Reklama

Reklama

Ratunku! Jestem ojcem...

- Kobiety przystosowują się do sytuacji w naturalny sposób.

Reklama

- Kobiety wydają się być bardziej na to wszystko przygotowane. Poza tym u kobiet, no nie wiem tego z własnego doświadczenia (śmiech), ale jest takie uderzenie hormonów.

- Hormon zwany oksytocyną oswaja kobietę z macierzyństwem.

- Kobiety, przynajmniej w pierwszych trzech miesiącach, łatwiej znoszą macierzyństwo. Natomiast faceci czegoś takiego nie mają. Wszyscy moi koledzy, ze mną włącznie, traktowaliśmy dziecko jak kolejny nowy element w domu, jak telewizor czy samochód. Do momentu jego narodzin żyliśmy w przeświadczeniu, że ono nic w naszym życiu nie zmieni. Trzeba je nakarmić, przewinąć, no ale co to jest - poświęcić 10 minut w ciągu dnia. Kupi mu się samochodzik na pedały, kolejkę i jakoś to będzie. Kolejną rzeczą która różni moją książkę od innych jest to, że ona nie pokazuje wyłącznie tego co się stanie jak już pojawi się dziecko i jak z nim wtedy postępować, ale pokazuje jak zmieni się przy okazji tego nasze małżeństwo.

- Tak, to jest moje kolejne pytanie - czy można uratować uczucie łączące nowo upieczonych rodziców? Z tego co przeczytałam w pana książce wynika, że problemy się z dnia na dzień piętrzą. Konfliktom między małżonkami nie ma końca...

- Z całą pewnością da się uratować małżeństwo. Najgorsze co się dzieje dla faceta to...

- Brak seksu?

- Też (śmiech), ale kiedy przychodzi na świat dziecko mężczyzna musi błyskawicznie dorosnąć, a nie zdaje sobie z tego sprawy. Kobieta ma już prawdziwe dziecko, więc nie ma czasu go niańczyć. I nagle facet myśli - hej, co się dzieje? Żona do tej pory była cala dla niego, a teraz nie ma na to czasu. Już go nie nazywa swoim Misiem, nie ma seksu, wspólnych wyjść, wyjazdów, hobby. Faceci reagują na to potwornie.

- Jak?

- Oddalają się. Najczęściej uciekają w pracę, tłumacząc sobie, że teraz to przecież muszą zarobić na wszystko. Jak np., zrobią zakupy, wracają zadowoleni do domu i oczekują od żony pochwały, pogłaskania po główce. A przemęczona 24 godzinną opieką nad dzieckiem kobieta odburknie mężczyźnie - czemu tak długo robiłeś te zakupy, zamiast powiedzieć - jaki ty jesteś wspaniały.

- A właśnie, czemu Pan te biedne kobiety, jak jakieś straszne hetery opisuje?

- Faceci w tych moich opisach wcale lepiej nie wypadają (śmiech). Jak tę książkę czytały moje znajome, odniosły dokładnie takie samo wrażenie jak pani. Z drugiej strony, po jej przeczytaniu moi koledzy spytali - Leszek to my naprawdę aż tacy źli jesteśmy? Przecież ty nas opisałeś jak jakieś straszne potwory. To wszystko ma swoje źródło w nieprzygotowaniu do tego, co się dzieje w małżeństwie po przyjściu dziecka na świat. Kiedy ludzie są zmęczeni, ciężko im się kontrolować, trudno wtedy być uroczym i wspaniałym dla drugiej osoby. Wtedy też ludzie posługują się krótkimi poleceniami, czy nawet rozkazami. Druga osoba odbiera to bardzo źle. Obojgu brakuje ciepła, na które absolutnie nie mają już czasu.

- A jak to przezwyciężyć? Jaka jest ta tajemnica udanego związku, o której pisze Pan w swojej książce?

- Tajemnicą udanego związku w tej nowej sytuacji jest zachowanie właściwej miary. Ale jest to strasznie trudne. W jednym z rozdziałów książki opisuję, co po urodzeniu dziecka może stać się z kobietą, że może zostać Mamafiozą, albo Matka Kwoką.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje