę, która puszcza się na prawo i lewo?! Co ty myślisz, że ja głupi jestem?! - krzyczał.

- Co konkretnie masz mi do zarzucenia? - zapytałam.

- Zawsze, gdy rzekomo idziesz z dziewczynami na ploty czy zakupy i wracasz później do domu, śmierdzisz... śmierdzisz... jakimś gachem! - krzyknął, a w jego oczach dostrzegłam prawdziwe łzy.

Mimo to wybuchnęłam śmiechem. Zresztą to mało powiedziane. Umierałam ze śmiechu, bo cała ta historia wydała mi się arcyzabawna. Paweł patrzył na mnie jak na wariatkę.

- Ojej!... Ojej!... Nie wytrzymam!... - próbowałam się uspokoić, jednak daremnie.

- I co w tym takiego śmiesznego? - zapytał podejrzliwie. - Zero wyrzutów sumienia? Czy ty, kobieto, wstydu nie masz?!

- Mam... - jęknęłam. - Za to ty jesteś kompletny dureń!

Potem opowiedziałam mu o wszystkim.

- Przecież mówiłam ci, że od świąt pełnię w firmie rolę doradcy do spraw prezentów. Teraz zbliżają się walentynki, więc wybieram głównie męskie zapachy...

Mąż patrzył na mnie nieufnie, ale minę miał coraz mniej pewną.

- Więc ty... z nikim?...

- Oczywiście, że ja tylko z tobą! - powiedziałam stanowczo i mocno go do siebie przytuliłam.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje